Świat według Uli :-)

"Po każdym dniu należy postawić kropkę, odwrócić kartę i zaczynać na nowo"

Subscribe to RSS feed

nasza... klasa?

Dlaczego ja codziennie muszę wejść na naszą-klasę? Łapię się na tym, że zaczynam bardziej przejmować się cudzym życiem aniżeli swoim własnym. Przeraża mnie otwartość ludzka w wyszukiwarce googlowej, przesycone snobizmem albumy zdjęciowe, trzycyfrowy licznik znajomych i przesłodkie komentarze maskujące czystą zazdrość. Jakoś niedawno spotkałam koleżankę, której nie widziałam ponad 10 lat i tak naprawdę nie wiedziałam o czym mam z nią rozmawiać, gdyż wiedziałam o niej wszystko z naszej-klasy. To dało mi do myślenia, że jak tak dalej pójdzie, to adios amigos interakcjo interpersonalna!!!
Nasza-klasa to iluzja, złudzenie, nieprawda, kłamstwo, blef. To tylko idealnie wyimaginowany świat idealnego życia w perfekcyjnie dobranych zdjęciach chwil. Klasa nasza nie istnieje. Pod jej nazwą kryje sie darmowy Big Brother XXI wieku...

żegnaj...

... bo ja w sumie zawsze wiedziałam, że życie jest kruche... cóż... trudno tego nie wiedzieć, skoro każdy mi to powtarzał, skoro pisze się o tym wiersze, nakręca filmy. Wiedziałam o tym, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, co to tak naprawdę znaczy, że życie jest kruche...?
Miałam kiedyś przyjaciela... osoba pełna radości i dobroci, on chciał żyć, "żyć pełnią życia, wysysać z kości szpik"... niespotykanie dopadła go choroba i zmarł w ramionach kochającej go siostry, we własnym pokoju, na własnym łóżku... Jak o tym piszę, wyobrażam sobie jego pokój, dość mały z przysłoniętymi żaluzjami, gdyż za oknem świeci kwietniowe słońce... wierzę, że każdy ma w sobie duszę, dlatego widzę jego delikatną niczym babie lato przeźroczystą duszyczkę unoszącą się ponad ich głowami... śmieje się, bo nawet jak on to mówił za życia: "życie trwające nawet sekundę jest piękne, bo jest"... biel...

Jest też i ona. Nigdy nie miała normalnego domu. Rodzice się rozwiedli. Rodzice się nienawidzili, ale żyli pod jednym dachem. Ojciec przyniósł rodzinie wiele złego. Działy się złe rzeczy. Nikt go nie kochał. Nawet nie wiem czy on sam siebie kochał, skoro pozwalał sobie na nienawiść córek. Ale już go nie ma. Zmarł wczoraj w ramionach nienawidzącej go córki... czerń...

Czerń i biel. Życie jest kruche. Miłość i nienawiść. A po tym wszystkim po prostu... żegnaj...

Różowy samolocik

Rozmowa telefoniczna z moją przyjaciółką Asią ponownie przerodziła się z pięciu minut w półtoragodzinną gadkę-szmatkę.
- ...mama była dzisiaj jakaś taka przygnębiona... i wiesz co zrobiłam?! Kupiłam jej jajko-niespodziankę! smile (za każdym razem jak któraś z nas była przygnębiona lub nie potrafiła podjąć właściwej decyzji, kupowałyśmy sobie wzajemnie z Asią jajka-niespodzianki, aby to one rozwiązały nasze problemy. Przedmioty znalezione w żółtej kapsułce za każdym razem rzeczywiście pasowały do obecnej sytuacji i tak to właśnie czekoladowe jajo zamieniło się w osobistego psychoanalityka).
- A co jej jest? - pytam Aśki
- No jutro wraca do Polski, nie wiem, może boi się lotu...
- Hmmm... a co miała w jajku???
- Ula, nie uwierzysz, ale miała różowy samolocik z naklejką czaszki!!!
- No co ty Aśka, jak to... z czaszką??? Różowy samolocik? A jakimi liniami leci jutro???
- Nie uwierzysz, ale wizzair, a zobacz sobie jakie one mają kolor!!!!!!
- Aśka, niech ona przebukuje! Przecież wiesz, że "to" zawsze nam się sprawdza!
- Właśnie mówię mamie, ale ona jest uparta i mówi, że nie będzie się przejmować lotem z powodu jakiegoś jajka...
- Asia, ale bardzo cię proszę, daj mi jutro znać czy wszystko dobrze poszło z tym lotem, ok???!!!
- Dobra, jak tylko wylądują, to natychmiast do ciebie zadzwonię!
- A kto ich odbierze z lotniska?
- Moja siostra...

Jutro:
- Ula, rodzice dolecieli do Warszawy, ale moja siostra dzisiaj rano miała wypadek samochodowy kiedy wracała od lekarza... dowiedziała się, że jest w ciąży...

Happy New Year!

When snow pada na trotuar
And the children happy are,
When slizgawka on the street,
And we all a grzaniec need,
Then you know, to wydarzenie:
Yes, it's Boze Narodzenie.

All parkingi sa zajete,
People jezdza jak najete,
Tesco, Carefur, Hypernova,
Goraczka przedzawalowa
Shopping choinkowe things
And the Christmas bell rings.

Mother in the kitchen bakes
Sernik, piernik, sledzie makes
Daddy zas w living pokoju
Choinke nam stawia w znoju
He is hanging bombki szklane,
Where drabina on dostanie...

Finally rodzinka cala
W living roomie sie zebrala
Now sings the happy family
"What a wonderful christmas tree"
And in the house kazdy zajety
Roz-packing swe cud prezenty.

Mama ukryte finds pod choinka
Patelnie nowe i nowa szminke,
Tata gets socks nad new krawatke,
Children zabawki i shirts na dokladke.

Potem prezydent speaks on TV,
Wszystko around in harmony...
...az tu sie mother do kitchen udala
i wielki fire w piecyku ujrzala.

And so comes brave straz pozarna,
Na wszystko ready i bardzo ofiarna
And they bring very long weze
I drabiny swe potezne
Otwarli zawory i water az chlupie,
W Christmas is tera powodz w chalupie.

Merry Christmas, Merry Christmas,
Hear the music, enjoy ten czas,
Wesolych Swiat, Wesolych Swiat,
Merry Christmas, pozdrawiam Was...

WESOŁYCH ŚWIĄT I WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU

Wściekła

Droga do dworca. Już prawie jesteśmy na peronie, ale nie, pięknie to nigdy nie może być. Dwójka bachorów - inaczej nie nazywam niemieckich dzieci - chcąc nas minąć, szturchnęła nas tak po prostu bez żadnego "i'm sorry" (angielski teraz modny).
- Hej, uważaj!!! - krzyknęłam, ale ten bachor jeszcze na mnie spojrzał, jakbym obraziła jego matkę. Jaki to jest popieprzony kraj!
Jedziemy pociągiem w kierunku Karlsruhe. Po takim długim dniu, z ciężką torbą na ramieniu i mnóstwem studenckich kłopotów w głowie, człowiek tylko marzy o gorącej kąpieli i kubku herbaty cynamonowej. Pociąg dojeżdza do dworca głównego w Karlsruhe. Ludzie już 10 minut przed postojem szykują się do wyjścia, jakby mieli nie zdążyć! Otwierają się drzwi. Teraz dopiero Niemcy pokazują do czego są zdolni. Jeden pcha się przez drugiego, jakby ten cholerny pociąg miał nagle ruszyć w dalszą drogę! Ja po prostu nienawidzę jak mnie ktoś szturcha! Już mnie krew zalewa, robi mi się niesmowicie gorąco. Kobieta przed okresem jest niebezpieczna.
- Proszę, kobiety przodem!!! - krzyknęłam do chłopaka w moim wieku, który łokciem odpychał mnie od wyjścia. Ten jakby się obudził ze swojego letargu i zareagował nieco ludzko wpuszczając mnie przed siebie. Takie chamy!
W ogóle typowe zachowanie Niemców przy wejściu do tramwaju wygląda tak: ludzie jeszcze nie wyszli, ale całe stado pcha się do środka jak jakaś chmara wilków. Nie ma szans na bezstresowe opuszczenie owego pojazdu.
Ok, jestem na dworcu. Już na maxa wkurzona tą całą podróżą. Idę na umówione stanowisko, gdzie Igor miał mnie odebrać. Czekam. 5 minut. 10 minut. 15 minut. Gdzie on jest? Chwytam za telefon.
- Skarbie, gdzie ty jesteś?
- No czekam na ciebie na peronie.
- Na jakim peronie?
- No na Durlachu.
- Boże, to nie ten dworzec. Miałeś czekać na mnie na głównym!!!
- Ups, yyyy... zaraz tam będę.
Rozpadał się deszcz...

Witaj

Znów dookoła słychać bicie dzwonów,
znów nadchodzą deszczowe chmury...
czy nikt ci nie powiedział, że ona nie oddycha?
Witaj, to ja, twoja myśl...
przychodzę, abyś miała z kim porozmawiać...
Witaj!

Kiedy się śmieję i nie wierzę,
wtedy wiem, że budzę się z tego snu...
Nie próbuj mnie naprawiać, nie jestem zepsuta!
Witaj, to ja, twoje kłamstwo...
żyję za ciebie, abyś mogła się ukryć...
Nie płacz!

Nagle wiem, że nie spałam...
Witaj, ja ciągle tu jestem...
To wszystko co pozostało po wczorajszym dniu...

Zapal świeczkę (*)(*)(*)

Na kiepskich zdjęciach okruchy dawnych dni
Czyjaś twarz, zapomniana twarz
W pamięci zakamarkach wciąż rozbrzmiewa śmiech
Czyjaś twarz, zapamiętana
Mijają dni, ludzie, natury rytm
Wciąż nowych masz przyjaciół, starych przykrył kurz
Dziewczyny ciągle piękne, lecz w pamięci tkwi
Ten pierwszy dzień, najgorętszych z dni

Zapal świeczkę za tych, których zabrał los
Zapal światlo w oknie
Zapal świeczkę za tych, których zabrał los
Światło w oknie

Ludzi dobrych i złych wciąż przynosi wiatr
Ludzi dobrych i złych wciąż zabiera mgła
Lecz tylko ty masz tą niezwykłą moc
By zatrzymać ich, by dać wieczność im
Pomyśl choć przez chwilę, podaruj uśmiech swój
Tym, których napotkałeś na jawie i wśród snów
A może ktoś skazany na samotność
Ogrzeje się twym ciepłem, zapomni o kłopotach...

