Skip navigation.

Świat według Uli :-)

"Po każdym dniu należy postawić kropkę, odwrócić kartę i zaczynać na nowo"

nasza... klasa?

Dlaczego ja codziennie muszę wejść na naszą-klasę? Łapię się na tym, że zaczynam bardziej przejmować się cudzym życiem aniżeli swoim własnym. Przeraża mnie otwartość ludzka w wyszukiwarce googlowej, przesycone snobizmem albumy zdjęciowe, trzycyfrowy licznik znajomych i przesłodkie komentarze maskujące czystą zazdrość. Jakoś niedawno spotkałam koleżankę, której nie widziałam ponad 10 lat i tak naprawdę nie wiedziałam o czym mam z nią rozmawiać, gdyż wiedziałam o niej wszystko z naszej-klasy. To dało mi do myślenia, że jak tak dalej pójdzie, to adios amigos interakcjo interpersonalna!!!
Nasza-klasa to iluzja, złudzenie, nieprawda, kłamstwo, blef. To tylko idealnie wyimaginowany świat idealnego życia w perfekcyjnie dobranych zdjęciach chwil. Klasa nasza nie istnieje. Pod jej nazwą kryje sie darmowy Big Brother XXI wieku...

żegnaj...

... bo ja w sumie zawsze wiedziałam, że życie jest kruche... cóż... trudno tego nie wiedzieć, skoro każdy mi to powtarzał, skoro pisze się o tym wiersze, nakręca filmy. Wiedziałam o tym, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, co to tak naprawdę znaczy, że życie jest kruche...?
Miałam kiedyś przyjaciela... osoba pełna radości i dobroci, on chciał żyć, "żyć pełnią życia, wysysać z kości szpik"... niespotykanie dopadła go choroba i zmarł w ramionach kochającej go siostry, we własnym pokoju, na własnym łóżku... Jak o tym piszę, wyobrażam sobie jego pokój, dość mały z przysłoniętymi żaluzjami, gdyż za oknem świeci kwietniowe słońce... wierzę, że każdy ma w sobie duszę, dlatego widzę jego delikatną niczym babie lato przeźroczystą duszyczkę unoszącą się ponad ich głowami... śmieje się, bo nawet jak on to mówił za życia: "życie trwające nawet sekundę jest piękne, bo jest"... biel...

Jest też i ona. Nigdy nie miała normalnego domu. Rodzice się rozwiedli. Rodzice się nienawidzili, ale żyli pod jednym dachem. Ojciec przyniósł rodzinie wiele złego. Działy się złe rzeczy. Nikt go nie kochał. Nawet nie wiem czy on sam siebie kochał, skoro pozwalał sobie na nienawiść córek. Ale już go nie ma. Zmarł wczoraj w ramionach nienawidzącej go córki... czerń...

Czerń i biel. Życie jest kruche. Miłość i nienawiść. A po tym wszystkim po prostu... żegnaj...

Różowy samolocik

Rozmowa telefoniczna z moją przyjaciółką Asią ponownie przerodziła się z pięciu minut w półtoragodzinną gadkę-szmatkę.
- ...mama była dzisiaj jakaś taka przygnębiona... i wiesz co zrobiłam?! Kupiłam jej jajko-niespodziankę! :smile: (za każdym razem jak któraś z nas była przygnębiona lub nie potrafiła podjąć właściwej decyzji, kupowałyśmy sobie wzajemnie z Asią jajka-niespodzianki, aby to one rozwiązały nasze problemy. Przedmioty znalezione w żółtej kapsułce za każdym razem rzeczywiście pasowały do obecnej sytuacji i tak to właśnie czekoladowe jajo zamieniło się w osobistego psychoanalityka).
- A co jej jest? - pytam Aśki
- No jutro wraca do Polski, nie wiem, może boi się lotu...
- Hmmm... a co miała w jajku???
- Ula, nie uwierzysz, ale miała różowy samolocik z naklejką czaszki!!!
- No co ty Aśka, jak to... z czaszką??? Różowy samolocik? A jakimi liniami leci jutro???
- Nie uwierzysz, ale wizzair, a zobacz sobie jakie one mają kolor!!!!!!
- Aśka, niech ona przebukuje! Przecież wiesz, że "to" zawsze nam się sprawdza!
- Właśnie mówię mamie, ale ona jest uparta i mówi, że nie będzie się przejmować lotem z powodu jakiegoś jajka...
- Asia, ale bardzo cię proszę, daj mi jutro znać czy wszystko dobrze poszło z tym lotem, ok???!!!
- Dobra, jak tylko wylądują, to natychmiast do ciebie zadzwonię!
- A kto ich odbierze z lotniska?
- Moja siostra...

Jutro:
- Ula, rodzice dolecieli do Warszawy, ale moja siostra dzisiaj rano miała wypadek samochodowy kiedy wracała od lekarza... dowiedziała się, że jest w ciąży...

Happy New Year!

When snow pada na trotuar
And the children happy are,
When slizgawka on the street,
And we all a grzaniec need,
Then you know, to wydarzenie:
Yes, it's Boze Narodzenie.

All parkingi sa zajete,
People jezdza jak najete,
Tesco, Carefur, Hypernova,
Goraczka przedzawalowa
Shopping choinkowe things
And the Christmas bell rings.

Mother in the kitchen bakes
Sernik, piernik, sledzie makes
Daddy zas w living pokoju
Choinke nam stawia w znoju
He is hanging bombki szklane,
Where drabina on dostanie...

Finally rodzinka cala
W living roomie sie zebrala
Now sings the happy family
"What a wonderful christmas tree"
And in the house kazdy zajety
Roz-packing swe cud prezenty.

Mama ukryte finds pod choinka
Patelnie nowe i nowa szminke,
Tata gets socks nad new krawatke,
Children zabawki i shirts na dokladke.

Potem prezydent speaks on TV,
Wszystko around in harmony...
...az tu sie mother do kitchen udala
i wielki fire w piecyku ujrzala.

And so comes brave straz pozarna,
Na wszystko ready i bardzo ofiarna
And they bring very long weze
I drabiny swe potezne
Otwarli zawory i water az chlupie,
W Christmas is tera powodz w chalupie.

Merry Christmas, Merry Christmas,
Hear the music, enjoy ten czas,
Wesolych Swiat, Wesolych Swiat,
Merry Christmas, pozdrawiam Was...

WESOŁYCH ŚWIĄT I WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU

Wściekła

Droga do dworca. Już prawie jesteśmy na peronie, ale nie, pięknie to nigdy nie może być. Dwójka bachorów - inaczej nie nazywam niemieckich dzieci - chcąc nas minąć, szturchnęła nas tak po prostu bez żadnego "i'm sorry" (angielski teraz modny).
- Hej, uważaj!!! - krzyknęłam, ale ten bachor jeszcze na mnie spojrzał, jakbym obraziła jego matkę. Jaki to jest popieprzony kraj!
Jedziemy pociągiem w kierunku Karlsruhe. Po takim długim dniu, z ciężką torbą na ramieniu i mnóstwem studenckich kłopotów w głowie, człowiek tylko marzy o gorącej kąpieli i kubku herbaty cynamonowej. Pociąg dojeżdza do dworca głównego w Karlsruhe. Ludzie już 10 minut przed postojem szykują się do wyjścia, jakby mieli nie zdążyć! Otwierają się drzwi. Teraz dopiero Niemcy pokazują do czego są zdolni. Jeden pcha się przez drugiego, jakby ten cholerny pociąg miał nagle ruszyć w dalszą drogę! Ja po prostu nienawidzę jak mnie ktoś szturcha! Już mnie krew zalewa, robi mi się niesmowicie gorąco. Kobieta przed okresem jest niebezpieczna.
- Proszę, kobiety przodem!!! - krzyknęłam do chłopaka w moim wieku, który łokciem odpychał mnie od wyjścia. Ten jakby się obudził ze swojego letargu i zareagował nieco ludzko wpuszczając mnie przed siebie. Takie chamy!
W ogóle typowe zachowanie Niemców przy wejściu do tramwaju wygląda tak: ludzie jeszcze nie wyszli, ale całe stado pcha się do środka jak jakaś chmara wilków. Nie ma szans na bezstresowe opuszczenie owego pojazdu.
Ok, jestem na dworcu. Już na maxa wkurzona tą całą podróżą. Idę na umówione stanowisko, gdzie Igor miał mnie odebrać. Czekam. 5 minut. 10 minut. 15 minut. Gdzie on jest? Chwytam za telefon.
- Skarbie, gdzie ty jesteś?
- No czekam na ciebie na peronie.
- Na jakim peronie?
- No na Durlachu.
- Boże, to nie ten dworzec. Miałeś czekać na mnie na głównym!!!
- Ups, yyyy... zaraz tam będę.
Rozpadał się deszcz...

Witaj

Znów dookoła słychać bicie dzwonów,
znów nadchodzą deszczowe chmury...
czy nikt ci nie powiedział, że ona nie oddycha?
Witaj, to ja, twoja myśl...
przychodzę, abyś miała z kim porozmawiać...
Witaj!

Kiedy się śmieję i nie wierzę,
wtedy wiem, że budzę się z tego snu...
Nie próbuj mnie naprawiać, nie jestem zepsuta!
Witaj, to ja, twoje kłamstwo...
żyję za ciebie, abyś mogła się ukryć...
Nie płacz!

Nagle wiem, że nie spałam...
Witaj, ja ciągle tu jestem...
To wszystko co pozostało po wczorajszym dniu...

Zapal świeczkę (*)(*)(*)

Na kiepskich zdjęciach okruchy dawnych dni
Czyjaś twarz, zapomniana twarz
W pamięci zakamarkach wciąż rozbrzmiewa śmiech
Czyjaś twarz, zapamiętana
Mijają dni, ludzie, natury rytm
Wciąż nowych masz przyjaciół, starych przykrył kurz
Dziewczyny ciągle piękne, lecz w pamięci tkwi
Ten pierwszy dzień, najgorętszych z dni

Zapal świeczkę za tych, których zabrał los
Zapal światlo w oknie
Zapal świeczkę za tych, których zabrał los
Światło w oknie

Ludzi dobrych i złych wciąż przynosi wiatr
Ludzi dobrych i złych wciąż zabiera mgła
Lecz tylko ty masz tą niezwykłą moc
By zatrzymać ich, by dać wieczność im
Pomyśl choć przez chwilę, podaruj uśmiech swój
Tym, których napotkałeś na jawie i wśród snów
A może ktoś skazany na samotność
Ogrzeje się twym ciepłem, zapomni o kłopotach...

"W ciemności schodzi moja dusza, w ciemności noc bezdenną" (*)(*)(*)

A no właśnie, przecież Piotrek miał jechać w podróż dookoła świata - pomyślałam. Tak dokładniej, to miał zaliczyć cztery kontynenty w ciągu 2 tygodni. Byłam bardzo ciekawa gdzie już był i co zobaczył. Aby się dowiedzieć czegoś więcej, weszłam na jego bloga, gdzie Piotrek opisywał swoje podróże i zamieszczał tam też aktualne fotki. Wchodzę... Ale o co tutaj chodzi? Co to za dziwny wpis na jego blogu: "9.11.1980 - 7.04.2007 - "życie nawet trwające sekundę, jest piękne, bo jest" ??? Przeczytałam notkę, po której się jeszcze bardziej zakręciłam. Ktoś, napewno nie Piotrek, napisał, że Piotrek umarł.
Jak to umarł? Przecież miał być w świecie! O co tutaj chodzi do cholery?
W lutym tego roku Piotrek miał dość dokuczliwe bóle brzucha. Poszedł więc do lekarza w Dublinie, bo tam akurat mieszkał. Okazało się, że ma raka wątroby. Zabrano go do szpitala, ale po paru tygodniach Piotrek pojechał do Polski, gdzie kontynuowano leczenie. Rak jednak nie ustępował. Wręcz przeciwnie - rozwijał się coraz bardziej. Rodzice postanowili, że zabiorą go do domu, gdzie zmarł 7 kwietnia we własnym pokoju, we własnym łóżku, w ramionach siostry...
Nie mogłam w to uwierzyć. Ta informacja o jego śmierci bardzo mną wstrząsnęła. On miał 26 lat.
Pomyślałam, że być może gdy ja 7 kwietnia pomagałam mamie w krojeniu warzyw do sałatki wielkanocnej, on właśnie umierał...?

