Skip navigation.

donkey's thougths

Posts tagged with "recenzja Europy"

Hasło Lacana "Jeśli Boga nie ma, wszystko jest zabronione"

, , , ...

Fragment artykułu Sławomira Sierakowskiego pt. "Antypolityka, polityka, postpolityka" zamieszczonego w 197-ym numerze "Europy" (12.01.2008) na ss. 8-9:

Aby zrozumieć, na czym polega owo zniewolenie intelektualne, którym objęte zostało życie polityczne w wolnej Polsce, nawiążmy do toczącej się między epokami dyskusji Nietzschego, Dostojewskiego i Lacana na temat Boga. Na ogłoszoną przez Nietzschego śmierć Boga reakcją Dostojewskiego była znana groźba: "Jeśli Boga nie ma, wszystko wolno", którą z kolei polemicznie sparafrazował słynący z przekornie brzmiących formuł francuski psychoanalityk Jacques Lacan: "Jeśli Boga nie ma, wszystko jest zabronione". Rację oczywiście miał ten ostatni. Im bardziej ktoś myśli, że Bóg umarł i wszystko wolno, tym mniej czuje się poddany zewnętrznym zakazom, które wraz ze śmiercią Boga nie umarły, ale przeniosły się w głąb psychiki jednostki. Slavoj Z.iz.ek, najważniejszy komentator Lacana, wyjaśnia ten paradoks na przykładzie sytuacji, którą wszyscy pamiętamy z dzieciństwa. Wyobraźmy sobie nieszczęśliwe dziecko, które w niedzielne popołudnie zamiast bawić się z kolegami, musi iść z wizytą do babci.

Staroświecki autorytarny ojciec natychmiast łamie opór dziecka: "Nie obchodzi mnie twoje zdanie. To twój obowiązek, idź do babci i zachowuj się porządnie!". Dziecko wcale jeszcze nie jest w takiej złej sytuacji. Zostaje wprawdzie zmuszone, aby iść do babci, ale zachowuje wewnętrzną wolność i zawsze może później zbuntować się przeciw ojcowskiej władzy. Z.iz.ek zauważa, że paradoksalnie dużo trudniejsza jest sytuacja dziecka pod opieką nowoczesnego, nieautorytarnego ojca, który mówi: "Sam wiesz, jak babcia cię kocha, nie chcę cię do niczego przymuszać, rób, jak uważasz". Dziecko powinno nie tylko wypełnić rodzinny obowiązek wobec babci, ale uczynić to jeszcze z własnej woli. Fałszywy wybór, jaki rzekomo ojciec pozostawia dziecku, pozbawia go nawet wewnętrznej wolności. Rózga już nie grozi, ale nie ma też mowy o wolności.



Na razie nie umiem się do tego odnieść, bo nie za bardzo to rozumiem.

Koniec ideologii wg Roberta Krasowskiego

, , , ...

Uwagi o "Edytorialu" pt."Koniec ideologii" R. Krasowskiego zamieszczonego w dodatku "Dziennika" pt."Europa - tygodnik idei" nr170 z 7 lipca 2007 na stronie 2:
Autor krótko opisuje znaczenie książek/poglądów Daniela Bella dla współczesnej
myśli politycznej/ideologicznej. Między innymi autor napisał o Bellu:

Jego "Koniec wieku ideologii" oznajmiał koniec epoki rządzonej przez wielkie cele polityczne. Koniec lewicowego marzenia o nowym człowieku żyjącym w nowym - bo doskonale sprawiedliwym - społeczeństwie. Oraz koniec prawicowego mitu o powrocie do starych dobrych czasów, w których rządził Bóg, Tradycja i Hierarchia.