"W ciemności schodzi moja dusza, w ciemności noc bezdenną" (*)(*)(*)

A no właśnie, przecież Piotrek miał jechać w podróż dookoła świata - pomyślałam. Tak dokładniej, to miał zaliczyć cztery kontynenty w ciągu 2 tygodni. Byłam bardzo ciekawa gdzie już był i co zobaczył. Aby się dowiedzieć czegoś więcej, weszłam na jego bloga, gdzie Piotrek opisywał swoje podróże i zamieszczał tam też aktualne fotki. Wchodzę... Ale o co tutaj chodzi? Co to za dziwny wpis na jego blogu: "9.11.1980 - 7.04.2007 - "życie nawet trwające sekundę, jest piękne, bo jest" ??? Przeczytałam notkę, po której się jeszcze bardziej zakręciłam. Ktoś, napewno nie Piotrek, napisał, że Piotrek umarł.
Jak to umarł? Przecież miał być w świecie! O co tutaj chodzi do cholery?
W lutym tego roku Piotrek miał dość dokuczliwe bóle brzucha. Poszedł więc do lekarza w Dublinie, bo tam akurat mieszkał. Okazało się, że ma raka wątroby. Zabrano go do szpitala, ale po paru tygodniach Piotrek pojechał do Polski, gdzie kontynuowano leczenie. Rak jednak nie ustępował. Wręcz przeciwnie - rozwijał się coraz bardziej. Rodzice postanowili, że zabiorą go do domu, gdzie zmarł 7 kwietnia we własnym pokoju, we własnym łóżku, w ramionach siostry...
Nie mogłam w to uwierzyć. Ta informacja o jego śmierci bardzo mną wstrząsnęła. On miał 26 lat.
Pomyślałam, że być może gdy ja 7 kwietnia pomagałam mamie w krojeniu warzyw do sałatki wielkanocnej, on właśnie umierał...?

"Umiera się w byle jakim miejscu życia i dzieje człowieka zawarte między urodzeniem jego, a śmiercią wyglądają niekiedy jak nonsens. Któż bowiem jest w możności o każdej chwili przemijającej pamietać, by mogła ona być na wszelki wypadek jego gestem ostatnim?"

Piotruś, czekam na Twój komentarz tak jak zawsze!

Wilk stepowy

Jak jeszcze studiowałam germanistykę, to na zajęciach z literatury niemieckiej jedną z naszych lektur był właśnie "Wilk stepowy" Hermana Hesse. Była to lektura obowiązkowa, a jak wiadomo, wszystko co obowiązkowe, nie smakuje. Dopiero po kilku latach nabrałam ochoty... a może poprostu dojrzałam do tej książki. Dzięki temu, że konikiem mojej mamy są właśnie książki, miałam do niej łatwy dostęp. Muszę przyznać, że przez pierwsze strony musiałam się przedzierać jak przez dżunglę do momentu, gdy pojawił sie "teatr magiczny - nie dla każdego". "Jak to nie dla każdego?" - pomyślałam sobie. W tym momencie Hesse wyzwał mnie na pojedynek i ja dzielnie postawiłam temu czoła knight

Dermatolog - ciąg dalszy

Po zrobieniu testów alergicznych okazało się, że jestem alergikiem na:
trawy, mlecze, pyłki brzozy, pokrzywy, roztocza, pleśń, sierść psa, sierść kota itd. yuck
Podobne testy robiłam też w Polsce przed paroma laty. Jedyną różnicą była odpowiedź na to oto pytanie:

W Niemczech:

- panie doktorze, jak można wyleczyć alergię? Ja mam w domu psa...!
- zaaplikujemy Pani szczepionki, które powoli bedą eliminować alergeny, na które jest Pani uczulona.
- yes

W Polsce:

- panie doktorze, jak można wyleczyć alergię? Ja mam w domu psa...!
- pozbyć się psa, pozwijać dywany, wykurzyć za meblami. Proszę jednak uważać, bo alergia prowadzi do astmy.
- spoko bigeyes

Dermatolog - czyli spotkanie trzeciego stopnia

Jakos od miesiaca mam problemy ze skora. Nie od razu, ze jakies wielkie problemy, ale cos w rodzaju egzemy, czy moze jak to nazwala moja kumpela - neodermityzmu rolleyes Jesli wam to nadal nic nie mowi, to tak w skrocie: egzema po mojemu, to miejsca na skorze (przewaznie dlonie, ramiona, tez nogi), ktore zajebiscie swedza. Na poczatku myslalam, ze to po prostu sucha skora, ktorej przyczyna jest kaloryferowe powietrze i zmiany klimatyczne na rowniku, no ale ze zaden krem nie pomagal, stwierdzilam, ze poswiece 10 euro i wybiore sie do dermatologa.
Zaraz w poniedzialek zalatwilam sobie "widzenie" (napisalam to umyslnie!!! Wiem, ze poprawnie jest wizyta --> ta uwaga jest do osob, ktorych hobby w zyciu jest poprawianie mojego swiadomie uzywanego slownictwa), albo bardziej fachowo "konsultacje" z nijakim doktorem Krullem. WIZYTE mialam na 17.40, ale postanowilam pojawic sie tam troche wczesniej, aby uniknac problemow biurokracji, ktore czepiaja sie mnie jak rzep psiego ogona.

- Pani M., jest Pani nastepna. Prosze poczekac w gabinecie, doktor zaraz do Pani przyjdzie.

Troche mialam cykora. Igor juz mi wczesniej powiedzial, ze ten lekarz jakos tak dziwnie wyglada i ma dziwny sposob bycia.
Nagle za moimi plecami otwieraja sie drzwi i oto ON, doktor Krull - chudy, 2 metry wzrostu, biala skora, biale wlosy, biale brwi i nieproporcjonalnie male dlonie. Tak jednym slowem, facet moglby spokojnie grac w "Gwiezdnych wojnach" alien.

- Co Pani dolega? - (poczulam sie jak z serii "przyszla baba do lekarza...")
- No...hmmm... (ale dziwny koles)...hmmm... no od jakiegos czasu mam na skorze swedzace plamki.
- Prosze pokazac. - (w tym momencie wzial do reki ogromna, gruba lupe, cos w stylu dna buletki od coli)
... Hmmm... wyglada to jak "egzemus pospolitus"...
- Tez tak myslalam! - (wyrwalam sie jakbym miala doktorat z medycyny)
- Zaraz przepisze Pani specjalna masc. Prosze ja wcierac 2x dziennie. - (no koles jak ze Startreka)
... prosze sie nie martwic, damy rade! - (w tym momencie na jego twarzy pojawil sie grymas, ktory odczytalam jako usmiech happy )
- No to do widzenia panie doktorze! - (... te jego malenkie dlonie).

Cudzoziemka

Ostatnio natknelam sie na piosenki Kasi Nosowskiej... ten tekst bardzo mi sie spodobal... pasuje do mojego obecnego nastroju...

"Za mądra dla głupich, a dla mądrych zbyt głupia.
Zbyt ładna dla brzydkich, a dla ładnych za brzydka.
Za gruba dla chudych, a dla grubych za chuda.
Spróbuj się domysleć, gdzie to mam. Gdzie???? No gdzie????
Za łatwa dla trudnych, a dla łatwych za trudna.
Zbyt czysta dla brudnych, a dla czystych za brudna.
Zbyt szczecińska dla warszawy, a dla Szczecina zbyt warszawska.
Spróbuj się domysleć, gdzie to mam. Gdzie???? No gdzie????
Dokładnie tam , właśnie tam . Pan wygrał bon, a pani fiat.
Dokładnie tam , właśnie tam . Pan wygrał bon, a pani fiat.
Dokładnie tam , właśnie tam . Pan wygrał bon, a pani fiat.
Dokładnie tam , właśnie tam . Pan wygrał bon, a pani fiat."

Trivial Pursuit

Gramy w Trivial Pursuit (gra planszowa, w sensie Quiz):

mama Igora: - Jaki "siwy Szkot" gral "Jamesa Bonda"?
tata Igora: - "Siwy Szkot"? No nie wiem... Roger Moore?
mama Igora: - Roger Moore? confused Czy to jest "siwy Szkot"??? smile Przeciez chodzi o Sean'a Connery!!! smile
tata Igora: - Nie wiedzialem, ze on gral "Jamesa Bonda"... doh
moj brat: - A kto to jest Roger Moore? Ja znam tylko Pierce'a Brosnan'a... cool

Fakultet

W czwartej klasie liceum musialam wybrac fakultet, jako przedmiot uzupelniajacy przed matura. Zawsze chcialam poznac tajniki informatyki, wiec zapisalam sie na fakultet z informatyki i bylam chyba jedyna dziewczyna w grupie. Moja kariera kobiety-komputerowca legla jednak szybko w gruzach, po tym jak pan nauczyciel postawil naszej grupie jedno decydujace pytanie:
- Kto operuje jakims jezykiem?
- Ja, niemieckim! - odparlam.
doh

Mikolaj

Dla czytelnikow mojego bloga (bo i tak ci, ktorzy go nie czytaja i tak tego nie przeczytaja) wszystkiego najlepszego z okazji Swiat Bozego Narodzenia i szczesliwego wskoku do Nowego Roku 2007!!! drunk zyczy Mikolaj-Gwiazdor-Ula psmurf

Tlumaczka

Na te szanse czekalam juz od ponad roku, bo tyle minelo od kiedy ubiegalam sie o prace w biurze tlumaczen XY. Za kazdym razem odsylali mnie z kwitkiem, ale ja sie nie poddawalam. No ale ile mozna... Juz myslalam, ze zapodziali gdzies moje akta i na pewno nie dadza mi znac. Zwatpilam... i wlasnie wtedy dostalam wiadomosc.
"Szanowna Pani M., w naszej dokumentacji znalazlam Pani dokumenty jako tlumacz do jezyka polskiego. Prawdopodobnie bede miala dla Pani propozycje pracy. Czy jest Pani zainteresowana? Jesli tak, to prosze sie do nas zglosic. Serdecznie pozdrawiam! Biuro tlumaczen XY" - czy ja bylabym zainteresowana?????? yes
I tak pojawilo sie moje pierwsze zlecenie. Aby bylo smieszniej, to wyslano mnie do sadu rejonowego, bo jak zrozumialam mam tlumaczyc oskarzonego (Polaka) doh
Wszystko pod kontrola, pelen luz, zadowolenie, no ale jestem kobieta i jak to kazda kobieta postawilam sobie retoryczne pytanie:
- Igor, ale w co ja sie ubiore? right
- Spokojnie Malenka, wszystko zalatwimy w weekend. spock

W sadzie:

Sedzina zrobila juz wstep do sprawy i czeka az przetlumacze, ale ja widze, ze owych slow nie kierowala do oskarzonego, lecz do jakiegos faceta z tylu sali. Zakrecilam sie, wiec pytam:
- Przepraszam, ale kto tu nie rozumie? confused

Okazalo sie, ze mam tlumaczyc swiadka. No coz, lepiej pozniej niz wcale up

Zadumany

Taka mine robisz gdy...