"Umiera się w byle jakim miejscu życia i dzieje człowieka zawarte między urodzeniem jego, a śmiercią wyglądają niekiedy jak nonsens. Któż bowiem jest w możności o każdej chwili przemijającej pamietać, by mogła ona być na wszelki wypadek jego gestem ostatnim?"

Piotruś, czekam na Twój komentarz tak jak zawsze!

Wilk stepowy

Jak jeszcze studiowałam germanistykę, to na zajęciach z literatury niemieckiej jedną z naszych lektur był właśnie "Wilk stepowy" Hermana Hesse. Była to lektura obowiązkowa, a jak wiadomo, wszystko co obowiązkowe, nie smakuje. Dopiero po kilku latach nabrałam ochoty... a może poprostu dojrzałam do tej książki. Dzięki temu, że konikiem mojej mamy są właśnie książki, miałam do niej łatwy dostęp. Muszę przyznać, że przez pierwsze strony musiałam się przedzierać jak przez dżunglę do momentu, gdy pojawił sie "teatr magiczny - nie dla każdego". "Jak to nie dla każdego?" - pomyślałam sobie. W tym momencie Hesse wyzwał mnie na pojedynek i ja dzielnie postawiłam temu czoła :knight:

Dermatolog - ciąg dalszy

Po zrobieniu testów alergicznych okazało się, że jestem alergikiem na:
trawy, mlecze, pyłki brzozy, pokrzywy, roztocza, pleśń, sierść psa, sierść kota itd. :yuck:
Podobne testy robiłam też w Polsce przed paroma laty. Jedyną różnicą była odpowiedź na to oto pytanie:

W Niemczech:

- panie doktorze, jak można wyleczyć alergię? Ja mam w domu psa...!
- zaaplikujemy Pani szczepionki, które powoli bedą eliminować alergeny, na które jest Pani uczulona.
- :yes:

W Polsce:

- panie doktorze, jak można wyleczyć alergię? Ja mam w domu psa...!
- pozbyć się psa, pozwijać dywany, wykurzyć za meblami. Proszę jednak uważać, bo alergia prowadzi do astmy.
- spoko :eyes:

Dermatolog - czyli spotkanie trzeciego stopnia

Jakos od miesiaca mam problemy ze skora. Nie od razu, ze jakies wielkie problemy, ale cos w rodzaju egzemy, czy moze jak to nazwala moja kumpela - neodermityzmu :rolleyes: Jesli wam to nadal nic nie mowi, to tak w skrocie: egzema po mojemu, to miejsca na skorze (przewaznie dlonie, ramiona, tez nogi), ktore zajebiscie swedza. Na poczatku myslalam, ze to po prostu sucha skora, ktorej przyczyna jest kaloryferowe powietrze i zmiany klimatyczne na rowniku, no ale ze zaden krem nie pomagal, stwierdzilam, ze poswiece 10 euro i wybiore sie do dermatologa.
Zaraz w poniedzialek zalatwilam sobie "widzenie" (napisalam to umyslnie!!! Wiem, ze poprawnie jest wizyta --> ta uwaga jest do osob, ktorych hobby w zyciu jest poprawianie mojego swiadomie uzywanego slownictwa), albo bardziej fachowo "konsultacje" z nijakim doktorem Krullem. WIZYTE mialam na 17.40, ale postanowilam pojawic sie tam troche wczesniej, aby uniknac problemow biurokracji, ktore czepiaja sie mnie jak rzep psiego ogona.

- Pani M., jest Pani nastepna. Prosze poczekac w gabinecie, doktor zaraz do Pani przyjdzie.

Troche mialam cykora. Igor juz mi wczesniej powiedzial, ze ten lekarz jakos tak dziwnie wyglada i ma dziwny sposob bycia.
Nagle za moimi plecami otwieraja sie drzwi i oto ON, doktor Krull - chudy, 2 metry wzrostu, biala skora, biale wlosy, biale brwi i nieproporcjonalnie male dlonie. Tak jednym slowem, facet moglby spokojnie grac w "Gwiezdnych wojnach" :alien:.

- Co Pani dolega? - (poczulam sie jak z serii "przyszla baba do lekarza...")
- No...hmmm... (ale dziwny koles)...hmmm... no od jakiegos czasu mam na skorze swedzace plamki.
- Prosze pokazac. - (w tym momencie wzial do reki ogromna, gruba lupe, cos w stylu dna buletki od coli)
... Hmmm... wyglada to jak "egzemus pospolitus"...
- Tez tak myslalam! - (wyrwalam sie jakbym miala doktorat z medycyny)
- Zaraz przepisze Pani specjalna masc. Prosze ja wcierac 2x dziennie. - (no koles jak ze Startreka)
... prosze sie nie martwic, damy rade! - (w tym momencie na jego twarzy pojawil sie grymas, ktory odczytalam jako usmiech :happy: )
- No to do widzenia panie doktorze! - (... te jego malenkie dlonie).

Cudzoziemka

Ostatnio natknelam sie na piosenki Kasi Nosowskiej... ten tekst bardzo mi sie spodobal... pasuje do mojego obecnego nastroju...

"Za mądra dla głupich, a dla mądrych zbyt głupia.
Zbyt ładna dla brzydkich, a dla ładnych za brzydka.
Za gruba dla chudych, a dla grubych za chuda.
Spróbuj się domysleć, gdzie to mam. Gdzie???? No gdzie????
Za łatwa dla trudnych, a dla łatwych za trudna.
Zbyt czysta dla brudnych, a dla czystych za brudna.
Zbyt szczecińska dla warszawy, a dla Szczecina zbyt warszawska.
Spróbuj się domysleć, gdzie to mam. Gdzie???? No gdzie????
Dokładnie tam , właśnie tam . Pan wygrał bon, a pani fiat.
Dokładnie tam , właśnie tam . Pan wygrał bon, a pani fiat.
Dokładnie tam , właśnie tam . Pan wygrał bon, a pani fiat.
Dokładnie tam , właśnie tam . Pan wygrał bon, a pani fiat."

Trivial Pursuit

Gramy w Trivial Pursuit (gra planszowa, w sensie Quiz):

mama Igora: - Jaki "siwy Szkot" gral "Jamesa Bonda"?
tata Igora: - "Siwy Szkot"? No nie wiem... Roger Moore?
mama Igora: - Roger Moore? :confused: Czy to jest "siwy Szkot"??? :smile: Przeciez chodzi o Sean'a Connery!!! :smile:
tata Igora: - Nie wiedzialem, ze on gral "Jamesa Bonda"... Homer: Doh!
moj brat: - A kto to jest Roger Moore? Ja znam tylko Pierce'a Brosnan'a... :cool:

Fakultet

W czwartej klasie liceum musialam wybrac fakultet, jako przedmiot uzupelniajacy przed matura. Zawsze chcialam poznac tajniki informatyki, wiec zapisalam sie na fakultet z informatyki i bylam chyba jedyna dziewczyna w grupie. Moja kariera kobiety-komputerowca legla jednak szybko w gruzach, po tym jak pan nauczyciel postawil naszej grupie jedno decydujace pytanie:
- Kto operuje jakims jezykiem?
- Ja, niemieckim! - odparlam.
Homer: Doh!

Mikolaj

Dla czytelnikow mojego bloga (bo i tak ci, ktorzy go nie czytaja i tak tego nie przeczytaja) wszystkiego najlepszego z okazji Swiat Bozego Narodzenia i szczesliwego wskoku do Nowego Roku 2007!!! :drunk: zyczy Mikolaj-Gwiazdor-Ula :psmurf:

Tlumaczka

Na te szanse czekalam juz od ponad roku, bo tyle minelo od kiedy ubiegalam sie o prace w biurze tlumaczen XY. Za kazdym razem odsylali mnie z kwitkiem, ale ja sie nie poddawalam. No ale ile mozna... Juz myslalam, ze zapodziali gdzies moje akta i na pewno nie dadza mi znac. Zwatpilam... i wlasnie wtedy dostalam wiadomosc.
"Szanowna Pani M., w naszej dokumentacji znalazlam Pani dokumenty jako tlumacz do jezyka polskiego. Prawdopodobnie bede miala dla Pani propozycje pracy. Czy jest Pani zainteresowana? Jesli tak, to prosze sie do nas zglosic. Serdecznie pozdrawiam! Biuro tlumaczen XY" - czy ja bylabym zainteresowana?????? :yes:
I tak pojawilo sie moje pierwsze zlecenie. Aby bylo smieszniej, to wyslano mnie do sadu rejonowego, bo jak zrozumialam mam tlumaczyc oskarzonego (Polaka) Homer: Doh!
Wszystko pod kontrola, pelen luz, zadowolenie, no ale jestem kobieta i jak to kazda kobieta postawilam sobie retoryczne pytanie:
- Igor, ale w co ja sie ubiore? :right:
- Spokojnie Malenka, wszystko zalatwimy w weekend. :spock:

W sadzie:

Sedzina zrobila juz wstep do sprawy i czeka az przetlumacze, ale ja widze, ze owych slow nie kierowala do oskarzonego, lecz do jakiegos faceta z tylu sali. Zakrecilam sie, wiec pytam:
- Przepraszam, ale kto tu nie rozumie? :confused:

Okazalo sie, ze mam tlumaczyc swiadka. No coz, lepiej pozniej niz wcale :up:

Zadumany

Taka mine robisz gdy...


P.S. W albumie jest kilka fotek z zoo w Karlsruhe.

Niebo internacjonalne

Wczoraj uslyszany kawal:

Byl sobie Amerykanin, Francuz i Niemiec. Wszyscy trzej trafili do nieba.

Amerykanin:
- gdzie sa kasyna??????!!!!!!

Francuz:
- gdzie sa kobiety, dobre wino??????!!!!!!

Niemiec:
- gdzie jest Arbeitsamt??????!!!!!!