Dla mnie, jako osoby wierzącej, trudne jest do przyjęcia twierdzenie, że nie ma możliwości, aby rządził Bóg...
Nie mam oczywiście na myśli jakiegoś fundamentalizmu religijnego. Te słowa o rządzeniu przez Boga, są w cytowanym tekście skojarzone z ideologią prawicową. Może nawet bardziej są skojarzone z jakimś stereotypem na temat prawicy. Aby się zorientować, o co tak naprawdę chodzi w tym krótkim fragmencie, należałoby się zapytać pana Roberta Krasowskiego, albo przeczytać przytaczane przez niego dzieło pana Daniela Bella. Nie mogę tego uczynić, więc tylko krótkie przemyślenia na ten temat:
Dla mnie trochę w opozycji do tego zdania o niemożności rządzenia przez Boga, stoją słowa, jakie wypowiedział papież Jan Paweł II: "Otwórzcie szeroko drzwi waszych serc Chrystusowi, otwórzcie przed Nim systemy ekonomiczne i polityczne." (inauguracja pontyfikatu Jana Pawła II, słowa niedokładnie przytoczone, bo z pamięci). Ale po kolei. Źle, że Bóg został tutaj skojarzony z ideologią. Wiara w Boga, uznawanie Jego prawa w swoim życiu to nie jest żadna ideologia. Pomimo tego, wielu ludzi postrzega wiarę w Boga jako jeszcze jedną z wielu ideologii. Może dzieje się tak, prawdopodobnie, za sprawą słabego świadectwa chrześcijan(mówię o spojrzeniu całościowym, przekrojowym). Chodzi o to, co zauważyła Matka Teresa i Mahatma Gandhi - mało chrześcijan żyje tak naprawdę swoją wiarą. No ale przyczyny spojrzenia na wiarę jak na jeszcze jedną z ideologii są tematem na osobny tekst/notatkę. Na razie, prócz wytknięcia błędu takiego spojrzenia na wiarę, nie wiem co dalej napisać :frown:. Może jeszcze dołożę, że może także źle kojarzyć się zwrot "aby rządził Bóg". Czasownik "rządził" może być tutaj użyty w celu przerysowania i dzięki temu przedstawieniu takiego stwierdzenia jako absurdalnego. Bardziej mi odpowiada zwrot papieża "zrobienie miejsca Bogu w systemach politycznych".

Dalej Robert Krasowski pisze:

Ale jeszcze silniejszy cios myśleniu ideologicznemu zadał Bell w sławnych "Kulturowych sprzecznościach kapitalizmu". Tam postawił twardą tezę ontologiczną. Nie da się opisać świata za pomocą jednej formuły ideowej, ponieważ świat nie jest już jednością. W fazie późnego kapitalizmu rzeczywistość społeczna pękła na drobniejsze fragmenty. Pojęć takich, jak socjalizm, konserwatyzm czy liberalizm można sensownie używać tylko do fragmentów rzeczywistości - można być konserwatystą w kulturze, a na przykład socjalistą w ekonomii. Ale nie można już być - chcąc zachować rozsądek - socjalistą po prostu.


Nic nie dodaję, przyjmuję, chyba za mało o tym wiem :frown:.

Następny fragment:

Bell miał rację. Pod koniec XX wieku ideologie przestały być generalnymi busolami, całościowymi opisami świata, które mówiły nam, jaki jest świat i jak mamy w nim żyć. Polityka wraca dziś do swych odwiecznych celów. (...) Bo po okresie ideologicznych zaburzeń cały świat znowu wie, że w polityce chodzi głównie o politykę - o władzę, pieniądze, armię, solidne sojusze.


Czy jeżeli zaprosimy do systemów politycznych Chrystusa, to dalej w polityce będzie chodziło o "władzę, pieniądze", itd. ?
A pomijając spojrzenie wiary... Może stwierdzenie "w polityce chodzi głównie o politykę - o władzę, pieniądze, armię, solidne sojusze" dehumanizuje politykę, bo nie chodzi już w niej o człowieka? Może wtedy w polityce załatwia się interesy, a nie ma uprawiania polityki jako służby społeczeństwu? Chociaż może jeszcze "solidne sojusze" mogą służyć społeczeństwu, ale reszta wymieniona przez pana Krasowskiego? Tu chyba chodzi o najważniejsze kwestie, bo jeśli polityka nie służy człowiekowi, to komu, albo czemu?

No i małe podsumowanie dotyczące Polski:

Polska na tym tle wygląda nieco naiwnie. Spory o kanon lektur, o państwo solidarne, o aborcję - mają oczywiście sens. Ale nie mogą być głównym celem polityki.


Może rzeczywiście kanon lektur to nie jest najważniejsza sprawa, ale dla mnie aborcja jest bardzo ważna, a państwo solidarne... szczerze mówiąc nie wiem co to jest i "z czym to się je".