P.S. W albumie jest kilka fotek z zoo w Karlsruhe.

Niebo internacjonalne

Wczoraj uslyszany kawal:

Byl sobie Amerykanin, Francuz i Niemiec. Wszyscy trzej trafili do nieba.

Amerykanin:
- gdzie sa kasyna??????!!!!!!

Francuz:
- gdzie sa kobiety, dobre wino??????!!!!!!

Niemiec:
- gdzie jest Arbeitsamt??????!!!!!!

Kura

Ballada o ojcu dyrektorze

"Tadeusz Rydzyk w Toruniu mieszka,
czarną ma suknię ten nasz koleżka.
Zamknął się w twierdzy jak wielki Pan hrabia,
a na rencistach sobie dorabia.
Uczy, tłumaczy w Radiu Maryja,
kto godny chwały, kto godny kija.
Leje na serce miód swoim gościom,
do adwersarzy zionie miłością.
Żyda, masona czuje z daleka,
wszystko w nim widzi, oprócz człowieka.
Jednych krzyżuje, drugich zatapia,
kto przeciw niemu, ten pewnie mafia.
Glemp traci nerwy: Rydzyk – łobuzie.
Tadzio z uśmiechem nadyma buzię.
Pieronek błaga: daj na wstrzymanie,
to on rozkręca nową kampanię.
Życiński prosi: weź odpuść sobie,
a Rydzyk: spadaj, co zechcę zrobię!
Gocławski woła: na rany boskie!
- schowaj biskupie dla Henia swą troskę.
Benek, co Piotra dziś zastępuje,
też nic nie może, bo pożałuje.
Rząd go popiera, prezydent chwali,
Lepper z Giertychem pokłony wali.
Jurgiel „taksówki” po „Dyrów” wysyła,
a Dom odśnieża na dachu „Maryja”.
Wassermann sprawdza, czy aby wanienka
nie skrywa w sobie haka lub sęka.
A Tadzio żyje jak w siódmym niebie,
do Sejmu wchodzi tak jak do siebie.
A gdy podskoczyć mu ktoś próbuje,
armię beretów mobilizuje.
I nie przejmuje się, co sądzi prasa,
bo dla Rydzyka Bogiem jest kasa.
Mohery wielbią swego pasterza,
dla nich ważniejszy jest od papieża.
Maryja biedna, łzami zalana,
że trzoda Boże w ręku barana.
Że ewangelię czynami kala,
i jej synowi Kościół rozwala.
Już sam Bóg Ojciec wkurzył się przy tym,
pogroził palcem, zsyłając grypę.
A jemu uszło, nic mu nie będzie,
prędzej do nieba pójdą łabędzie.
Diabeł się cieszy, ręce zaciera,
że z tego Tadzia kawał Mohera.
Co dalej będzie, tego nikt nie wie.
Chociaż ćwierkają wróble już w niebie,
że przy nazwisku Tadeusz Rydzyk,
Michał Archanioł postawił krzyżyk.
Więc tak po prawie i sprawiedliwości,
ktoś wkrótce komuś porachuje kości.
Amen"

Zadrapanie

W pociagu (Germersheim-Karlsruhe):

- Przepraszam, czy moge dostawic moj rower do Panskiego? confused
- A nie moze Pani gdzie indziej?
- Jak Pan widzi, w przedziale nie ma miejsca!!! mad
- Hmmm, no dobrze, ale niech Pani uwaza, aby nie zarysowac mojego roweru.
- ... (to lepiej TY idioto uwazaj, aby MOJEGO nie zarysowac!!!) furious

P.S. W albumie sa nowe fotki z wrzesniowego Weinfest drunk

Skarpetki

Kiedys serfujac po internecie znalazlam fajna stronke, na ktorej mozna bezplatnie umieszczac przerozne ogloszenia, a ze sama szukalam pracy, latwo sie domyslec, ze i moje ogloszenia pojawilo sie na stronce vivastreet. Musze przyznac, ze z tej stronki zglaszalo sie duzo osob proponujacych mi prace w sklepach erotycznych, w kinach erotycznych, w wypozyczalini filmow erotycznych, nawet ktos w czarno chcial abym mu pozowala do zdjec... erotycznych ma sie rozumiec bigsmile
Czasem juz mi rece opadaly, co za dziwaki chodza po swiecie, ale ten oto telefon przebil wszystko:

- Dobry wieczor, czy rozmawiam z Ula?
- Tak, a o co chodzi?
- Bo ja dzwonie w sprawie ogloszenia. Podobno szuka pani pracy studenckiej?
- Tak, zgadza sie.
- No bo ja mam dla pani pewna propozycje...
- ooo, to ciekawe, a coz to za propozycja?
- Bo pani napisala, ze szuka pani pracy w kinie, w wypozyczalni kaset video, ale ja mam dla pani cos innego.
- No slucham... co to takiego?
- Bo ja chcialbym kupic pani skarpetki od 10€ do 20€ za sztuke.
- Slucham??? confused
- Mowie, ze chcialbym kupic od pani skarpetki od 10€ do 20€ sztuka.
- Czy ja dobrze rozumiem? Chce pan kupic ODE MNIE MOJE skarpetki??????? yikes
- Tak
- A coz to za dziwna propozycja???? doh
- Czyli rozumiem, ze pani nie jest zainteresowana?
- Oczywiscie (kurwa), ze nie!!! bomb

- Igor, jakis facet chcial kupic moje skarpetki za 10€ do 20€ za sztuke!!! confused
- To moglas mu powiedziec, ze twoje skarpetki sa wiecej warte jester

Swinia smile

Gdybys krzyczal przez 8 lat, 7 miesiecy i 6 dni wyprodukowalbys wystarczajaco energii do podgrzania 1 filizanki kawy (Nie wydaje mi sie to warte wysilku).
Gdybys puszczal baki bez przerwy przez 6 lat i 9 miesiecy wyprodukowalbys wystarczajaco gazu równego energii bomby atomowej (No to mi sie wydaje bardziej warte wysilku!).
Ludzkie serce wytwarza wystarczajace cisnienie aby wystrzelic krew na odleglosc 20 metrów. (O ludzie!)
Orgazm swini trwa 30 minut (W przyszlym zyciu chce byc swinia).
Karaluch zanim umrze moze zyc jeszcze przez 9 dni po odcieciu mu glowy (Ciagle jeszcze mysle o tej swini). Uderzajac glowa w sciane zuzywasz 150 kcal na godzine (Nie próbuj w domu. Spróbuj w pracy).
Pchla moze skoczyc na odleglosc 350 dlugosci wlasnego ciala. To tak jakby czlowiek skoczyl na odleglosc boiska. (30 minut... szczesciara z tej swini! Wyobrazasz to sobie?)
Sum ma ponad 27,000 kubeczków smakowych (Co moze byc tak smacznego na dnie stawu?).
Niektóre lwy kopuluja 50 razy dziennie. (Nadal chce byc swinia w przyszlym zyciu... stawiam jakosc nad ilosc).
Motyle smakuja jedzenie stopami (Cos co zawsze chcialam wiedziec).
Najsilniejszym miesniem jest...jezyk. (Hmmmmmm......).
Osoby praworeczne zyja przecietnie 9 lat dluzej niz osoby leworeczne. (Jezeli jestes obureczny powinienes wykalkulowac przecietna?)
Slonie sa jedynymi zwierzetami, które nie potrafia skakac (OK, to w zasadzie jest fajne).
Koci mocz swieci w podczerwieni (Zastanawiam sie komu zaplacono, zeby to zbadal?).
Strusie oko jest wieksze niz strusi mózg (Znam takich ludzi).
Rozgwiazdy nie maja mózgu (Takich ludzi tez znam).
Niedzwiedzie polarne sa leworeczne (Jak zmienia reke to beda zyly dluzej).
Ludzie i delfiny sa jedynymi stworzeniami, które uprawiaja sex dla przyjemnosci. (A co z ta swinia?)

Szczepionka

Przychodnia lekarska:
- Dzien dobry! Mam do pani takie pytanie, bo niebawem czeka mnie operacja i musze zostac zaszczepiona przeciwko zoltaczce i tu mam taki problem, gdyz pierwsza dawka szczepionki zostala mi podana w Polsce, druga natomiast, jak pani wie, musi zostac podana dokladnie 4 tygodnie po pierwszym szczepieniu, no a ze jestem obecnie w Niemczech, termin ten wypada tutaj no i pojawia sie problem - czy jest mozliwosc podania mi drugiej dawki szczepionki?
- Oczywiscie, a czy jest pani ubezpieczona? (ach ta biurokracja)
- Naturalnie, mam ubezpieczenie rodzinne. (mam nadzieje, ze baba nie bedzie sprawiac problemow)
- To poprosze karte ubezpieczeniowa.
(Tu musze dodac, ze mam europejska karte ubezpieczeniowa z symbolem UE)
... a co to za karta? Nigdy takiej nie widzialam!
- Jak to? Przeciez to europejska karta ubezpieczeniowa.
- Tak, ale dlaczego nie ma chipa? Jak ja mam ja wczytac w system?
- Hmmm... confused
- Chwileczke, zadzwonie i zapytam kogos, kto sie na tym zna, dobrze?
- No dobrze. (byle szybko babo!)
- Musi pani wypelnic formularze... chwileczke poszukam ich...
... oj, juz sie skonczyly, musze zamowic nowe, czy moze pani przyjsc za 2 godziny?
- Niestety nie moge, bo ide do pracy. (zawsze cos, zawsze cos, zawsze kurwa cos!)
- To moze jutro o tej samej porze?
- Dobrze, to jutro o 9:00? Do widzenia!

Kolejny dzien:
- Mam juz te formularze, zaraz je wypelnimy, wiec poprosze numer karty ubezpieczeniowej i dowod osobisty.
... a co to znaczy "osobisty numer identyfikacyjny"?
... no dobrze, niech pani jeszcze podpisze i gotowe.
- To ja rozumiem, ze z tym formularzem mam sie udac do niemieckiej kasy chorych, oni wydadza mi tymczasowa karte z chipem i z ta karta mam wrocic do przychodni, gdzie zapisze mnie pani na wizyte?
- Dokladnie tak.