Kura

Ballada o ojcu dyrektorze

"Tadeusz Rydzyk w Toruniu mieszka,
czarną ma suknię ten nasz koleżka.
Zamknął się w twierdzy jak wielki Pan hrabia,
a na rencistach sobie dorabia.
Uczy, tłumaczy w Radiu Maryja,
kto godny chwały, kto godny kija.
Leje na serce miód swoim gościom,
do adwersarzy zionie miłością.
Żyda, masona czuje z daleka,
wszystko w nim widzi, oprócz człowieka.
Jednych krzyżuje, drugich zatapia,
kto przeciw niemu, ten pewnie mafia.
Glemp traci nerwy: Rydzyk – łobuzie.
Tadzio z uśmiechem nadyma buzię.
Pieronek błaga: daj na wstrzymanie,
to on rozkręca nową kampanię.
Życiński prosi: weź odpuść sobie,
a Rydzyk: spadaj, co zechcę zrobię!
Gocławski woła: na rany boskie!
- schowaj biskupie dla Henia swą troskę.
Benek, co Piotra dziś zastępuje,
też nic nie może, bo pożałuje.
Rząd go popiera, prezydent chwali,
Lepper z Giertychem pokłony wali.
Jurgiel „taksówki” po „Dyrów” wysyła,
a Dom odśnieża na dachu „Maryja”.
Wassermann sprawdza, czy aby wanienka
nie skrywa w sobie haka lub sęka.
A Tadzio żyje jak w siódmym niebie,
do Sejmu wchodzi tak jak do siebie.
A gdy podskoczyć mu ktoś próbuje,
armię beretów mobilizuje.
I nie przejmuje się, co sądzi prasa,
bo dla Rydzyka Bogiem jest kasa.
Mohery wielbią swego pasterza,
dla nich ważniejszy jest od papieża.
Maryja biedna, łzami zalana,
że trzoda Boże w ręku barana.
Że ewangelię czynami kala,
i jej synowi Kościół rozwala.
Już sam Bóg Ojciec wkurzył się przy tym,
pogroził palcem, zsyłając grypę.
A jemu uszło, nic mu nie będzie,
prędzej do nieba pójdą łabędzie.
Diabeł się cieszy, ręce zaciera,
że z tego Tadzia kawał Mohera.
Co dalej będzie, tego nikt nie wie.
Chociaż ćwierkają wróble już w niebie,
że przy nazwisku Tadeusz Rydzyk,
Michał Archanioł postawił krzyżyk.
Więc tak po prawie i sprawiedliwości,
ktoś wkrótce komuś porachuje kości.
Amen"

Zadrapanie

W pociagu (Germersheim-Karlsruhe):

- Przepraszam, czy moge dostawic moj rower do Panskiego? :confused:
- A nie moze Pani gdzie indziej?
- Jak Pan widzi, w przedziale nie ma miejsca!!! :mad:
- Hmmm, no dobrze, ale niech Pani uwaza, aby nie zarysowac mojego roweru.
- ... (to lepiej TY idioto uwazaj, aby MOJEGO nie zarysowac!!!) :furious:

P.S. W albumie sa nowe fotki z wrzesniowego Weinfest :drunk:

Skarpetki

Kiedys serfujac po internecie znalazlam fajna stronke, na ktorej mozna bezplatnie umieszczac przerozne ogloszenia, a ze sama szukalam pracy, latwo sie domyslec, ze i moje ogloszenia pojawilo sie na stronce vivastreet. Musze przyznac, ze z tej stronki zglaszalo sie duzo osob proponujacych mi prace w sklepach erotycznych, w kinach erotycznych, w wypozyczalini filmow erotycznych, nawet ktos w czarno chcial abym mu pozowala do zdjec... erotycznych ma sie rozumiec :D
Czasem juz mi rece opadaly, co za dziwaki chodza po swiecie, ale ten oto telefon przebil wszystko:

- Dobry wieczor, czy rozmawiam z Ula?
- Tak, a o co chodzi?
- Bo ja dzwonie w sprawie ogloszenia. Podobno szuka pani pracy studenckiej?
- Tak, zgadza sie.
- No bo ja mam dla pani pewna propozycje...
- ooo, to ciekawe, a coz to za propozycja?
- Bo pani napisala, ze szuka pani pracy w kinie, w wypozyczalni kaset video, ale ja mam dla pani cos innego.
- No slucham... co to takiego?
- Bo ja chcialbym kupic pani skarpetki od 10€ do 20€ za sztuke.
- Slucham??? :confused:
- Mowie, ze chcialbym kupic od pani skarpetki od 10€ do 20€ sztuka.
- Czy ja dobrze rozumiem? Chce pan kupic ODE MNIE MOJE skarpetki??????? :yikes:
- Tak
- A coz to za dziwna propozycja???? Homer: Doh!
- Czyli rozumiem, ze pani nie jest zainteresowana?
- Oczywiscie (kurwa), ze nie!!! :bomb:

- Igor, jakis facet chcial kupic moje skarpetki za 10€ do 20€ za sztuke!!! :confused:
- To moglas mu powiedziec, ze twoje skarpetki sa wiecej warte :jester:

Swinia :)

Gdybys krzyczal przez 8 lat, 7 miesiecy i 6 dni wyprodukowalbys wystarczajaco energii do podgrzania 1 filizanki kawy (Nie wydaje mi sie to warte wysilku).
Gdybys puszczal baki bez przerwy przez 6 lat i 9 miesiecy wyprodukowalbys wystarczajaco gazu równego energii bomby atomowej (No to mi sie wydaje bardziej warte wysilku!).
Ludzkie serce wytwarza wystarczajace cisnienie aby wystrzelic krew na odleglosc 20 metrów. (O ludzie!)
Orgazm swini trwa 30 minut (W przyszlym zyciu chce byc swinia).
Karaluch zanim umrze moze zyc jeszcze przez 9 dni po odcieciu mu glowy (Ciagle jeszcze mysle o tej swini). Uderzajac glowa w sciane zuzywasz 150 kcal na godzine (Nie próbuj w domu. Spróbuj w pracy).
Pchla moze skoczyc na odleglosc 350 dlugosci wlasnego ciala. To tak jakby czlowiek skoczyl na odleglosc boiska. (30 minut... szczesciara z tej swini! Wyobrazasz to sobie?)
Sum ma ponad 27,000 kubeczków smakowych (Co moze byc tak smacznego na dnie stawu?).
Niektóre lwy kopuluja 50 razy dziennie. (Nadal chce byc swinia w przyszlym zyciu... stawiam jakosc nad ilosc).
Motyle smakuja jedzenie stopami (Cos co zawsze chcialam wiedziec).
Najsilniejszym miesniem jest...jezyk. (Hmmmmmm......).
Osoby praworeczne zyja przecietnie 9 lat dluzej niz osoby leworeczne. (Jezeli jestes obureczny powinienes wykalkulowac przecietna?)
Slonie sa jedynymi zwierzetami, które nie potrafia skakac (OK, to w zasadzie jest fajne).
Koci mocz swieci w podczerwieni (Zastanawiam sie komu zaplacono, zeby to zbadal?).
Strusie oko jest wieksze niz strusi mózg (Znam takich ludzi).
Rozgwiazdy nie maja mózgu (Takich ludzi tez znam).
Niedzwiedzie polarne sa leworeczne (Jak zmienia reke to beda zyly dluzej).
Ludzie i delfiny sa jedynymi stworzeniami, które uprawiaja sex dla przyjemnosci. (A co z ta swinia?)

Szczepionka

Przychodnia lekarska:
- Dzien dobry! Mam do pani takie pytanie, bo niebawem czeka mnie operacja i musze zostac zaszczepiona przeciwko zoltaczce i tu mam taki problem, gdyz pierwsza dawka szczepionki zostala mi podana w Polsce, druga natomiast, jak pani wie, musi zostac podana dokladnie 4 tygodnie po pierwszym szczepieniu, no a ze jestem obecnie w Niemczech, termin ten wypada tutaj no i pojawia sie problem - czy jest mozliwosc podania mi drugiej dawki szczepionki?
- Oczywiscie, a czy jest pani ubezpieczona? (ach ta biurokracja)
- Naturalnie, mam ubezpieczenie rodzinne. (mam nadzieje, ze baba nie bedzie sprawiac problemow)
- To poprosze karte ubezpieczeniowa.
(Tu musze dodac, ze mam europejska karte ubezpieczeniowa z symbolem UE)
... a co to za karta? Nigdy takiej nie widzialam!
- Jak to? Przeciez to europejska karta ubezpieczeniowa.
- Tak, ale dlaczego nie ma chipa? Jak ja mam ja wczytac w system?
- Hmmm... :confused:
- Chwileczke, zadzwonie i zapytam kogos, kto sie na tym zna, dobrze?
- No dobrze. (byle szybko babo!)
- Musi pani wypelnic formularze... chwileczke poszukam ich...
... oj, juz sie skonczyly, musze zamowic nowe, czy moze pani przyjsc za 2 godziny?
- Niestety nie moge, bo ide do pracy. (zawsze cos, zawsze cos, zawsze kurwa cos!)
- To moze jutro o tej samej porze?
- Dobrze, to jutro o 9:00? Do widzenia!

Kolejny dzien:
- Mam juz te formularze, zaraz je wypelnimy, wiec poprosze numer karty ubezpieczeniowej i dowod osobisty.
... a co to znaczy "osobisty numer identyfikacyjny"?
... no dobrze, niech pani jeszcze podpisze i gotowe.
- To ja rozumiem, ze z tym formularzem mam sie udac do niemieckiej kasy chorych, oni wydadza mi tymczasowa karte z chipem i z ta karta mam wrocic do przychodni, gdzie zapisze mnie pani na wizyte?
- Dokladnie tak.

W niemieckiej kasie chorych:
- No dobrze, pani daje mi te formularze, ale ja nie moge pani wydac karty z chipem. Nawet Niemcy czekaja 2 tygodnie na wyrobienie takiej karty, poza tym w tym chipie nie mam nic procz imienia, nazwiska i adresu zamieszkania pacjenta.
- No ale ta przychodnia mnie do panstwa wyslala... to co ja mam teraz zrobic?
- Ja zaraz zadzwonie do tej przychodni.
Kilka minut pozniej:
... sprawa wyglada tak, ze rachunek za wizyte wysyla dana przychodnia do naszego biura i my wysylamy to dalej do polskiej kasy chorych.
Ja do Igora:
- Ale jak pracownicy polskiej kasy chorych zrozumieja niemiecki rachunek? Oni nawet w wiekszosci nie znaja angielskiego!
- Nie martw sie, 60€ juz zrozumieja. :lol:

Ponownie w przychodni:
- Wie pani co, ja po prostu wpisze panskie dane do komputera i juz. (WOW, ale ona pomyslowa!)
- To znaczy, ze lekarz mnie przyjmie?
- Tak, ale niech pani dzien przed wizyta przyjdzie tu jeszcze raz, to wydam pani recepte na ta szczepionke.
- Super! :smile:

Dzien przed wizyta:
- Mialam dzis przyjsc odebrac recepte.
- No wlasnie, nie moge pani wydac recepty, musi pani zaplacic calosc za lek.
- Jak to, przeciez juz wszystko bylo omowione, niemiecka kasa chorych miala wyslac rachunek do Polski i tyle. (zwariuje, 5€ a 60€ to duza roznica!)
- Hmm... ma pani dzis czas? Sprobuje zalatwic ta sprawe inaczej, bo wiem, ze 60€ to duza kwota. (noo... duza! wiec lepiej pospiesz sie babo!)
Kilka minut pozniej:
... dostanie pani ta recepte! Prosze chwile poczekac.
- Naprawde?! Bardzo pani dziekuje! (udalo sie, udalo!!!)
- To byl Engerix-B?
- Tak, takie bialo-niebieskie opakowanie.

Dzien wizyty:
Jak ktos wie jak wyglada polska ksiazeczka szczepien, to domysla sie jak mogl zareagowac lekarz :smile:

Lekarz do mnie:
- Poprosze ksiazeczke szczepien.
- Prosze, ale obawiam sie, ze daleko pan z nia nie zajdzie :smile:
- :smile: oooooo! (no wlasnie, ooooo!)
Lekarz podnosi sluchawke telefonu --> poprosze nowa ksiazeczke szczepien dla pani M.
... No dobrze, widze, ze dzieciece szczepionki ma pani za soba, ale Polio nie jest odswiezone.
- He? To znaczy? (co to kurwa jest Polio :confused:)
- No ostatnia dawka byla w 1993 r., nalezy to odswiezyc. (czy to znaczy, ze ten koles nie zaszczepi mnie z powodu Polio na ta pieprzony zoltaczke??!!)
- To co teraz?
- Nic, odswiezamy :smile:
- Teraz???
- Tak, dwa ramiona, dwie szczepionki :smile:

Kiedy powiem sobie dosc...