W niemieckiej kasie chorych:
- No dobrze, pani daje mi te formularze, ale ja nie moge pani wydac karty z chipem. Nawet Niemcy czekaja 2 tygodnie na wyrobienie takiej karty, poza tym w tym chipie nie mam nic procz imienia, nazwiska i adresu zamieszkania pacjenta.
- No ale ta przychodnia mnie do panstwa wyslala... to co ja mam teraz zrobic?
- Ja zaraz zadzwonie do tej przychodni.
Kilka minut pozniej:
... sprawa wyglada tak, ze rachunek za wizyte wysyla dana przychodnia do naszego biura i my wysylamy to dalej do polskiej kasy chorych.
Ja do Igora:
- Ale jak pracownicy polskiej kasy chorych zrozumieja niemiecki rachunek? Oni nawet w wiekszosci nie znaja angielskiego!
- Nie martw sie, 60€ juz zrozumieja. lol

Ponownie w przychodni:
- Wie pani co, ja po prostu wpisze panskie dane do komputera i juz. (WOW, ale ona pomyslowa!)
- To znaczy, ze lekarz mnie przyjmie?
- Tak, ale niech pani dzien przed wizyta przyjdzie tu jeszcze raz, to wydam pani recepte na ta szczepionke.
- Super! smile

Dzien przed wizyta:
- Mialam dzis przyjsc odebrac recepte.
- No wlasnie, nie moge pani wydac recepty, musi pani zaplacic calosc za lek.
- Jak to, przeciez juz wszystko bylo omowione, niemiecka kasa chorych miala wyslac rachunek do Polski i tyle. (zwariuje, 5€ a 60€ to duza roznica!)
- Hmm... ma pani dzis czas? Sprobuje zalatwic ta sprawe inaczej, bo wiem, ze 60€ to duza kwota. (noo... duza! wiec lepiej pospiesz sie babo!)
Kilka minut pozniej:
... dostanie pani ta recepte! Prosze chwile poczekac.
- Naprawde?! Bardzo pani dziekuje! (udalo sie, udalo!!!)
- To byl Engerix-B?
- Tak, takie bialo-niebieskie opakowanie.

Dzien wizyty:
Jak ktos wie jak wyglada polska ksiazeczka szczepien, to domysla sie jak mogl zareagowac lekarz smile

Lekarz do mnie:
- Poprosze ksiazeczke szczepien.
- Prosze, ale obawiam sie, ze daleko pan z nia nie zajdzie smile
- smile oooooo! (no wlasnie, ooooo!)
Lekarz podnosi sluchawke telefonu --> poprosze nowa ksiazeczke szczepien dla pani M.
... No dobrze, widze, ze dzieciece szczepionki ma pani za soba, ale Polio nie jest odswiezone.
- He? To znaczy? (co to kurwa jest Polio confused)
- No ostatnia dawka byla w 1993 r., nalezy to odswiezyc. (czy to znaczy, ze ten koles nie zaszczepi mnie z powodu Polio na ta pieprzony zoltaczke??!!)
- To co teraz?
- Nic, odswiezamy smile
- Teraz???
- Tak, dwa ramiona, dwie szczepionki smile

Kiedy powiem sobie dosc...

Sprzatam juz od roku i za kazdym razem powtarzam sobie, ze jak tylko zaczne studia, to skonczy sie pucerka. Zaczelam studia i nadal pucuje. Wszyscy dookola powtarzaja: "Znajdz sobie lepsza prace, jestes przeciez w Niemczech, a oni tam maja pelno pracy!". Zapominaja niestety dodac, ze jestem z Polski, kraju, ktory dla Niemcow sie w ogole nie liczy. Tak naprawde, to zaden Niemiec nie da Polakowi dobrej czystej pracy. Oni mysla, ze my nadajemy sie tylko do takich czynnosci jak:
1) murowanie
2) sadzenie nasion i zbieranie zbiorow
3) sprzatanie
4) kradziez
Kiedys przypadkowo uslyszalam rozmowe dwoch Niemcow w tramwaju:
- "Ja to wole wziac do roboty Polaka niz Niemca, bo zaplace mu mniej niz Niemcowi i oboje jestesmy zadowoleni - ja, bo mam dobrze wykonana prace za male pieniadze, a on przezyje z tej wyplaty caly rok..." - kon by sie usmial lol
Albo wypowiedz wykladowcy na uniwerku, gdzie obecnie jestem:
- "Ja to juz wiem jacy wy Polacy jestescie - chcecie wszystko szybko, niedokladnie, a my tu chemy miec najlepszych". I wez tu badz madry...scared
Najwazniejsze, to miec w reku dobry fach - wtedy to my stawiamy warunki i wybieramy miejsce pracy. Ciagle narzekamy na kapitalistow, ale to wlasnie oni leza brzuchami do gory, bo wiedza, ze tanio wynajeci "murzyni" odwala za nich brudna robote, a "...kapital rzadzi, nigdy nie bladzi, kapital najkrotsza droge zna, oby najszybciej, oby najlatwiej, przelac na konto dolara..." cool

Polnische Republik

Eeejjjjj! Widzieliscie juz ta tablice na granicy polsko-niemieckiej??? smile No teraz to juz wygladamy unijnie bigsmile
Szkoda tylko, ze za ta tablica kryje sie "podwojna" prawda, czyli jak to nazwala moja kumpela "smok o dwoch glowach" bigsmile bigsmile bigsmile
Za 1km KACZA GRYPA... chcialoby sie powiedziec smile

P.S.
...bo gdyby bracia Kaczynscy mieli jeszcze jednego brata blizniaka, to zagrozone byloby nastepne Konklave...

Historia pewnego roweru

7:00 rano - slysze ten cholerny budzik. Na szczescie Igor juz wie jak sprawy stoja i przestawia go na "czuwanie". Po jakims czasie slysze glos: "Ulachen, wstawaj, juz 7:30, zaspalismy!". Jak zwykle w takich momentach reaguje standardowo - "O kurwa!!!". W 5 minut ubralam sie, umylam zeby, uczesalam, zrobilam jako taki makijaz, znalazlam podanie, ktore do jutra musze zlozyc na uczelni, spakowalam je w pierwsza lepsza koperte, nakleilam znaczek, ubralam buty, torba w reke, na rower i w droge. Pelna nienawisci, ze ten cholerny poranek zaczal sie wlasnie w taki cholerny ekspresowy sposob wsiadlam do pociagu.
8:00 rano - siedze w pociagu. Aby choc przez chwile sie wyluzowac wlaczam muze na uszy. Oko mi sie przymyka, ale przez 22 lata zycia w Polsce wlacza mi sie "kontrola", czy aby moj rower stoi tam gdzie ma stac, a torebka tam gdzie powinna lezec. Wszystko ok. Muzyka mnie odpreza, jest git.
8:28 - slysze jakis glos. Aaaaa! To tylko konduktor - kontrola biletow, pelen luz, chociaz w sumie to zawsze mam jakiegos tam stresa, ze sie przyczepi, ze czegos tam brakuje. Poszlo lajtowo. Oko znowu mi opada, muzyka w uszach. Nie minela minuta, a tu znowu slysze jakis glos. To znow "kanar". Zoladek mi sie skurczyl, koszulka przykleila sie do plecow:
8:29
- "Czy to Pani rower?"
- "Tak...?" ("O co chodzi")
- "To poprosze bilet na rower"
- "Bilet na rower??????" (Jaki kurwa bilet?) doh
- "Dokladnie, bilet na rower"
- "A co to za bilet, pierwszy raz o czyms takim slysze a jezdze juz tym pociagiem od ponad pol roku i nie raz juz mialam kontrole" (co on pieprzy, jaki bilet!)
- "Prosze Pani, to dodatkowy bilet na rower. Mianowicie w dni robocze od 6:00 do 9:00 przewoz rowerow jest platny"
- "Pierwsze slysze, nigdy na automacie nie widzialam takiej opcji jak "bilet na rower", poza tym pytalam juz tylu ludzi i nikt nigdy nie powiedzial, ze przewoz rowerow pociagiem regionalnym jest platny" (ladny wcisk)
- "Przykro mi, ze jestem pierwsza osoba, ktora mowi Pani o czyms takim"
- "Jak wiec wysoka jest kara?" (zabije go zaraz!)
- "bedzie to 40€"
(Zajebiscie!) bomb

11:12 - droga powrotna. Prawie sie spoznilam na pociag, bo zagadalam sie z Aska, ale luz, dalam rade. Wsiadam. Ale goraco!!! Zaraz sie roztopie. Oczywiscie przedzial na rowery zawalony. Dostawilam wiec moje maszyne do innych z mysla, ze mam ja na oku i poszlam klapnac na jakies wolne miejsce.
11:13 - pociag rusza z Germersheim. Rzut okiem na rower, ok, muza na uszy.
Sondernheim - ktos tam wsiada - rzucam okiem, czy moj rower nie tarasuje przejscia, jest ok, jedziemy.
Bellheim - luz, nikt nie wsiada.
Rülzheim - w sumie nie wiem co sie dzialo, bo zajelam sie czytaniem mojej pracy egzaminacyjnej, ktora wlasnie dostalam z ocena pozytywna yes
Rheinzabern - ooo, a co tam tak pusto w tym przedziale na rowery?! hmmm...pewnie ludzie wysiedli i przestawili moj rower pod okno. Luz. hmmmmmm... jakas babka wsiada z wozkiem...
Jockgrim - nic sie nie dzieje.
11:40 Wörth - tu wysiadam. Wylaczam wiec muze, zakladam okulary, ide w kierunku wyjscia przygotowac rower do wysiadki.
Ide...
EEEEEEEEEEEE?????????? Gdzie jest moj rower??????????!!!!!!!!!!!!!
Jakas laska pyta jak wygladal, jaki kolor, czy damka....
KURWA! Gdzie jest moj rower????????
Serce w gardle.
Ide do kierowcy.
- "Prosze pana, nie ma mojego roweru, Boze, nic Pan nie widzial???"
- "Prosze Pani, ja nie moge wszystkiego widziec, a co sie dokladnie stalo, gdzie Pani wsiadla, jak to bylo?"
- "No wsiadlam w Germersheim, przedzial na rowery byl zastawiony wiec po prostu dostawilam moj rower do innych, Boze!!! gdzie on jest???!!!!"
- "No wie Pani, ci chlopacy co tutaj byli z rowerami, to wysiedli w Rülzheim"
- "Prosze Pana, prosze mi pomoc, co ja mam zrobic (panika na maxa), juz dzis rano dostalam kare za rower, a teraz ktos go ukradl! No nie, ja musze tam wrocic, o ktorej Pan wraca do Germersheim?"
"Za pol godziny"
"Boze, to juz po rowerze, przeciez nikt go tak po prostu nie wystawil, zajebal, jestem pewna!!!!! No nic, czekam tu na pana i wracam"
Oczywiscie w momencie oczekiwania na odjazd rozsialam panike, rozlalam lzy i te cala nienawisc dzisiejszego dnia na biednego Igora.
12:18
- "Prosze Pana kierowcy, czy jest Pan pewien, ze ci chlopacy wysiadali w Rülzheim? Czy bylby Pan tak mily i na kazdej stacji poczekal pare sekund az sprawdze czy gdzies tam moj rower nie stoi i ewentualnie wsiade spowrotem?"
- "Oczywiscie!"
Odjazd.
Ale mam stresa. Rodzice mnie zabija. To nowy rower i nie jeden wieszal na nim oko, to jakim niby cudem mialby go ktos tak po prostu wystawic z pociagu i zostawic w tej cholernej wiosce!!!!??? Cholerne wiesniaki! Ale ja glupia jestem, czemu go nie zapielam!!!!!
Juz siedze w kabinie kierowcy i oboje patrzymy na kazdej stacji czy nie ma roweru - idiotyczne co? lol Jockgrim - Rheinzabern - "no bardzo Pani wspolczuje, taki dzien, kara, ten rower...no pech!" Facet podciagnal zaluzje sloneczna abym lepiej widziala. Ludzie nie czaja o co chodzi, ja czerwona od placzu. RÜLZHEIM sie zbliza.
- "No wie Pani co, takiej historii to ja nigdy nie przezylem... ludzie gubia rozne rzeczy - telefony, notesy, portfele, czasem zapomna bagazu, no a rower, nawet Pani ubezpieczenie nie zaplaci, bo rower nie byl zapiety, no chyba, ze Pani posluzy sie tzw. "klamstwem koniecznym" smile, bo jak Pani szczerze powie jak to bylo, to nic Pani nie dostanie."
Pociag pedzi, "kolejna stacja Rülzheim, prosze wysiadac na prawo do kierunku jazdy, dziekuje" - zapodal do mikrofonu kierowca. Bierzemy zakret, juz widac budynki, maly dworzec, chodnik, oczekujacych ludzi...
- "Cos tam widze, to rower... stoi po lewej, widzi Pani? To ten?"
- "Bozeeeeee!!! To moj rower. Stoi taki samotny na pieprzonym malym zapuszczonym dworcu w tej pieprzonej wiosce! Nie wierze! Rower za 1300 zl stoi sobie tam tak po prostu?????????"
- "Nooo, to sie nazywa szczescie w nieszczesciu! smile, niech Pani leci po niego i jedziemy do Germersheim"
Nie wiem czy znacie takie ogromne, gigantyczne uczucie ulgi, jak taki ogromny kamien spada z serca, ze az cie skreca w zoladku, taki potezny banan na twarzy! bigsmile

To wszystko wydarzylo sie dzisiaj miedzy 8:00 a 12:00.
Teraz jest 17:00 i tak z perspektywy czasu widze, jak bardzo zmalal problem kary w porownaniu do "uprowadzenia" roweru smile Dopiero teraz zdalam sobie sprawe, jakie ja mam bycze szczescie!!!

Najbardziej utkwily mi w pamieci slowa pozegnania tego maszynisty kiedy wysiadajac dziekowalam:
"To niesamowita historia i wie Pani co, to takie fajne uczucie moc uszczesliwic jakas osobe. Dzis bede mogl dobrze spac, bo wiem, ze zrobilem cos dobrego smile Napewno opowiem dzis o tym mojej rodzinie. Do widzenia, byc moze jeszcze kiedys sie spotkamy smile"



Niemcy-Wlochy

Pewnosc niemiecka na temat wygranej w Mistrzostwach Swiata w pilce noznej 2006 zostala zgaszona w ostatniej minucie!!! smile Niech zyje Pizza!!! yes
Dawno sie tak nie cieszylam! Po tym co Niemcy publicznie wypisywali na temat Polakow, obrazajac nas, nalezalo im sie. Oto przykladowe kawaly na nasz temat:

* "Ja to znam osobiscie polskich graczy - polowa z nich remontowala moj dom, a ich zony sprzataly moje mieszkanie."
* "Polacy przegrali mecz, bo do poludnia zbierali szparagi."
* "W dzien meczu Polska-Niemcy mozecie pozostawiac samochody pootwierane, bo w tym czasie wszyscy Polacy siedza przed telewizorami."
* "Polacy juz pojechali do domu, ale napewno nie z pustymi rekami."

Wreszcie pozwijali te swoje gigantyczne flagi. Niech je tam pajaki poobwijaja w pajeczyne do kolejnych mistrzosw smile
"Schade Deutschland, alles ist vorbei" (Szkoda Niemcy, wszystko jest stracone) chcialoby sie powiedziec... cheers
P.S. W albumie jest kilka fotek z MS w Karlsruhe.

Eksperyment

...Nastepnego dnia, kiedy chlopcy przyszli na lekcje angielskiego, Keatinga nie bylo w sali.
- Sluchajcie - do klasy wpadl Cameron - na tablicy ogloszen wisi informacja, ze Keating przeniosl dzisiejsza lekcje na dziedziniec.
- Ciekawe, na jaki pomysl wpadl tym razem - Pitts usmiechnal sie szeroko.
Wybiegli na korytarz i pognali na dol.

- Prosze panow - zaczal Keating, gdy wszyscy chlopcy stali juz przed nim w rownym szeregu. - W wasza ciezka prace wkradl sie niebezpieczny element konformizmu. Pitts, Cameron, Overstreet i Chapman, prosze wystapic. Stancie dwojkami. Na moj znak zaczniecie maszerowac wokol dziedzinca. Nie zastanawiajcie sie nad tym, co robicie. Po prostu maszerujcie. Nie bede wystawial ocen. Uwaga. Raz, dwa, trzy, marsz!

Chlopcy, rzucajac na siebie porozumiewawcze spojrzenia, ruszyli sztywnym krokiem. Przemaszerowali wzdluz bokow dziedzinca i wrocili do kolegow.

- Doskonale - pochwali Keating. - Maszerujcie dalej.
Kiedy po raz drugi robili obchod, Keating i reszta klasy obserwowali ich z uwaga. Po chwili chlopcy wyrownali krok, i niczym pluton paradujacych kadetow zaczeli glosno wystukiwac butami, raz, dwa, trzy, CZTERY, raz, dwa, trzy, CZTERY. Keating zaczal klaskac do rytmu.
- Slyszycie? Slyszycie? Zlapali! - krzyknal. - Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa... Maszerujacy uczniowie, znakomicie utrzymujac tempo, szli rowniutko jak zolnierze, wysoko unoszac kolana i sztywno zginajac rece w lokciach. Teraz juz cala klasa klaskala do taktu.

- Uwaga! Dosc! - zakomenderowal Keating.
Chlopcy zatrzymali sie i powrocili do szeregu.
- Zapewne wszyscy zauwazyliscie, ze na poczatku panowie Overstreet i Pitts szli nierownym, indywidualnym rytmem. Pitts odmierzal dlugie, zamaszyste kroki, a idacy obok Knox dreptal spiesznie, prawie biegl truchtem. Niewiele czasu zabralo im jednak dostosowanie sie do pozostalych dwoch chlopcow. A nasz doping sprawil, ze pomaszerowali... idealnie - dokonczyl Keating znaczaco. - Ale tak naprawde w naszym malym eksperymencie nie chodzilo ani o Overstreeta, ani o Pittsa. Dowiodl on jedynie, jak trudno jest jednostce utrzymac wlasny sposob zachowania pod naciskiem innych osob. Podobnie jest z przekonaniami. Trudno jest zachowac wlasne zdanie, kiedy presja otoczenia zmusza nas do jego zmiany. Jesli ktorykolwiek z was mysli teraz: "Ach napewno ja maszerowalbym po swojemu", to niech odpowie sobie, dlaczego klaskal. Ci, ktorzy klaskali, brali w tym taki sam udzial jak maszerujacy. Moi drodzy zacy, w czlowieku tkwi nieodparta potrzeba bycia akceptowanym. Za wszelka cene musicie jednak zaufac tym czastkom swojej osobowosci, ktore wyrozniaja was sposrod innych i sprawiaja, ze jestescie niepowtarzalni. Nawet jesli wyrozniajaca was cecha jest dziwna czy nieakceptowana. Frost powiedzial kiedys tak:

Gdy stanalem w lesie na rozstaju drog
Podazylem ta mniej uczeszczana,
I wiedzialem, ze to znaczy juz,
Ze jest inaczej.

Wiersz szczescia

* Zeby docenic wartosc jednego roku, zapytaj studenta, ktory oblal koncowe egzaminy.
* Zeby docenic wartosc miesiaca, spytaj matke, ktorej dziecko przyszlo na swiat za wczesnie.
* Zeby docenic wartosc godziny, zapytaj zakochanych czekajacych na to, aby sie zobaczyc.
* Zeby docenic wartosc minuty, zapytaj kogos, kto przegapil autobus lub samolot.
* Zeby docenic wartosc sekundy, zapytaj kogos, kto przezyl wypadek.
* Zeby docenic wartosc setnej sekundy, zapytaj sportowca, ktory na olimpiadzie zdobyl srebrny medal.

Czas na nikogo nie czeka. Lap kazdy moment, ktory ci zostal, bo jest wartosciowy. Dziel go ze szczegolnym dla ciebie czlowiekiem - bedzie jeszcze wiecej wart!!!

Narcyz

... on rowniez znal mit o Narcyzie, owym urodziwym mlodziencu, ktory chodzil codziennie podziwiac wlasne odbicie w tafli jeziora. Byl tak pochloniety swoim obrazem, ze pewnego dnia wpadl do jeziora i utonal. W miejscu jego smierci, na brzegu, wyrosl kwiat, ktory nazwano narcyzem.
Ale Oskar Wilde nie zakonczyl na tym swej historii. On opowiedzial, jak po smierci Narcyza lesne boginie, Oready, przybyly nad brzeg tego slodkiego ongis jeziora i zastaly je przemienione w czare gorzkich lez.
- Dlaczego placzesz? - spytaly Oready.
- Placze za Narcyzem - odrzeklo jezioro.
- Wcale nas to nie dziwi - powiedzialy wowczas. - Calymi dniami uganialysmy sie za nim po lasach, ale jedynie ty mogles z bliska rozkoszowac sie jego uroda.
- Narcyz byl zatem piekny? - zdziwilo sie jezioro.
- Ktoz lepiej od ciebie moglby to wiedziec? - wykrzyknely zaskoczone Oready. - Przeciez nad twoim brzegiem pochylal sie kazdego dnia.
Jezioro zamilklo na chwile, po czym rzeklo:
- Oplakuje Narcyza, ale nie dostrzeglem nigdy, ze jest piekny. Oplakuje Narcyza, bo za kazdym razem, kiedy pochylal sie nade mna, moglem dojrzec na dnie jego oczu odbicie mojej wlasnej urody.