Sprzatam juz od roku i za kazdym razem powtarzam sobie, ze jak tylko zaczne studia, to skonczy sie pucerka. Zaczelam studia i nadal pucuje. Wszyscy dookola powtarzaja: "Znajdz sobie lepsza prace, jestes przeciez w Niemczech, a oni tam maja pelno pracy!". Zapominaja niestety dodac, ze jestem z Polski, kraju, ktory dla Niemcow sie w ogole nie liczy. Tak naprawde, to zaden Niemiec nie da Polakowi dobrej czystej pracy. Oni mysla, ze my nadajemy sie tylko do takich czynnosci jak:
1) murowanie
2) sadzenie nasion i zbieranie zbiorow
3) sprzatanie
4) kradziez
Kiedys przypadkowo uslyszalam rozmowe dwoch Niemcow w tramwaju:
- "Ja to wole wziac do roboty Polaka niz Niemca, bo zaplace mu mniej niz Niemcowi i oboje jestesmy zadowoleni - ja, bo mam dobrze wykonana prace za male pieniadze, a on przezyje z tej wyplaty caly rok..." - kon by sie usmial :lol:
Albo wypowiedz wykladowcy na uniwerku, gdzie obecnie jestem:
- "Ja to juz wiem jacy wy Polacy jestescie - chcecie wszystko szybko, niedokladnie, a my tu chemy miec najlepszych". I wez tu badz madry...:insane:
Najwazniejsze, to miec w reku dobry fach - wtedy to my stawiamy warunki i wybieramy miejsce pracy. Ciagle narzekamy na kapitalistow, ale to wlasnie oni leza brzuchami do gory, bo wiedza, ze tanio wynajeci "murzyni" odwala za nich brudna robote, a "...kapital rzadzi, nigdy nie bladzi, kapital najkrotsza droge zna, oby najszybciej, oby najlatwiej, przelac na konto dolara..." :cool:

Polnische Republik

Eeejjjjj! Widzieliscie juz ta tablice na granicy polsko-niemieckiej??? :smile: No teraz to juz wygladamy unijnie :D
Szkoda tylko, ze za ta tablica kryje sie "podwojna" prawda, czyli jak to nazwala moja kumpela "smok o dwoch glowach" :D :D :D
Za 1km KACZA GRYPA... chcialoby sie powiedziec :smile:

P.S.
...bo gdyby bracia Kaczynscy mieli jeszcze jednego brata blizniaka, to zagrozone byloby nastepne Konklave...

Historia pewnego roweru

7:00 rano - slysze ten cholerny budzik. Na szczescie Igor juz wie jak sprawy stoja i przestawia go na "czuwanie". Po jakims czasie slysze glos: "Ulachen, wstawaj, juz 7:30, zaspalismy!". Jak zwykle w takich momentach reaguje standardowo - "O kurwa!!!". W 5 minut ubralam sie, umylam zeby, uczesalam, zrobilam jako taki makijaz, znalazlam podanie, ktore do jutra musze zlozyc na uczelni, spakowalam je w pierwsza lepsza koperte, nakleilam znaczek, ubralam buty, torba w reke, na rower i w droge. Pelna nienawisci, ze ten cholerny poranek zaczal sie wlasnie w taki cholerny ekspresowy sposob wsiadlam do pociagu.
8:00 rano - siedze w pociagu. Aby choc przez chwile sie wyluzowac wlaczam muze na uszy. Oko mi sie przymyka, ale przez 22 lata zycia w Polsce wlacza mi sie "kontrola", czy aby moj rower stoi tam gdzie ma stac, a torebka tam gdzie powinna lezec. Wszystko ok. Muzyka mnie odpreza, jest git.
8:28 - slysze jakis glos. Aaaaa! To tylko konduktor - kontrola biletow, pelen luz, chociaz w sumie to zawsze mam jakiegos tam stresa, ze sie przyczepi, ze czegos tam brakuje. Poszlo lajtowo. Oko znowu mi opada, muzyka w uszach. Nie minela minuta, a tu znowu slysze jakis glos. To znow "kanar". Zoladek mi sie skurczyl, koszulka przykleila sie do plecow:
8:29
- "Czy to Pani rower?"
- "Tak...?" ("O co chodzi")
- "To poprosze bilet na rower"
- "Bilet na rower??????" (Jaki kurwa bilet?) Homer: Doh!
- "Dokladnie, bilet na rower"
- "A co to za bilet, pierwszy raz o czyms takim slysze a jezdze juz tym pociagiem od ponad pol roku i nie raz juz mialam kontrole" (co on pieprzy, jaki bilet!)
- "Prosze Pani, to dodatkowy bilet na rower. Mianowicie w dni robocze od 6:00 do 9:00 przewoz rowerow jest platny"
- "Pierwsze slysze, nigdy na automacie nie widzialam takiej opcji jak "bilet na rower", poza tym pytalam juz tylu ludzi i nikt nigdy nie powiedzial, ze przewoz rowerow pociagiem regionalnym jest platny" (ladny wcisk)
- "Przykro mi, ze jestem pierwsza osoba, ktora mowi Pani o czyms takim"
- "Jak wiec wysoka jest kara?" (zabije go zaraz!)
- "bedzie to 40€"
(Zajebiscie!) :bomb:

11:12 - droga powrotna. Prawie sie spoznilam na pociag, bo zagadalam sie z Aska, ale luz, dalam rade. Wsiadam. Ale goraco!!! Zaraz sie roztopie. Oczywiscie przedzial na rowery zawalony. Dostawilam wiec moje maszyne do innych z mysla, ze mam ja na oku i poszlam klapnac na jakies wolne miejsce.
11:13 - pociag rusza z Germersheim. Rzut okiem na rower, ok, muza na uszy.
Sondernheim - ktos tam wsiada - rzucam okiem, czy moj rower nie tarasuje przejscia, jest ok, jedziemy.
Bellheim - luz, nikt nie wsiada.
Rülzheim - w sumie nie wiem co sie dzialo, bo zajelam sie czytaniem mojej pracy egzaminacyjnej, ktora wlasnie dostalam z ocena pozytywna :yes:
Rheinzabern - ooo, a co tam tak pusto w tym przedziale na rowery?! hmmm...pewnie ludzie wysiedli i przestawili moj rower pod okno. Luz. hmmmmmm... jakas babka wsiada z wozkiem...
Jockgrim - nic sie nie dzieje.
11:40 Wörth - tu wysiadam. Wylaczam wiec muze, zakladam okulary, ide w kierunku wyjscia przygotowac rower do wysiadki.
Ide...
EEEEEEEEEEEE?????????? Gdzie jest moj rower??????????!!!!!!!!!!!!!
Jakas laska pyta jak wygladal, jaki kolor, czy damka....
KURWA! Gdzie jest moj rower????????
Serce w gardle.
Ide do kierowcy.
- "Prosze pana, nie ma mojego roweru, Boze, nic Pan nie widzial???"
- "Prosze Pani, ja nie moge wszystkiego widziec, a co sie dokladnie stalo, gdzie Pani wsiadla, jak to bylo?"
- "No wsiadlam w Germersheim, przedzial na rowery byl zastawiony wiec po prostu dostawilam moj rower do innych, Boze!!! gdzie on jest???!!!!"
- "No wie Pani, ci chlopacy co tutaj byli z rowerami, to wysiedli w Rülzheim"
- "Prosze Pana, prosze mi pomoc, co ja mam zrobic (panika na maxa), juz dzis rano dostalam kare za rower, a teraz ktos go ukradl! No nie, ja musze tam wrocic, o ktorej Pan wraca do Germersheim?"
"Za pol godziny"
"Boze, to juz po rowerze, przeciez nikt go tak po prostu nie wystawil, zajebal, jestem pewna!!!!! No nic, czekam tu na pana i wracam"
Oczywiscie w momencie oczekiwania na odjazd rozsialam panike, rozlalam lzy i te cala nienawisc dzisiejszego dnia na biednego Igora.
12:18
- "Prosze Pana kierowcy, czy jest Pan pewien, ze ci chlopacy wysiadali w Rülzheim? Czy bylby Pan tak mily i na kazdej stacji poczekal pare sekund az sprawdze czy gdzies tam moj rower nie stoi i ewentualnie wsiade spowrotem?"
- "Oczywiscie!"
Odjazd.
Ale mam stresa. Rodzice mnie zabija. To nowy rower i nie jeden wieszal na nim oko, to jakim niby cudem mialby go ktos tak po prostu wystawic z pociagu i zostawic w tej cholernej wiosce!!!!??? Cholerne wiesniaki! Ale ja glupia jestem, czemu go nie zapielam!!!!!
Juz siedze w kabinie kierowcy i oboje patrzymy na kazdej stacji czy nie ma roweru - idiotyczne co? :lol: Jockgrim - Rheinzabern - "no bardzo Pani wspolczuje, taki dzien, kara, ten rower...no pech!" Facet podciagnal zaluzje sloneczna abym lepiej widziala. Ludzie nie czaja o co chodzi, ja czerwona od placzu. RÜLZHEIM sie zbliza.
- "No wie Pani co, takiej historii to ja nigdy nie przezylem... ludzie gubia rozne rzeczy - telefony, notesy, portfele, czasem zapomna bagazu, no a rower, nawet Pani ubezpieczenie nie zaplaci, bo rower nie byl zapiety, no chyba, ze Pani posluzy sie tzw. "klamstwem koniecznym" :smile:, bo jak Pani szczerze powie jak to bylo, to nic Pani nie dostanie."
Pociag pedzi, "kolejna stacja Rülzheim, prosze wysiadac na prawo do kierunku jazdy, dziekuje" - zapodal do mikrofonu kierowca. Bierzemy zakret, juz widac budynki, maly dworzec, chodnik, oczekujacych ludzi...
- "Cos tam widze, to rower... stoi po lewej, widzi Pani? To ten?"
- "Bozeeeeee!!! To moj rower. Stoi taki samotny na pieprzonym malym zapuszczonym dworcu w tej pieprzonej wiosce! Nie wierze! Rower za 1300 zl stoi sobie tam tak po prostu?????????"
- "Nooo, to sie nazywa szczescie w nieszczesciu! :smile:, niech Pani leci po niego i jedziemy do Germersheim"
Nie wiem czy znacie takie ogromne, gigantyczne uczucie ulgi, jak taki ogromny kamien spada z serca, ze az cie skreca w zoladku, taki potezny banan na twarzy! :D

To wszystko wydarzylo sie dzisiaj miedzy 8:00 a 12:00.
Teraz jest 17:00 i tak z perspektywy czasu widze, jak bardzo zmalal problem kary w porownaniu do "uprowadzenia" roweru :smile: Dopiero teraz zdalam sobie sprawe, jakie ja mam bycze szczescie!!!