Ordnung muss sein!

Tak sie wlasnie zastanawiam czy cos takiego przeszloby w Polsce?

Wielkie grilowanie

Nie lubie mowic o pogodzie, ale to co sie tu dzieje jest nie do wytrzymania - albo swieci slonce, albo leje jak z cebra. Nie wiadomo co robic, bo gdy sie siedzi w domu, to jest slonecznie, a jak sie wyjdzie na zewnatrz, to automatycznie zaczyna lac. W ten weekend postanowilismy sie jednak z Igim zbuntowac i zupelnie nie brac zmian pogodowych pod uwage smile
Jakies dwa tygodnie temu poznalam na uczelni bardzo fajna Polke. Aska pochodzi z Nowe Targu, wiec przezywam ja "gorolka" wink Mamy wspolnie kilka zajec, ale niestety ona nie mieszka w Karlsruhe, tylko jakies 40km stad. Juz od dawna planowalysmy grila, ale zawsze cos komus wypadalo. Tym razem bylo jednak inaczej - gril sie odbyl! Aska wpadla na genialny pomysl, aby go zorganizowac w garazu i tak wlasnie bylo - na zewnatrz leje jak 150, a my bawimy sie w najlepsze cheers
Co jednak stanowilo gwozdz programu? POLSKIE BROWARY!!! Przed impreza pojechalismy z Igim do Maxa (polski sklep w KA) i wyobrazcie sobie, ze oprocz polskiej kielbasy dostalismy polskie piwo od koloru do wyboru, soki Kubus i Tymbarka, oraz co najwazniejsze slonecznik (w kregu moich znajomych nazywany "sloniem" alien ).
Tak naprawde, to czlowiek sobie nawet nie zdaje sprawy jak bardzo jest przywiazany do produktow ojczystych. Przeciez ja bym w zyciu nie napisala takiego bloga gdybym byla w Polsce, a tu polskie piwo czy inne polskie pysznosci sa rzadkoscia, warta opisania nawet na moim blogu hahaha!!! lol
P.S. W albumie jest jak zwykle pare fotek.

MODA

Nigdy nie szlam z pradem mody - nosilam co uwazalam za wygodne i nigdy mnie az tak bardzo nie obchodzilo co inni o tym mysla. Jednak ubior w jakims tam sensie odzwierciedla osobowosc. Niektorzy nadrabiaja ciuchami, bo nie maja czym. Kupuja drogie modne ciuszki, albo chca za wszelka cene byc ubrani oryginalnie, bo mysla, ze sa tacy wyjatkowi - bzdura! Wkurzaja mnie ludzie, ktorzy nigdy nie ubiora czegos, co nosi polowa miasta, albo ci co sie jak polowa miasta ubieraja. Wkurzaja mnie laski, ktore ciagle gadaja o ciuchach i maja w szafie milony torebek pasujacych do lakieru na paznokciach.
Ostatnio bylam z Igim na wycieczce rowerowej, ktora zakonczyla sie piknikiem w parku zamkowym. Pogoda byla piekna, ludzie foczyli sie na kocach jak kury na grzedzie i wszyscy wydawali mi sie tacy sami. Moze i to wplyw "Roku 1984", ktory ostatnio przeczytalam, a moze i nie, ale gdzie sie nie obejrzalam, widzialam tych samych ludzi, tak samo ubranych, tak samo sie zachowujacych, reklamowo szczesliwych. Tak namietnie obserwujac spoleczenstwo w parku zamkowym dojrzalam kilka sztywno panujacych regul bycia "cool" (nienawidze tego slowa), sa to:
1. kolczyk w nosie lub na gornej wardze
2. nie majacy znaczenia tatuaz na krzyzu lub na ramieniu
3. obcisla bluzeczka, czesto podkreslajaca obfita talie
4. dzinsy typu "biodrowki", z ktorych mowiac doslownie wylewa sie nadmiar Mc' Donalda

Germersheim

Germersheim - male miasteczko lezace jakies 30km od Karlsruhe, gdzie 60% to obcokrajowcy i studenci Uniwersytetu Gutenberga, do ktorych teraz rowniez i ja naleze yes
Tak wlasnie, po prawie calorocznej przerwie doczekalam sie wreszcie studiow za granica, co bylo jednym z moich najwiekszych marzen!
Na poczatku naprawde sie obawialam tego, co tam zastane - majac doswiadczenia po torunskim kollegium na sama mysl o dalszym studiowaniu dostawalam gesiej skorki no ale tu jest naprawde zupelnie inaczej - tak po krotce powiem, ze studia w Niemczech sa zbudowane z dwoch zaleznych od siebie etapow:
1. Grundstudium (studium podstawowe), 2. Hauptstudium (studium glowne), z czego pierwsze konczy sie tzw. Vordiplomem (przeddyplomem), a drugie Diplomem (dyplomem koncowym). Ale aby wszystko bylo jasne, to ja nadal jestem w Grundstudium, ale na 3 semestrze, wiec jeszcze troche przede mna smile najfajniejsze tu jednak jest to, ze sama o wszystkim decyduje - co i kiedy chce studiowac i w ktorym semestrze.
No koniec z teoria, teraz opowiem po krotce o praktyce smile
Zaraz pierwszego dnia poznalam super ludzi z wielu ciekawych zakatkow swiata jak. np Z Brazylii z samego Rio de Janerio, z Finlandii czy z Chin. To naprawde niesamowite uczyc sie obcego jezyka, w ze tak sie wyraze, "kolorowym" gronie up
Teraz to naprawde czuje sie prawdziwa studentka - mam wyklady w prawdziwych skosnych salach, obiad w Menzie studenckiej kosztuje mnie 1,60€, sama sobie wybieram zajecia i terminy, ktore mi bardziej pasuja, a co najwazniejsze ucze sie nie tylko w szkole, ale rowniez od wspolstudentow takich rzeczy jak nowa kultura, obyczaje, tradycje, mentalnosc, rozwiazywanie problemow i inne perspektywy spojrzen na te same rzeczy.
Teraz jestem naprawde szczesliwa, bo robie to co lubie i to, o czym zawsze marzylam!!!
A oto fotka uniwerku od strony rynku:

ZYRAP

No dobra, wypadaloby cos napisac smile Ostatnio sie u mnie tak wiele wydarzylo, ze juz teraz prawie zupelnie nie mam czasu na gadu-gadu czy tez sprechu-sprechu, jak kto woli p
Ale tak po krotce, to jak wynika z wczesniejszej notki, mialam ostatnio okazje byc w Paryzu i do tego w dosc nietypowym okresie, bo na Wielkanoc. No co tu duzo gadac - bylo cudownie! Ten, kto juz kiedys widzial Paryz, wie jakie to uczucie moc tam spedzic urlop... to jak sniadanie u Tiffaniego, tylko ze w moim wydaniu bylo to sniadanie pod Wieza Eiffla bigsmile No coz, nie bede tego wyjazdu ubierac w przymiotniki - zdjecia mowia juz same za siebie!
A tak przy okazji, to obiecalam sobie napisac jedna negatywna rzecz na temat Paryza, a mianowicie to, ze tam smierdzi i jest brudno! Kto czytal "Pachnidlo" lub "Golab" Süskinda, to wie, jakie zapachy i brudy mam na mysli yuck Najgorzej jest w metrze, przy Sekwanie i w ciasnych paryskich uliczkach.
A tak jeszcze dodajac na marginesie, to wiem, ze na urlopie nie powinno sie myslec o pieniadzach, ale w ramach ostrzezenia ninja , to wjazd na Wieze Eiffla kosztuje 11€, do Louvru 8,50€, do katedr 7,50€, szklanka Coca Coli 0,33 stoi po 3,40€!!! doh a pizza sredniej klasy 8-9€. Z hoteli polecam oczywiscie Formule 1, gdzie nocleg jest za 32€ (to bardzo tanio!!!) no i jesli chodzi o auto, to lepiej zostawic je na parkingu i do miasta udac sie metrem, chyba ze placicie wysokie ubezpieczenie lol

"Zawsze mamy Paryz"


Wieza Eiffla, symbol Paryza. Paryz, Paris, Parijs - w kazdym jezyku swiata nazwa ta brzmi tak samo romantycznie i wywoluje tak namietne uczucia. To miasto milosci - "un ville de l'amour" jak mawiaja Francuzi love love love To najbardziej romantyczne miasto na calym swiecie i ja je uwielbiam yes
W tym roku mi sie poszczescilo, bo razem z Igim jedziemy tam na Wielkanoc. Wiem, ze to szalone, ale oboje mamy fiola na punkcie Arago i tajemnic ukrytych w murach Louvru. Oboje uwielbiamy ksiazke "Kod Leonarda da Vinci" i na wlasna reke mamy zamiar przejsc ponownie cala linie Rozy - wtajemniczeni wiedza o co chodzi bigsmile

Ale jedno co mnie zastanawia jest to, dlaczego ludzie tak specyficznie reaguja na slowo PARYZ. Wyobrazmy sobie taka rozmowe:
- jak spedzasz sylwestra?
- u znajomych nad morzem, a ty?
- w Paryzu
- WOW, w Paryzu, szczesciara!!!

To miasto ma w sobie cos tajemniczego, cos, co przyciaga ludzi jak magnes... strzezcie sie go wizard

Reich

... i znowu do Reichu ... gdyby nie Igi, to nic by mnie tam nie ciagnelo ...
... dobrze, ze mam dom, bo zawsze jest dokad wrocic ...
... zeby Polska byla Polska!!!
Do zobaczenia na Obczyznie!