Najbardziej utkwily mi w pamieci slowa pozegnania tego maszynisty kiedy wysiadajac dziekowalam:
"To niesamowita historia i wie Pani co, to takie fajne uczucie moc uszczesliwic jakas osobe. Dzis bede mogl dobrze spac, bo wiem, ze zrobilem cos dobrego :smile: Napewno opowiem dzis o tym mojej rodzinie. Do widzenia, byc moze jeszcze kiedys sie spotkamy :smile:"



Niemcy-Wlochy

Pewnosc niemiecka na temat wygranej w Mistrzostwach Swiata w pilce noznej 2006 zostala zgaszona w ostatniej minucie!!! :smile: Niech zyje Pizza!!! :yes:
Dawno sie tak nie cieszylam! Po tym co Niemcy publicznie wypisywali na temat Polakow, obrazajac nas, nalezalo im sie. Oto przykladowe kawaly na nasz temat:

* "Ja to znam osobiscie polskich graczy - polowa z nich remontowala moj dom, a ich zony sprzataly moje mieszkanie."
* "Polacy przegrali mecz, bo do poludnia zbierali szparagi."
* "W dzien meczu Polska-Niemcy mozecie pozostawiac samochody pootwierane, bo w tym czasie wszyscy Polacy siedza przed telewizorami."
* "Polacy juz pojechali do domu, ale napewno nie z pustymi rekami."

Wreszcie pozwijali te swoje gigantyczne flagi. Niech je tam pajaki poobwijaja w pajeczyne do kolejnych mistrzosw :smile:
"Schade Deutschland, alles ist vorbei" (Szkoda Niemcy, wszystko jest stracone) chcialoby sie powiedziec... :cheers:
P.S. W albumie jest kilka fotek z MS w Karlsruhe.

Eksperyment

...Nastepnego dnia, kiedy chlopcy przyszli na lekcje angielskiego, Keatinga nie bylo w sali.
- Sluchajcie - do klasy wpadl Cameron - na tablicy ogloszen wisi informacja, ze Keating przeniosl dzisiejsza lekcje na dziedziniec.
- Ciekawe, na jaki pomysl wpadl tym razem - Pitts usmiechnal sie szeroko.
Wybiegli na korytarz i pognali na dol.

- Prosze panow - zaczal Keating, gdy wszyscy chlopcy stali juz przed nim w rownym szeregu. - W wasza ciezka prace wkradl sie niebezpieczny element konformizmu. Pitts, Cameron, Overstreet i Chapman, prosze wystapic. Stancie dwojkami. Na moj znak zaczniecie maszerowac wokol dziedzinca. Nie zastanawiajcie sie nad tym, co robicie. Po prostu maszerujcie. Nie bede wystawial ocen. Uwaga. Raz, dwa, trzy, marsz!

Chlopcy, rzucajac na siebie porozumiewawcze spojrzenia, ruszyli sztywnym krokiem. Przemaszerowali wzdluz bokow dziedzinca i wrocili do kolegow.

- Doskonale - pochwali Keating. - Maszerujcie dalej.
Kiedy po raz drugi robili obchod, Keating i reszta klasy obserwowali ich z uwaga. Po chwili chlopcy wyrownali krok, i niczym pluton paradujacych kadetow zaczeli glosno wystukiwac butami, raz, dwa, trzy, CZTERY, raz, dwa, trzy, CZTERY. Keating zaczal klaskac do rytmu.
- Slyszycie? Slyszycie? Zlapali! - krzyknal. - Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa... Maszerujacy uczniowie, znakomicie utrzymujac tempo, szli rowniutko jak zolnierze, wysoko unoszac kolana i sztywno zginajac rece w lokciach. Teraz juz cala klasa klaskala do taktu.

- Uwaga! Dosc! - zakomenderowal Keating.
Chlopcy zatrzymali sie i powrocili do szeregu.
- Zapewne wszyscy zauwazyliscie, ze na poczatku panowie Overstreet i Pitts szli nierownym, indywidualnym rytmem. Pitts odmierzal dlugie, zamaszyste kroki, a idacy obok Knox dreptal spiesznie, prawie biegl truchtem. Niewiele czasu zabralo im jednak dostosowanie sie do pozostalych dwoch chlopcow. A nasz doping sprawil, ze pomaszerowali... idealnie - dokonczyl Keating znaczaco. - Ale tak naprawde w naszym malym eksperymencie nie chodzilo ani o Overstreeta, ani o Pittsa. Dowiodl on jedynie, jak trudno jest jednostce utrzymac wlasny sposob zachowania pod naciskiem innych osob. Podobnie jest z przekonaniami. Trudno jest zachowac wlasne zdanie, kiedy presja otoczenia zmusza nas do jego zmiany. Jesli ktorykolwiek z was mysli teraz: "Ach napewno ja maszerowalbym po swojemu", to niech odpowie sobie, dlaczego klaskal. Ci, ktorzy klaskali, brali w tym taki sam udzial jak maszerujacy. Moi drodzy zacy, w czlowieku tkwi nieodparta potrzeba bycia akceptowanym. Za wszelka cene musicie jednak zaufac tym czastkom swojej osobowosci, ktore wyrozniaja was sposrod innych i sprawiaja, ze jestescie niepowtarzalni. Nawet jesli wyrozniajaca was cecha jest dziwna czy nieakceptowana. Frost powiedzial kiedys tak:

Gdy stanalem w lesie na rozstaju drog
Podazylem ta mniej uczeszczana,
I wiedzialem, ze to znaczy juz,
Ze jest inaczej.

Wiersz szczescia

* Zeby docenic wartosc jednego roku, zapytaj studenta, ktory oblal koncowe egzaminy.
* Zeby docenic wartosc miesiaca, spytaj matke, ktorej dziecko przyszlo na swiat za wczesnie.
* Zeby docenic wartosc godziny, zapytaj zakochanych czekajacych na to, aby sie zobaczyc.
* Zeby docenic wartosc minuty, zapytaj kogos, kto przegapil autobus lub samolot.
* Zeby docenic wartosc sekundy, zapytaj kogos, kto przezyl wypadek.
* Zeby docenic wartosc setnej sekundy, zapytaj sportowca, ktory na olimpiadzie zdobyl srebrny medal.

Czas na nikogo nie czeka. Lap kazdy moment, ktory ci zostal, bo jest wartosciowy. Dziel go ze szczegolnym dla ciebie czlowiekiem - bedzie jeszcze wiecej wart!!!

Narcyz

... on rowniez znal mit o Narcyzie, owym urodziwym mlodziencu, ktory chodzil codziennie podziwiac wlasne odbicie w tafli jeziora. Byl tak pochloniety swoim obrazem, ze pewnego dnia wpadl do jeziora i utonal. W miejscu jego smierci, na brzegu, wyrosl kwiat, ktory nazwano narcyzem.
Ale Oskar Wilde nie zakonczyl na tym swej historii. On opowiedzial, jak po smierci Narcyza lesne boginie, Oready, przybyly nad brzeg tego slodkiego ongis jeziora i zastaly je przemienione w czare gorzkich lez.
- Dlaczego placzesz? - spytaly Oready.
- Placze za Narcyzem - odrzeklo jezioro.
- Wcale nas to nie dziwi - powiedzialy wowczas. - Calymi dniami uganialysmy sie za nim po lasach, ale jedynie ty mogles z bliska rozkoszowac sie jego uroda.
- Narcyz byl zatem piekny? - zdziwilo sie jezioro.
- Ktoz lepiej od ciebie moglby to wiedziec? - wykrzyknely zaskoczone Oready. - Przeciez nad twoim brzegiem pochylal sie kazdego dnia.
Jezioro zamilklo na chwile, po czym rzeklo:
- Oplakuje Narcyza, ale nie dostrzeglem nigdy, ze jest piekny. Oplakuje Narcyza, bo za kazdym razem, kiedy pochylal sie nade mna, moglem dojrzec na dnie jego oczu odbicie mojej wlasnej urody.

Ordnung muss sein!

Tak sie wlasnie zastanawiam czy cos takiego przeszloby w Polsce?

Wielkie grilowanie

Nie lubie mowic o pogodzie, ale to co sie tu dzieje jest nie do wytrzymania - albo swieci slonce, albo leje jak z cebra. Nie wiadomo co robic, bo gdy sie siedzi w domu, to jest slonecznie, a jak sie wyjdzie na zewnatrz, to automatycznie zaczyna lac. W ten weekend postanowilismy sie jednak z Igim zbuntowac i zupelnie nie brac zmian pogodowych pod uwage :smile:
Jakies dwa tygodnie temu poznalam na uczelni bardzo fajna Polke. Aska pochodzi z Nowe Targu, wiec przezywam ja "gorolka" :wink: Mamy wspolnie kilka zajec, ale niestety ona nie mieszka w Karlsruhe, tylko jakies 40km stad. Juz od dawna planowalysmy grila, ale zawsze cos komus wypadalo. Tym razem bylo jednak inaczej - gril sie odbyl! Aska wpadla na genialny pomysl, aby go zorganizowac w garazu i tak wlasnie bylo - na zewnatrz leje jak 150, a my bawimy sie w najlepsze :cheers:
Co jednak stanowilo gwozdz programu? POLSKIE BROWARY!!! Przed impreza pojechalismy z Igim do Maxa (polski sklep w KA) i wyobrazcie sobie, ze oprocz polskiej kielbasy dostalismy polskie piwo od koloru do wyboru, soki Kubus i Tymbarka, oraz co najwazniejsze slonecznik (w kregu moich znajomych nazywany "sloniem" :alien: ).
Tak naprawde, to czlowiek sobie nawet nie zdaje sprawy jak bardzo jest przywiazany do produktow ojczystych. Przeciez ja bym w zyciu nie napisala takiego bloga gdybym byla w Polsce, a tu polskie piwo czy inne polskie pysznosci sa rzadkoscia, warta opisania nawet na moim blogu hahaha!!! :lol:
P.S. W albumie jest jak zwykle pare fotek.

MODA

Nigdy nie szlam z pradem mody - nosilam co uwazalam za wygodne i nigdy mnie az tak bardzo nie obchodzilo co inni o tym mysla. Jednak ubior w jakims tam sensie odzwierciedla osobowosc. Niektorzy nadrabiaja ciuchami, bo nie maja czym. Kupuja drogie modne ciuszki, albo chca za wszelka cene byc ubrani oryginalnie, bo mysla, ze sa tacy wyjatkowi - bzdura! Wkurzaja mnie ludzie, ktorzy nigdy nie ubiora czegos, co nosi polowa miasta, albo ci co sie jak polowa miasta ubieraja. Wkurzaja mnie laski, ktore ciagle gadaja o ciuchach i maja w szafie milony torebek pasujacych do lakieru na paznokciach.
Ostatnio bylam z Igim na wycieczce rowerowej, ktora zakonczyla sie piknikiem w parku zamkowym. Pogoda byla piekna, ludzie foczyli sie na kocach jak kury na grzedzie i wszyscy wydawali mi sie tacy sami. Moze i to wplyw "Roku 1984", ktory ostatnio przeczytalam, a moze i nie, ale gdzie sie nie obejrzalam, widzialam tych samych ludzi, tak samo ubranych, tak samo sie zachowujacych, reklamowo szczesliwych. Tak namietnie obserwujac spoleczenstwo w parku zamkowym dojrzalam kilka sztywno panujacych regul bycia "cool" (nienawidze tego slowa), sa to:
1. kolczyk w nosie lub na gornej wardze
2. nie majacy znaczenia tatuaz na krzyzu lub na ramieniu
3. obcisla bluzeczka, czesto podkreslajaca obfita talie
4. dzinsy typu "biodrowki", z ktorych mowiac doslownie wylewa sie nadmiar Mc' Donalda