Przemiana

Ta notka jest z dedykacja dla Kasi wizard
Od 3 lat zapuszczam wlosy. Kazde male podciecie koncowek przyprawialo mnie o biala goraczke scared Zawsze marzylam o dlugich prostych wlosach, lsniacych i delikatnych... no coz... Przyszedl dzien, w ktorym stwierdzilam, ze mam dosc "namiotu" na glowie (na mysli mam popularna fryzure z przedzialkiem posrodku). Zapragnelam zmiany.
Dobrze sie sklada, ze dziewczyna mojego brata - Kasia, moja, mam nadzieje, przyszla bratowa - od dawien dawna interesuje sie wizazem. Zawsze jak pojawialam sie w Pile dopadala mnie z nozyczkami, farbowala wlosy, nadawala mi koloru, ale leniwa Ula zawsze trzymala sie swojego stylu - czytaj braku stylu smile
Tym razem bylo inaczej.
W pewnien srodowy czy czwartkowy wieczor postanowilam z Kasia odwiedzic moja babcie. Nie wiem jak, ale zeszlo na temat wlosow i na maxa wkrecilam sobie, ze chce zmienic fryzure calkowicie headbang Ze Kasia pracuje w salonie fryzjerskim u swojej mamy, miala przy sobie klucze, wiec o godzinie 21.00 zabralysmy sie za rzezbienie mojego nowego wizerunku psmurf
Do tego wczoraj Kasia cwiczyla na mnie rozne makijaze, gdyz jej marzeniem jest zostac prawdziwa wizazystka, a laska jest naprawde dobra, i efekt mojej przemiany zostal uwieczniony na zdjeciach, ktore jak zwykle umiescilam w albumie smile Prosze o krytyke!

Weekend w Karpaczu

Od ponad tygodnia jestem w moim domku w Pile. Niebawem zaczynam studia, wiec nie wiem kiedy ponownie przyjade do Polski, dlatego na maxa chce wykorzystac moj czas spedzony w rodzinnych katach.
W domu jest tak jak to zwykle bywa w domu, przynajmniej u nas p Wstaje, a raczej mama zwala mnie z wyrka kolo 10.00 faint , pijemy kawke, gadamy i jakos zaczyna sie dzien. Zdarza sie, ze do poludnia obejrzymy lub dokonczymy jakis film, ale ogolnie nic ponadnormalnego sie nie dzieje.
Aby moj tekst kleil sie kupy dodam, ze od jakiegos czasu moj brat na maxa wkrecil sie w deske snowbordowa i odnajduje moc w gorach, dlatego powstala wizja weekendowego wypadu w Karkonosze.
Nigdy nie bylam zima w gorach, co wiaze sie z tym, ze nigdy nie jezdzilam na nartach, dlatego ten pomysl bardzo mi sie spodobal. Na spontana zalatwilam sobie ciuchy i sprzet niezbedny do tego rodzaju imprezy i w droge smile
Na poczatku wkrecalam sobie, ze nigdy nie naucze sie zjezdzac na nartach i ogolnie zadawalam sobie pytanie "co ja tutaj robie" confused do momentu, gdy zalozylam boazerie na moje niedoswiadczone stopki scared Poczulam moc! headbang Po dwoch malych probach utrzymania rownowagi i ogolnego poruszania sie na nartach, tata kupil mi karnet na stok i juz poszlo. Nawet nie spadlam z orczyka mimo wczesniejszym wkretom brata, ze kazdy przy pierwszym razie z niego spada yes - szczescie poczatkujacego lol
Nastepnego dnia nie czulam nog tylko moje wszystkie miesnie - duzo ich bigeyes Moj brat z kumplami dalej walczyl ze zjazdami na parapecie, a ja dalam sie rodzicom namowic na wedrowke po szlakach Karkonoszy - lacznie ze Sniezka party
To byl naprawde cudowny weekend! Nigdy w zyciu nie widzialam na wlasne oczy tyle sniegu w jednym miejscu, a krajobrazy byly naprawde jak w "Marszu pingwinow". Gdybym byla malarzem impresjonista, to namalowalabym kazdy szczegol tego kunsztu natury... ale nie jestem, wiec te obrazy pozostana w mojej glowie i na fotografiach...

Galernicy wrazliwosci

Ci, co odczuwaja ciezar swiata mocniej niz inni...
Ci, co nie potrafia nic nie czuc...
Ci, co nie umieja niemyslec...
Ci, co sa stworzeni do swiata jaki powienien byc, a nie jaki jest... ta roznica ich meczy...

Ci, sie snuja po bezsennych nocach nic nie rozumiejac...
Ci, co maja odwage odczuwac siebie i wlasne cierpienie...
Ci, ktorzy sa niezrozumieni, przez tak zwanych "normalnych ludzi"
Ci, tworzacy w bolu rozne "bezuzyteczne rzeczy"
Ci, na ktorych patrzy sie jak na przybyszy z innego systemu slonecznego...
Ci, ktorzy widza cos wiecej niz tylko szara codziennosc...
Ci, ktorzy ciagle poszukuja milosci, przyjazni... maja racje bo nic innego nie warto szukac...

Ci, ktorych sie nie zauwaza ze wzgledu na ich "boska" dyskrecje i szacunek dla innych...

Ci, ktorzy wola zadac sobie bol chroniac innych...
Ci, ktorzy niewiadomo dlaczego znalezli sie na ziemi...
Ci, dla ktorych zycie jest cudownym bezsensem...
Ci, dla ktorych czlowiek jest codzienna-kosmiczna zagadka...
Ci, szukaja absolutu myjac zeby...
Ci, ktorych jest mniej...
Ci, dla ktorych poranne wstawanie jest czasem kolejnym dniem koszmaru... i
ich pierwsza poranna mysl to - co ja tu robie?
Ci, ktorzy nigdy nie zrozumieja glupoty i obojetnosci...


Badzcie pozdrowieni, galernicy wrazliwosci...

Dworzec

...za 2 godziny mam autobus do Polski...Euro Lines...i znow czeka mnie kolejne pozegnanie...
...ale lubie dworce...to miejsce najwiekszych i najszczerszych emocji do jakich czlowiek jest zdolny...tam mozna zmienic bieg wydarzen...tam mozna zmienic swoje zycie w przeciagu chwili...wystarczy tylko spojrzec na tablice odjazdow...wsiasc do pociagu byle jakiego...nie dbac o bagaz...nie dbac o bilet...
...do zobaczenia w Ojczyznie!

Czas surferow

Maja jak obiecala, tak byla...byla u mnie ponad tydzien i bylo naprawde fantastiko smile Zreszta sami zobaczcie, bo w albumie sa nowe zdjecia.
Bylysmy w Heidelbergu, w Mannheim, w Karlsruhe smile
Czas spedzony z Majka byl naprawde cudowny - robilysmy zwariowane rzeczy jak np. zwiedzanie w deszczu Karlsruhe z tramwaju, fotografowanie dziwnych ludzi tak po prostu na ulicy, codzienne ogladanie najlepszego filmu w historii polskiego kina "Czas surferow", polska impreza do 6.30 na ranem, ale nasza kulminacja byla niedziela (4 godziny snu) - tego dnia Majka miala wracac do Polski. Byly lzy, przytulanie, wspomnienia ostatnich wspolnych dni...Majka wreszcie wsiadla do autokaru... ale Igor wpadl na pomysl, aby zrobic jej jeszcze niespodzianke wiec pojechalismy do nastepnej miejscowosci gdzie autokar robil przerwe, czyli do Mannheim (60km od Karlsruhe). Gdy tylko dojechalismy na parking i gdy tylko ujrzalam autokar, czym predzej wyskoczylam z samochodu w poszukiwaniu Marysi. Przed autobusem jej nie bylo wiec weszlam do niego i co widze! Majka siedzi smutna ze spuszczona glowa, oczy czerwone od placzu, wlosy poczochrane.
- "Czesc Majka!". Ona jak w transie podniosla te swoje wielkie brazowe oczy.
- "O kurwa! Ula! co ty tu robisz!?"
Wstala z miejsca jak dzik, oczy jej sie zaczely pocic, banan pojawil sie na twarzy.
- "Przyjechalam aby zaprosic cie na kawe"
- "Ula! Ja dzis nie dam rady, nie chce jechac, jak tylko bylaby taka mozliwosc, to przebukuje bilet na jutro!"
- "No to dawaj!"
Po 10 minutach bilet zostal przebukowany na poniedzialek, a Igor zajal sie wypakowywaniem Majki bagazy z autokaru. Ludzie, ktorzy widzieli ta cala akcje troche sie zgarbili, ale co tam, najwazniejsze, ze moglysmy jeszcze jeden dzien spedzic razem.

"Zycie to wielka impreza, a TY zyj tak, abys nie byl na niej kelnerem... A to byla dotychczas moja najlepsza impreza na jakiej bylam!"

Pila wita Jeleni

Na poczatku chcialabym powiedziec, ze ten kawalek dedykuje wszystkim Pilaninom!!!
Ostatnio na maxa wkrecil mi sie utworek zespolu Strachy Na Lachy "Pila Tango". Sama pochodze z Pily i az przyjemnie posluchac co chlopaki tam spiewaja o tej naszej metropolii lol

"Piła tango"
Oto historia z kantem co podwójne ma dno
Gdyby napisał ją Dante
To nie tak by to szło...
Grzesiek Kubiak, czyli Kuba rządził naszą podstawówką
Po lekcjach na boisku ganiał za mną z cegłówką
W Pile było jak w Chile każdy miał czerwone ryło
Mniej lub bardziej to pamiętasz ? spytaj jak to było
W czasach gdy nad Piłą jeszcze latały samoloty
Wojewoda Śliwiński kazał pomalować płoty
Potem wszystkie płoty w Pile miały kolor zieleni
Rogaczem na wieżowcu Piła witała jeleni
Gruby jak armata Szczepan błąkał się po kuli ziemskiej
Trafił do Ameryki prosto z Legii Cudzoziemskiej
Baca w Londynie zbuchali się sąsiedzi
Lżej się tam halucynuje, nikt go tam nie śledzi
Karawan z Holandii. On przyjechał tutaj wreszcie
Są już Kula, Czarny Dusioł - słychać strzały na mieście
Znam jednak takie miejsca gdzie jest lepiej chodzić z nożem
Całe Górne i Podlasie ? wszyscy są za Kolejorzem
Andrzej Kozak, Mandaryn ? znana postać medialna
Tyci przy nim jest kosmos, gaśnie gwiazda polarna
Jest tu Siwy, który w rękach niebezpieczne ma narzędzie
A kiedy Siwy tańczy - znaczy mordobicie będzie
U Budzików "Pod tytulem" chleją nawet z gór szkieły
Zbigu śpi przy stoliku, ma nieczynny przełyk
Lecz spokojnie panowie ? według mej najlepszej wiedzy
Najszersze gardła tu to mają z INRI koledzy
Nad rzeką latem ferajna na grilla się zasadza
Auta z Niemiec ? sam wiem kto je tu sprowadza
Żaden spleen i cud, na ulicach nie śpią złotówki
W Pile Święta jest Rodzina i święte są żarówki
Nic nie szkodzi, że z wieczora miasto dławi się w fetorach
Ważne że jest żużel i kiełbasy senatora
Fajne z Wincentego Pola idą w świat dziewczyny
Po pokładzie jeździ Jojo bicyklem z Ukrainy

Fajne jest to, ze jak slucham tego kawalka, to przed oczami mam obrazy tego miasta - na Gornym mam babcie, na Podlasiu mieszka moja Majka z ktora chodzilam na piwko do "Pod tytulem", mam kumpla, ktory gra w INRI, bylam chrzczona w kosciele Swietej Rodziny, a zadania domowe odrabialam przy jarzeniowce Philipsa, w kazda niedziele slychac zuzel, senator szczyci sie w Pile domem towarowym "Stoklosa" smile, znajomy sprowadza auta z Niemiec, a w naszym liceum na Wincentego Pola poznalam moich przyjaciol...
Az sie lezka kreci w oku...