Germersheim

Germersheim - male miasteczko lezace jakies 30km od Karlsruhe, gdzie 60% to obcokrajowcy i studenci Uniwersytetu Gutenberga, do ktorych teraz rowniez i ja naleze :yes:
Tak wlasnie, po prawie calorocznej przerwie doczekalam sie wreszcie studiow za granica, co bylo jednym z moich najwiekszych marzen!
Na poczatku naprawde sie obawialam tego, co tam zastane - majac doswiadczenia po torunskim kollegium na sama mysl o dalszym studiowaniu dostawalam gesiej skorki :no: ale tu jest naprawde zupelnie inaczej - tak po krotce powiem, ze studia w Niemczech sa zbudowane z dwoch zaleznych od siebie etapow:
1. Grundstudium (studium podstawowe), 2. Hauptstudium (studium glowne), z czego pierwsze konczy sie tzw. Vordiplomem (przeddyplomem), a drugie Diplomem (dyplomem koncowym). Ale aby wszystko bylo jasne, to ja nadal jestem w Grundstudium, ale na 3 semestrze, wiec jeszcze troche przede mna :smile: najfajniejsze tu jednak jest to, ze sama o wszystkim decyduje - co i kiedy chce studiowac i w ktorym semestrze.
No koniec z teoria, teraz opowiem po krotce o praktyce :smile:
Zaraz pierwszego dnia poznalam super ludzi z wielu ciekawych zakatkow swiata jak. np Z Brazylii z samego Rio de Janerio, z Finlandii czy z Chin. To naprawde niesamowite uczyc sie obcego jezyka, w ze tak sie wyraze, "kolorowym" gronie :up:
Teraz to naprawde czuje sie prawdziwa studentka - mam wyklady w prawdziwych skosnych salach, obiad w Menzie studenckiej kosztuje mnie 1,60€, sama sobie wybieram zajecia i terminy, ktore mi bardziej pasuja, a co najwazniejsze ucze sie nie tylko w szkole, ale rowniez od wspolstudentow takich rzeczy jak nowa kultura, obyczaje, tradycje, mentalnosc, rozwiazywanie problemow i inne perspektywy spojrzen na te same rzeczy.
Teraz jestem naprawde szczesliwa, bo robie to co lubie i to, o czym zawsze marzylam!!!
A oto fotka uniwerku od strony rynku:

ZYRAP

No dobra, wypadaloby cos napisac :smile: Ostatnio sie u mnie tak wiele wydarzylo, ze juz teraz prawie zupelnie nie mam czasu na gadu-gadu czy tez sprechu-sprechu, jak kto woli p:
Ale tak po krotce, to jak wynika z wczesniejszej notki, mialam ostatnio okazje byc w Paryzu i do tego w dosc nietypowym okresie, bo na Wielkanoc. No co tu duzo gadac - bylo cudownie! Ten, kto juz kiedys widzial Paryz, wie jakie to uczucie moc tam spedzic urlop... to jak sniadanie u Tiffaniego, tylko ze w moim wydaniu bylo to sniadanie pod Wieza Eiffla :D No coz, nie bede tego wyjazdu ubierac w przymiotniki - zdjecia mowia juz same za siebie!
A tak przy okazji, to obiecalam sobie napisac jedna negatywna rzecz na temat Paryza, a mianowicie to, ze tam smierdzi i jest brudno! Kto czytal "Pachnidlo" lub "Golab" Süskinda, to wie, jakie zapachy i brudy mam na mysli :yuck: Najgorzej jest w metrze, przy Sekwanie i w ciasnych paryskich uliczkach.
A tak jeszcze dodajac na marginesie, to wiem, ze na urlopie nie powinno sie myslec o pieniadzach, ale w ramach ostrzezenia :ninja: , to wjazd na Wieze Eiffla kosztuje 11€, do Louvru 8,50€, do katedr 7,50€, szklanka Coca Coli 0,33 stoi po 3,40€!!! Homer: Doh! a pizza sredniej klasy 8-9€. Z hoteli polecam oczywiscie Formule 1, gdzie nocleg jest za 32€ (to bardzo tanio!!!) no i jesli chodzi o auto, to lepiej zostawic je na parkingu i do miasta udac sie metrem, chyba ze placicie wysokie ubezpieczenie :lol:

"Zawsze mamy Paryz"


Wieza Eiffla, symbol Paryza. Paryz, Paris, Parijs - w kazdym jezyku swiata nazwa ta brzmi tak samo romantycznie i wywoluje tak namietne uczucia. To miasto milosci - "un ville de l'amour" jak mawiaja Francuzi :love: :love: :love: To najbardziej romantyczne miasto na calym swiecie i ja je uwielbiam :yes:
W tym roku mi sie poszczescilo, bo razem z Igim jedziemy tam na Wielkanoc. Wiem, ze to szalone, ale oboje mamy fiola na punkcie Arago i tajemnic ukrytych w murach Louvru. Oboje uwielbiamy ksiazke "Kod Leonarda da Vinci" i na wlasna reke mamy zamiar przejsc ponownie cala linie Rozy - wtajemniczeni wiedza o co chodzi :D

Ale jedno co mnie zastanawia jest to, dlaczego ludzie tak specyficznie reaguja na slowo PARYZ. Wyobrazmy sobie taka rozmowe:
- jak spedzasz sylwestra?
- u znajomych nad morzem, a ty?
- w Paryzu
- WOW, w Paryzu, szczesciara!!!

To miasto ma w sobie cos tajemniczego, cos, co przyciaga ludzi jak magnes... strzezcie sie go :wizard:

Reich

... i znowu do Reichu ... gdyby nie Igi, to nic by mnie tam nie ciagnelo ...
... dobrze, ze mam dom, bo zawsze jest dokad wrocic ...
... zeby Polska byla Polska!!!
Do zobaczenia na Obczyznie!

Przemiana

Ta notka jest z dedykacja dla Kasi :wizard:
Od 3 lat zapuszczam wlosy. Kazde male podciecie koncowek przyprawialo mnie o biala goraczke :insane: Zawsze marzylam o dlugich prostych wlosach, lsniacych i delikatnych... no coz... Przyszedl dzien, w ktorym stwierdzilam, ze mam dosc "namiotu" na glowie (na mysli mam popularna fryzure z przedzialkiem posrodku). Zapragnelam zmiany.
Dobrze sie sklada, ze dziewczyna mojego brata - Kasia, moja, mam nadzieje, przyszla bratowa - od dawien dawna interesuje sie wizazem. Zawsze jak pojawialam sie w Pile dopadala mnie z nozyczkami, farbowala wlosy, nadawala mi koloru, ale leniwa Ula zawsze trzymala sie swojego stylu - czytaj braku stylu :smile:
Tym razem bylo inaczej.
W pewnien srodowy czy czwartkowy wieczor postanowilam z Kasia odwiedzic moja babcie. Nie wiem jak, ale zeszlo na temat wlosow i na maxa wkrecilam sobie, ze chce zmienic fryzure calkowicie :headbang: Ze Kasia pracuje w salonie fryzjerskim u swojej mamy, miala przy sobie klucze, wiec o godzinie 21.00 zabralysmy sie za rzezbienie mojego nowego wizerunku :psmurf:
Do tego wczoraj Kasia cwiczyla na mnie rozne makijaze, gdyz jej marzeniem jest zostac prawdziwa wizazystka, a laska jest naprawde dobra, i efekt mojej przemiany zostal uwieczniony na zdjeciach, ktore jak zwykle umiescilam w albumie :smile: Prosze o krytyke!

Weekend w Karpaczu

Od ponad tygodnia jestem w moim domku w Pile. Niebawem zaczynam studia, wiec nie wiem kiedy ponownie przyjade do Polski, dlatego na maxa chce wykorzystac moj czas spedzony w rodzinnych katach.
W domu jest tak jak to zwykle bywa w domu, przynajmniej u nas p: Wstaje, a raczej mama zwala mnie z wyrka kolo 10.00 :faint: , pijemy kawke, gadamy i jakos zaczyna sie dzien. Zdarza sie, ze do poludnia obejrzymy lub dokonczymy jakis film, ale ogolnie nic ponadnormalnego sie nie dzieje.
Aby moj tekst kleil sie kupy dodam, ze od jakiegos czasu moj brat na maxa wkrecil sie w deske snowbordowa i odnajduje moc w gorach, dlatego powstala wizja weekendowego wypadu w Karkonosze.
Nigdy nie bylam zima w gorach, co wiaze sie z tym, ze nigdy nie jezdzilam na nartach, dlatego ten pomysl bardzo mi sie spodobal. Na spontana zalatwilam sobie ciuchy i sprzet niezbedny do tego rodzaju imprezy i w droge :smile:
Na poczatku wkrecalam sobie, ze nigdy nie naucze sie zjezdzac na nartach i ogolnie zadawalam sobie pytanie "co ja tutaj robie" :confused: do momentu, gdy zalozylam boazerie na moje niedoswiadczone stopki :insane: Poczulam moc! :headbang: Po dwoch malych probach utrzymania rownowagi i ogolnego poruszania sie na nartach, tata kupil mi karnet na stok i juz poszlo. Nawet nie spadlam z orczyka mimo wczesniejszym wkretom brata, ze kazdy przy pierwszym razie z niego spada :yes: - szczescie poczatkujacego :lol:
Nastepnego dnia nie czulam nog tylko moje wszystkie miesnie - duzo ich :eyes: Moj brat z kumplami dalej walczyl ze zjazdami na parapecie, a ja dalam sie rodzicom namowic na wedrowke po szlakach Karkonoszy - lacznie ze Sniezka :hat:
To byl naprawde cudowny weekend! Nigdy w zyciu nie widzialam na wlasne oczy tyle sniegu w jednym miejscu, a krajobrazy byly naprawde jak w "Marszu pingwinow". Gdybym byla malarzem impresjonista, to namalowalabym kazdy szczegol tego kunsztu natury... ale nie jestem, wiec te obrazy pozostana w mojej glowie i na fotografiach...

Galernicy wrazliwosci

Ci, co odczuwaja ciezar swiata mocniej niz inni...
Ci, co nie potrafia nic nie czuc...
Ci, co nie umieja niemyslec...
Ci, co sa stworzeni do swiata jaki powienien byc, a nie jaki jest... ta roznica ich meczy...

Ci, sie snuja po bezsennych nocach nic nie rozumiejac...
Ci, co maja odwage odczuwac siebie i wlasne cierpienie...
Ci, ktorzy sa niezrozumieni, przez tak zwanych "normalnych ludzi"
Ci, tworzacy w bolu rozne "bezuzyteczne rzeczy"
Ci, na ktorych patrzy sie jak na przybyszy z innego systemu slonecznego...
Ci, ktorzy widza cos wiecej niz tylko szara codziennosc...
Ci, ktorzy ciagle poszukuja milosci, przyjazni... maja racje bo nic innego nie warto szukac...

Ci, ktorych sie nie zauwaza ze wzgledu na ich "boska" dyskrecje i szacunek dla innych...

Ci, ktorzy wola zadac sobie bol chroniac innych...
Ci, ktorzy niewiadomo dlaczego znalezli sie na ziemi...
Ci, dla ktorych zycie jest cudownym bezsensem...
Ci, dla ktorych czlowiek jest codzienna-kosmiczna zagadka...
Ci, szukaja absolutu myjac zeby...
Ci, ktorych jest mniej...
Ci, dla ktorych poranne wstawanie jest czasem kolejnym dniem koszmaru... i
ich pierwsza poranna mysl to - co ja tu robie?
Ci, ktorzy nigdy nie zrozumieja glupoty i obojetnosci...


Badzcie pozdrowieni, galernicy wrazliwosci...

Dworzec

...za 2 godziny mam autobus do Polski...Euro Lines...i znow czeka mnie kolejne pozegnanie...
...ale lubie dworce...to miejsce najwiekszych i najszczerszych emocji do jakich czlowiek jest zdolny...tam mozna zmienic bieg wydarzen...tam mozna zmienic swoje zycie w przeciagu chwili...wystarczy tylko spojrzec na tablice odjazdow...wsiasc do pociagu byle jakiego...nie dbac o bagaz...nie dbac o bilet...
...do zobaczenia w Ojczyznie!

Czas surferow

Maja jak obiecala, tak byla...byla u mnie ponad tydzien i bylo naprawde fantastiko :smile: Zreszta sami zobaczcie, bo w albumie sa nowe zdjecia.
Bylysmy w Heidelbergu, w Mannheim, w Karlsruhe :smile:
Czas spedzony z Majka byl naprawde cudowny - robilysmy zwariowane rzeczy jak np. zwiedzanie w deszczu Karlsruhe z tramwaju, fotografowanie dziwnych ludzi tak po prostu na ulicy, codzienne ogladanie najlepszego filmu w historii polskiego kina "Czas surferow", polska impreza do 6.30 na ranem, ale nasza kulminacja byla niedziela (4 godziny snu) - tego dnia Majka miala wracac do Polski. Byly lzy, przytulanie, wspomnienia ostatnich wspolnych dni...Majka wreszcie wsiadla do autokaru... ale Igor wpadl na pomysl, aby zrobic jej jeszcze niespodzianke wiec pojechalismy do nastepnej miejscowosci gdzie autokar robil przerwe, czyli do Mannheim (60km od Karlsruhe). Gdy tylko dojechalismy na parking i gdy tylko ujrzalam autokar, czym predzej wyskoczylam z samochodu w poszukiwaniu Marysi. Przed autobusem jej nie bylo wiec weszlam do niego i co widze! Majka siedzi smutna ze spuszczona glowa, oczy czerwone od placzu, wlosy poczochrane.
- "Czesc Majka!". Ona jak w transie podniosla te swoje wielkie brazowe oczy.
- "O kurwa! Ula! co ty tu robisz!?"
Wstala z miejsca jak dzik, oczy jej sie zaczely pocic, banan pojawil sie na twarzy.
- "Przyjechalam aby zaprosic cie na kawe"
- "Ula! Ja dzis nie dam rady, nie chce jechac, jak tylko bylaby taka mozliwosc, to przebukuje bilet na jutro!"
- "No to dawaj!"
Po 10 minutach bilet zostal przebukowany na poniedzialek, a Igor zajal sie wypakowywaniem Majki bagazy z autokaru. Ludzie, ktorzy widzieli ta cala akcje troche sie zgarbili, ale co tam, najwazniejsze, ze moglysmy jeszcze jeden dzien spedzic razem.

"Zycie to wielka impreza, a TY zyj tak, abys nie byl na niej kelnerem... A to byla dotychczas moja najlepsza impreza na jakiej bylam!"

Pila wita Jeleni

Na poczatku chcialabym powiedziec, ze ten kawalek dedykuje wszystkim Pilaninom!!!
Ostatnio na maxa wkrecil mi sie utworek zespolu Strachy Na Lachy "Pila Tango". Sama pochodze z Pily i az przyjemnie posluchac co chlopaki tam spiewaja o tej naszej metropolii :lol:

"Piła tango"
Oto historia z kantem co podwójne ma dno
Gdyby napisał ją Dante
To nie tak by to szło...
Grzesiek Kubiak, czyli Kuba rządził naszą podstawówką
Po lekcjach na boisku ganiał za mną z cegłówką
W Pile było jak w Chile każdy miał czerwone ryło
Mniej lub bardziej to pamiętasz ? spytaj jak to było
W czasach gdy nad Piłą jeszcze latały samoloty
Wojewoda Śliwiński kazał pomalować płoty
Potem wszystkie płoty w Pile miały kolor zieleni
Rogaczem na wieżowcu Piła witała jeleni
Gruby jak armata Szczepan błąkał się po kuli ziemskiej
Trafił do Ameryki prosto z Legii Cudzoziemskiej
Baca w Londynie zbuchali się sąsiedzi
Lżej się tam halucynuje, nikt go tam nie śledzi
Karawan z Holandii. On przyjechał tutaj wreszcie
Są już Kula, Czarny Dusioł - słychać strzały na mieście
Znam jednak takie miejsca gdzie jest lepiej chodzić z nożem
Całe Górne i Podlasie ? wszyscy są za Kolejorzem
Andrzej Kozak, Mandaryn ? znana postać medialna
Tyci przy nim jest kosmos, gaśnie gwiazda polarna
Jest tu Siwy, który w rękach niebezpieczne ma narzędzie
A kiedy Siwy tańczy - znaczy mordobicie będzie
U Budzików "Pod tytulem" chleją nawet z gór szkieły
Zbigu śpi przy stoliku, ma nieczynny przełyk
Lecz spokojnie panowie ? według mej najlepszej wiedzy
Najszersze gardła tu to mają z INRI koledzy
Nad rzeką latem ferajna na grilla się zasadza
Auta z Niemiec ? sam wiem kto je tu sprowadza
Żaden spleen i cud, na ulicach nie śpią złotówki
W Pile Święta jest Rodzina i święte są żarówki
Nic nie szkodzi, że z wieczora miasto dławi się w fetorach
Ważne że jest żużel i kiełbasy senatora
Fajne z Wincentego Pola idą w świat dziewczyny
Po pokładzie jeździ Jojo bicyklem z Ukrainy

Fajne jest to, ze jak slucham tego kawalka, to przed oczami mam obrazy tego miasta - na Gornym mam babcie, na Podlasiu mieszka moja Majka z ktora chodzilam na piwko do "Pod tytulem", mam kumpla, ktory gra w INRI, bylam chrzczona w kosciele Swietej Rodziny, a zadania domowe odrabialam przy jarzeniowce Philipsa, w kazda niedziele slychac zuzel, senator szczyci sie w Pile domem towarowym "Stoklosa" :smile:, znajomy sprowadza auta z Niemiec, a w naszym liceum na Wincentego Pola poznalam moich przyjaciol...
Az sie lezka kreci w oku...

Fasching

W sumie nie chcialam o tym pisac, ale stwierdzilam, ze nowosci kulturowe sa zawsze ciekawe. O co konkretnie chodzi... no a o to, ze wczoraj zaczal sie w Niemczech "Fasching" - po naszemu bylby to "Karnawal" :smile: Impreza ta trwa 6 dni - po naszemu 6 dni na kacu :drunk: :beer: :cheers: , ale co ciekawe najwieksza i najbardziej szalowa jest w Köln i w Mainz - te nawet sa transmitowane w TV.
Na czym ten caly Fasching polega... no ten kto wie jak wyglada Karnawal w Rio, to wie na czym to polega. Pierwszych 5 dni to imprezy w lokalach, w knajpach, w akademikach - jednym slowem gdzie popadnie, a calosc konczy sie we wtorek wielka parada przez centrum miasta, gdzie kazdy jest przebrany za rozne dziwne stwory, muzyka gra, laski tancza itd. :jester: :headbang: :knight: :sing: :psmurf: :smurf: :devil: :queen:
Ogolnie nie przepadam za tego typu rodzajem imprez, gdzie spotyka sie rodzicow z dziecmi z wata cukrowa w reku miedzy nachlana zgraja malolatow, ale Fasching organizowany przez studentow jest calkiem spoko - wiem, bo w zeszlym roku mialam okazje byc na takiej imprezce - co prawda nie ma gdzie wlozyc palca, ale piwko jest za 1€ :D
Poza tym przyjezdza do mnie Majka wiec bedzie sie dzialo!!!!!!!!!!
Zycze wam udanego karnawalu! :bomb:
P.S. W albumie sa fotki z Faschingu!

23 luty

Zabijcie mnie, ale naprawde mam w moim zyciu kolejny motyw zwiazany z liczba 23!!! Wlasnie dzis dostalam oficjalny list z uniwersytetu o przyjeciu mnie na studia na 2 rok!!!!!! Tak sie ciesze. Dlugo czekalam na te wiadomosc, a tu ot tak 23 lutego list z uczelni :hat:
Aby uczcic te wiadomosc, wybralam sie do miasta na male zakupy typu bluzka, spodnie, buty - to co kobiety lubia najbardziej :yes:, ale impreza pokrapiana :drunk: bedzie dopiero wtedy jak przyjedzie do mnie Majka - buzka dla niej p:
Poza tym u mnie nic nowego, no moze z takim wyjatkiem, ze na poczatku marca wybieram sie do Polski i mam tam zamiar zagoscic 2 tygodnie :jester: Mozliwym jest, ze wybiore sie tez do Torunia odwiedzic stare katy, wiec pewnie bedzie sie dzialo :smile:
Tymczasem pozdrawiam wszystkich czytelnikow mojego bloga!
A ty Majka daj znac co i jak z tym przyjazdem.
Caluski! :love:

Polski sklep

To nie do wiary, ale w Karlsruhe znalazlam POLSKI SKLEP!!! Mozna tam kupic kiszone ogorki, grzybki w occie, bigos, fasolke i golabki w sloiku, wodke zoladkowa, piwo Warka, Tatra, Reds i nawet spirytus :D, baton Danuska (cos o takiej nazwie moze byc tylko z Polski :lol: ), slonecznik, konserwy, zupki instant firmy Winiary, kisiel, galaretka i co najwazniejsze POLSKA kielbasa :yes:
Teraz nareszcie moge poczuc sie jak u siebie w domu :cheers: . Ale wiecie co, najdziwniejsze jest to, ze takie rzeczy docenia sie dopiero wtedy, kiedy sie jest na obczyznie. Wszystko ma jakby wieksza wartosc i nawet lepiej smakuje :smile:
Pozdrawiam wszystkich rodakow!!!!!!!!!! :headbang:

Ku pokrzepieniu serc

Nigdy wczesniej nie lubilam Walentynek. Zawsze uwazalam, ze to tylko dobry dzien dla sprzedawcow, ktorzy zbijaja na kwiatach, czekoladowych serduszkach i innych walentynkowych gadzetach kupe kasy. I nadal tak uwazam. Zmienilam tylko swoje nastawienie do tego dnia.
Tak dzis rano w tramwaju sobie rozmyslalam, ze w sumie, to fajny dzien. Zeby nie bylo, to ja jestem z tego typu ludzi, ktorzy mowia "kocham cie" kazdego szarego dnia, ale nie kazdego dnia majsterkuja kartki wypelnione poezja.
Dzis uwazam, ze tego dnia mozna swietnie wykazac sie kreatywnoscia i romantyzmem, ktory chyba tak naprawde siedzi w kazdym zakochanym :love:
Tak na chwile odbiegajac od komercji - czy to nie fajne uczucie dostac bukiet czeronych roz i kartke z wierszem napisanym tylko dla ciebie?
Wszystkim zakochanym i niezakochanym dedykuje ten oto wierszyk Moliera i zycze wspanialego niezapomnianego wieczoru, z ktorego zdjecia moznaby wkleic do albumu :lol:

Milosc, to mistrz nie lada.
Ona w jednej chwili czyni z nas cos,
Czym przedtem nigdysmy nie byli.
Nieraz w naturze w sposob nieslychany,
Nauki jej sprawiaja zupelne przemiany.
Jednym tchnieniem potezna ta wladza,
Jakby cudem na innych ludzi nas przeradza.
Z jej woli wraz sie skapy robi rozrzutnikiem,
Tchorz - rycerzem,
Gbur prosty - czulym zalotnikiem.
Najbardziej tepej duszy ona daje ostrze,
I nagla bystrosc wlewa w pojecia najprostsze.