Fasching

W sumie nie chcialam o tym pisac, ale stwierdzilam, ze nowosci kulturowe sa zawsze ciekawe. O co konkretnie chodzi... no a o to, ze wczoraj zaczal sie w Niemczech "Fasching" - po naszemu bylby to "Karnawal" smile Impreza ta trwa 6 dni - po naszemu 6 dni na kacu drunk beer cheers , ale co ciekawe najwieksza i najbardziej szalowa jest w Köln i w Mainz - te nawet sa transmitowane w TV.
Na czym ten caly Fasching polega... no ten kto wie jak wyglada Karnawal w Rio, to wie na czym to polega. Pierwszych 5 dni to imprezy w lokalach, w knajpach, w akademikach - jednym slowem gdzie popadnie, a calosc konczy sie we wtorek wielka parada przez centrum miasta, gdzie kazdy jest przebrany za rozne dziwne stwory, muzyka gra, laski tancza itd. jester headbang knight sing psmurf smurf devil queen
Ogolnie nie przepadam za tego typu rodzajem imprez, gdzie spotyka sie rodzicow z dziecmi z wata cukrowa w reku miedzy nachlana zgraja malolatow, ale Fasching organizowany przez studentow jest calkiem spoko - wiem, bo w zeszlym roku mialam okazje byc na takiej imprezce - co prawda nie ma gdzie wlozyc palca, ale piwko jest za 1€ bigsmile
Poza tym przyjezdza do mnie Majka wiec bedzie sie dzialo!!!!!!!!!!
Zycze wam udanego karnawalu! bomb
P.S. W albumie sa fotki z Faschingu!

23 luty

Zabijcie mnie, ale naprawde mam w moim zyciu kolejny motyw zwiazany z liczba 23!!! Wlasnie dzis dostalam oficjalny list z uniwersytetu o przyjeciu mnie na studia na 2 rok!!!!!! Tak sie ciesze. Dlugo czekalam na te wiadomosc, a tu ot tak 23 lutego list z uczelni party
Aby uczcic te wiadomosc, wybralam sie do miasta na male zakupy typu bluzka, spodnie, buty - to co kobiety lubia najbardziej yes, ale impreza pokrapiana drunk bedzie dopiero wtedy jak przyjedzie do mnie Majka - buzka dla niej p
Poza tym u mnie nic nowego, no moze z takim wyjatkiem, ze na poczatku marca wybieram sie do Polski i mam tam zamiar zagoscic 2 tygodnie jester Mozliwym jest, ze wybiore sie tez do Torunia odwiedzic stare katy, wiec pewnie bedzie sie dzialo smile
Tymczasem pozdrawiam wszystkich czytelnikow mojego bloga!
A ty Majka daj znac co i jak z tym przyjazdem.
Caluski! love

Polski sklep

To nie do wiary, ale w Karlsruhe znalazlam POLSKI SKLEP!!! Mozna tam kupic kiszone ogorki, grzybki w occie, bigos, fasolke i golabki w sloiku, wodke zoladkowa, piwo Warka, Tatra, Reds i nawet spirytus bigsmile, baton Danuska (cos o takiej nazwie moze byc tylko z Polski lol ), slonecznik, konserwy, zupki instant firmy Winiary, kisiel, galaretka i co najwazniejsze POLSKA kielbasa yes
Teraz nareszcie moge poczuc sie jak u siebie w domu cheers . Ale wiecie co, najdziwniejsze jest to, ze takie rzeczy docenia sie dopiero wtedy, kiedy sie jest na obczyznie. Wszystko ma jakby wieksza wartosc i nawet lepiej smakuje smile
Pozdrawiam wszystkich rodakow!!!!!!!!!! headbang

Ku pokrzepieniu serc

Nigdy wczesniej nie lubilam Walentynek. Zawsze uwazalam, ze to tylko dobry dzien dla sprzedawcow, ktorzy zbijaja na kwiatach, czekoladowych serduszkach i innych walentynkowych gadzetach kupe kasy. I nadal tak uwazam. Zmienilam tylko swoje nastawienie do tego dnia.
Tak dzis rano w tramwaju sobie rozmyslalam, ze w sumie, to fajny dzien. Zeby nie bylo, to ja jestem z tego typu ludzi, ktorzy mowia "kocham cie" kazdego szarego dnia, ale nie kazdego dnia majsterkuja kartki wypelnione poezja.
Dzis uwazam, ze tego dnia mozna swietnie wykazac sie kreatywnoscia i romantyzmem, ktory chyba tak naprawde siedzi w kazdym zakochanym love
Tak na chwile odbiegajac od komercji - czy to nie fajne uczucie dostac bukiet czeronych roz i kartke z wierszem napisanym tylko dla ciebie?
Wszystkim zakochanym i niezakochanym dedykuje ten oto wierszyk Moliera i zycze wspanialego niezapomnianego wieczoru, z ktorego zdjecia moznaby wkleic do albumu lol

Milosc, to mistrz nie lada.
Ona w jednej chwili czyni z nas cos,
Czym przedtem nigdysmy nie byli.
Nieraz w naturze w sposob nieslychany,
Nauki jej sprawiaja zupelne przemiany.
Jednym tchnieniem potezna ta wladza,
Jakby cudem na innych ludzi nas przeradza.
Z jej woli wraz sie skapy robi rozrzutnikiem,
Tchorz - rycerzem,
Gbur prosty - czulym zalotnikiem.
Najbardziej tepej duszy ona daje ostrze,
I nagla bystrosc wlewa w pojecia najprostsze.

Ptaki ciernistych krzewow

"Pewna legenda opowiada o ptaku, ktory spiewa jedynie raz w zyciu, piekniej niz jakiekolwiek stworzenie na ziemi. Z chwila gdy oposci rodzinne gniazdo, zaczyna szukac ciernistego drzewa i nie spocznie, dopoki go nie znajdzie.
A wtedy wyspiewujac posrod okrutnych galezi, nadziewa sie na najdluzszy, najostrzejszy ciern. Konajac wznosi sie ponad swoj bol, zeby przescignac w radosnym trelu slowika i skowronka. Jedna, najswietniejsza piesnia, za cene zycia. Caly swiat zamiera, aby go wysluchac, usmiecha sie nawet Bog w niebie. Bo to, co najlepsze, trzeba okupic ogromnym cierpieniem..."

Za kazdym razem (no moze nie za kazdym razem smile ) zaczynajac czytac ksiazke zaczynam od biografii autora, aby moc lepiej zrozumiec co mial na mysli piszac dana powiesc. Majac juz za soba kilka pozycji i kilka biografii doszlam do wniosku, ze wielu pisarzy laczy jedna rzecz - cierpienie. Ma ono jednak rozne twarze: nieszczesliwa milosc, utrata bliskiej osoby, samotnosc, niespelnienie, nieszczesliwy wapadek, kalectwo, rozczarowanie... typowe codzienne sprawy, ktore dotycza kazdego z nas.
Mowi sie, ze "cierpienie uszlachetnia" - cos w tym jest. Nie wiem dlaczego, ale ksiazka napisana przez osobe, ktora wiele przeszla w zyciu jest lepsza, prawdziwsza, niz ot tak dla pieniedzy napisana powiesc.
Nie chodzi nawet o pisarzy, ale rowniez malarze pod wplywem cierpienia tworza obrazy, ktore staja sie bezcenne. No wezmy np. Toulouse-Lautrecka - byl karlem, cale zycie sie z niego nasmiewano, kobiety kochaly go tylko dla pieniedzy, nawet za sex musial placic, a dzis placi sie na aukcjach miliony za jego obrazy. Podobnie bylo z van Goghiem - nie potrafil odnalesc swojej drogi w zyciu, najpierw chcial zostac kaznodzieja, pozniej malarzem, byl nieszczesliwie zakochany w kobiecie, ktora podeptala jego uczucia, na swoje obrazy nie mial zbytu, w koncu odebral sobie zycie.
Nie wiem dlaczego, ale gdy czlowiek bardzo cierpi, jego dusza staje sie szlachetniejsza i uczucia czystsze. Piosenki o milosci, obrazy pelne bolu, powiesc o smierci taty bardziej nas przekonuja, niz wymysl wyobrazni.
W zyciu piekne sa tylko chwile... a reszta to bol?
Ale to wlasnie dzieki niemu te chwile staja sie piekne...

Kronika wspomnien

Jednym z moich gwiazdkowych prezentow byla kronika. Dostalam ja od Szyma i Kasi aby "uporzadkowac" swoje zycie, bo ci co mnie znaja, wiedza, ze zbieram wszystko, co budzi wspomnienia (podobno mam to po mamie) - karty pocztowe, zdjecia, bilety, wycinki z gazet... Zawsze chcialam nadac temu wlasciwy porzadek, aby moc w przyszlosci pokazywac swoim dzieciom smile, ale jako zwykly Ziemianin, nigdy nie znajdowalam na to czasu.
Tym razem bylo inaczej.
Jak to w XXI wieku, rzadko kto ma zdjecia w albumach; teraz to raczej w formie digitalnej posegregowane w katalogi i foldery. Moim zdaniem to tez jest jakis sposob kunsztu, ale ja naleze raczej to typu ludzi sentymentalnych i lubie od czasu do czasu poogladac zdjecia, moc je wziac do reki, poczuc zapach starego papieru, oddac sie wspomnieniom...
I tak wczoraj nadszedl ten wielki dzien. Razem z Igim odtwarzalismy nasza historie - od momentu poznania, do teraz. Wszystko to, co razem przezylismy, "zapisalismy" na bialych kartach naszego losu...

"Umiera sie w byle jakim miejscu zycia i dzieje czlowieka zawarte miedzy urodzeniem jego, a smiercia wygladaja niekiedy jak nonsens. Ktoz bowiem jest w moznosci o kazdej chwili przemijajacej pamietac, by mogla ona byc na wszelki wypadek jego gestem ostatnim?"