Ptaki ciernistych krzewow

"Pewna legenda opowiada o ptaku, ktory spiewa jedynie raz w zyciu, piekniej niz jakiekolwiek stworzenie na ziemi. Z chwila gdy oposci rodzinne gniazdo, zaczyna szukac ciernistego drzewa i nie spocznie, dopoki go nie znajdzie.
A wtedy wyspiewujac posrod okrutnych galezi, nadziewa sie na najdluzszy, najostrzejszy ciern. Konajac wznosi sie ponad swoj bol, zeby przescignac w radosnym trelu slowika i skowronka. Jedna, najswietniejsza piesnia, za cene zycia. Caly swiat zamiera, aby go wysluchac, usmiecha sie nawet Bog w niebie. Bo to, co najlepsze, trzeba okupic ogromnym cierpieniem..."

Za kazdym razem (no moze nie za kazdym razem :smile: ) zaczynajac czytac ksiazke zaczynam od biografii autora, aby moc lepiej zrozumiec co mial na mysli piszac dana powiesc. Majac juz za soba kilka pozycji i kilka biografii doszlam do wniosku, ze wielu pisarzy laczy jedna rzecz - cierpienie. Ma ono jednak rozne twarze: nieszczesliwa milosc, utrata bliskiej osoby, samotnosc, niespelnienie, nieszczesliwy wapadek, kalectwo, rozczarowanie... typowe codzienne sprawy, ktore dotycza kazdego z nas.
Mowi sie, ze "cierpienie uszlachetnia" - cos w tym jest. Nie wiem dlaczego, ale ksiazka napisana przez osobe, ktora wiele przeszla w zyciu jest lepsza, prawdziwsza, niz ot tak dla pieniedzy napisana powiesc.
Nie chodzi nawet o pisarzy, ale rowniez malarze pod wplywem cierpienia tworza obrazy, ktore staja sie bezcenne. No wezmy np. Toulouse-Lautrecka - byl karlem, cale zycie sie z niego nasmiewano, kobiety kochaly go tylko dla pieniedzy, nawet za sex musial placic, a dzis placi sie na aukcjach miliony za jego obrazy. Podobnie bylo z van Goghiem - nie potrafil odnalesc swojej drogi w zyciu, najpierw chcial zostac kaznodzieja, pozniej malarzem, byl nieszczesliwie zakochany w kobiecie, ktora podeptala jego uczucia, na swoje obrazy nie mial zbytu, w koncu odebral sobie zycie.
Nie wiem dlaczego, ale gdy czlowiek bardzo cierpi, jego dusza staje sie szlachetniejsza i uczucia czystsze. Piosenki o milosci, obrazy pelne bolu, powiesc o smierci taty bardziej nas przekonuja, niz wymysl wyobrazni.
W zyciu piekne sa tylko chwile... a reszta to bol?
Ale to wlasnie dzieki niemu te chwile staja sie piekne...

Kronika wspomnien

Jednym z moich gwiazdkowych prezentow byla kronika. Dostalam ja od Szyma i Kasi aby "uporzadkowac" swoje zycie, bo ci co mnie znaja, wiedza, ze zbieram wszystko, co budzi wspomnienia (podobno mam to po mamie) - karty pocztowe, zdjecia, bilety, wycinki z gazet... Zawsze chcialam nadac temu wlasciwy porzadek, aby moc w przyszlosci pokazywac swoim dzieciom :smile:, ale jako zwykly Ziemianin, nigdy nie znajdowalam na to czasu.
Tym razem bylo inaczej.
Jak to w XXI wieku, rzadko kto ma zdjecia w albumach; teraz to raczej w formie digitalnej posegregowane w katalogi i foldery. Moim zdaniem to tez jest jakis sposob kunsztu, ale ja naleze raczej to typu ludzi sentymentalnych i lubie od czasu do czasu poogladac zdjecia, moc je wziac do reki, poczuc zapach starego papieru, oddac sie wspomnieniom...
I tak wczoraj nadszedl ten wielki dzien. Razem z Igim odtwarzalismy nasza historie - od momentu poznania, do teraz. Wszystko to, co razem przezylismy, "zapisalismy" na bialych kartach naszego losu...

"Umiera sie w byle jakim miejscu zycia i dzieje czlowieka zawarte miedzy urodzeniem jego, a smiercia wygladaja niekiedy jak nonsens. Ktoz bowiem jest w moznosci o kazdej chwili przemijajacej pamietac, by mogla ona byc na wszelki wypadek jego gestem ostatnim?"

Cisza jest glosow zbieraniem

Cos dawno mnie tu nie bylo :sst: haha! :D Sama nie wiem... cos ostatnio mnie moja wena opuscila i w ogole nie moge pozbierac mysli. Moze na poczatek tak w skrocie, co u mnie nowego i starego... no wiec jesli chodzi o kino, to goraco polecam "Wyznania gejszy" - film na podstawie wspanialej powiesci Arthura Goldena pod tym samym tytulem. Pewnie wielu z was slyszalo co nieco na temat tej ksiazki, badz filmu, ale dla tych, co "ni widu ni slychu", to jest to pamietnik dziewczyny, ktora opowiada o swoim zyciu i o tym jak to sie stalo, ze zostala Gejsza. Co mnie zafascynowalo w tej powiesci? A mianowicie to, ze jest ona napisana nie przez Japonke, lecz przez Amerykanina, ktory pisze ksiazke na podstawie wywiadu, a raczej zwierzen owej Gejszy. Uwazam, ze to fascynujace czytac pamietnik, ale z perspektywy obcej osoby. No nic, nie bede przynudzac. Najlepiej sami zobaczcie i ocencie.
O filmie juz bylo, to moze jeszcze tak expresowo co Ula obecnie czyta :smile: Oj ludziska! Czytam wspaniala ksiazke, extra kriminal i styl podobny do "Kodu Leonarda da Vinci", a mianowicie "Klub Dumas" Arturo Perez-Reverte. Na podstawie tej ksiazki powstal film Polanskiego znany jako "Dziewiate wrota". Czy diabel kryje sie w kobiecym ciele? :devil: Zapraszam do lektury, a sami sie przekonacie!
No dobra, koniec gledzenia o kulturze, w koncu kazdy szuka czegos dla siebie, a ja tylko polecam :wink:

P.S. Aha! Najwazniejsze :smile: mam juz skype'a i tak mozna mnie odszukac: ulachen1983

Co za weekend! [*]

W piatek, z okazji przyjecia mnie na studia, Igi zaprosil mnie do Francji na Flammkuchen (o tej potrawie pisalam juz kiedys w blogu, wiec nie bede sie powtarzac). Bylo cakiem przyjemnie, bo razem z nami wybrali sie Natalia i jej facet Ergün.
W sobote natomiast bylismy we Freiburgu na turnieju w pilkarzyki (fotki znajdziecie w albumie) - lacznie w grze braly udzial 23 druzyny! To byl jeden z najdluzszych dni w moim zyciu, bo od 6.00 do 5.00 rano! Ejjj, ludziska, 23 godziny bez snu!!! Ach ta liczba mnie wykonczy :no: Ogolnie, to bylo superowo, bo Igi i Ergün grali, a ja z Natalia cwiczylysmy podnoszenie butelek :cheers:
W niedziele przez 2 godziny widzialam dzien :zzz:, a dzis jeszcze nie wiem o co chodzi :left: :right: No ale luz, moze pod wieczor sie znajde :smile:
Jesli chodzi o dzien dzisiejszy, to mam fajna informacje dla tych, ktorzy widzieli "Marsz pingwinow", bo w kanale "Pro Sieben" o 20.15 jest program dokumentalny o tym, jak krecono ten film. Oczywiscie jest to po niemiecku, ale moga byc ciekawe zdjecia, wiec zapraszam!
To narazie tyle...ide sie ogarnac :psmurf:

P.S. Ta tragedia w Katowicach miala miejsce w sobote o 17:15, czyli 17+15=32, a odzwierciedlenie tej liczby daje 23!!!!!!! Czy to przypadek :confused:
Ku pamieci dla ofiar tragedii... [*][*][*][*][*] :frown:

Studencko :)

Jako przyszla studentka zaczelam sie powoli wczuwac w klimaty uczelniane i moim pierwszym krokiem byla IMPREZA :hat: na uniwerku!!! :cheers: Zorganizowali ja studenci z wydzialu nauk i wbrew pozorom nie bylo zadnych krawaciarzy :yes: Bylo naprawde extra! Wszystko odbywalo sie w budynkach wydzialow i na zewnatrz jednoczesnie. Bylo piwko, wodeczka no i dla zmarzluchow grzane winko z pradem :smile: Poszlam tam z Igim, ale poza tym umowilam sie tez z Natalia - ta Bialorusinka i Arturem - swojskim Polakiem :wink: Byly tez balety :headbang: Bawilismy sie niestety jak Kopciuszek tylko do polnocy, bo nastepnego dnia praca :frown: No wlasnie i ja z tego powodu musze teraz konczyc, bo zaraz uciekam na tramwaj. Zycze milutkiego weekendu! Buziaki! :love:

Cos o Polsce

Syn pyta ojca:
- Tato, co to jest POLITYKA?
Ojciec odpowiada:
- Zobacz, ja przynoszę pieniądze do domu, więc jestem KAPITALISTĄ, Twoja
mama rządzi tymi pieniędzmi, więc jest RZĄDEM, dziadek uważa, żeby
wszystko było na swoim miejscu, więc jest ZWIĄZKIEM ZAWODOWYM, nasz
pokojówka jest KLASĄ ROBOTNICZĄ, a wszyscy mamy jeden cel, aby się Tobie
lepiej wiodło! Ty jesteś LUDEM, a Twój młodszy brat, który leży jeszcze w
pieluchach jest PRZYSZŁOŚCIĄ!!! Zrozumiałeś synku???
Chłopiec zastanawia się i mówi, że musi się z tym wszystkim jeszcze
przespać. W nocy budzi chłopca płacz młodszego brata, który narobił w
pieluchy i drze się wniebogłosy. A, że chłopiec nie wiedział co ma zrobić,
poszedł do pokoju rodziców. W pokoju była tylko mama, ale spała tak mocno,
że nie mógł jej dobudzić, więc poszedł do pokoju pokojówki, gdzie akurat
zabawiał się z nią ojciec, a dziadek podglądał ich przez okno. Wszyscy
byli tak sobą zajęci, że nie zauważyli, że chłopiec jest w pokoju. Malec
postanowił więc, że pójdzie spać i o wszystkim zapomni. Rano ojciec pyta
go:
- Synku, możesz mi powiedzieć własnymi słowami co to jest POLITYKA??
- TAK!!! - odpowiada syn. - KAPITALIZM wykorzystuje KLASĘ ROBOTNICZĄ,
ZWIĄZKI ZAWODOWE się temu przyglądają, podczas gdy RZĄD śpi, LUD jest
całkowicie ignorowany, a PRZYSZŁOŚĆ leży w gównie!!! TO JEST POLITYKA!!!

23 stycznia

Pamietacie mojego bloga o liczbie 23? To juz miesiac minal od 23 grudnia, jak jechalam do Polski, a tu znowu cos sie dzieje 23-go (23.01.2006r.=5!!!), cos niesamowitego w moim zyciu!!! Mianowicie DOSTALAM SIE NA STUDIA!!! :headbang: Przez te wszystkie lata w Toruniu marzylam jak najszybciej skonczyc koledz. Boze! Jak ja nienawidzilam tej szkoly!!! :yuck: Nauczyciele nam ciagle wmawiali, ze po tych studiach mozemy tylko uczyc, bo znajac tylko jeden jezyk obcy jestesmy niczym. A gdy jedna z bab dowiedziala sie, ze chce wyjechac do Niemiec i dalej studiowc cos z niemieckim, skomentowala, ze to bez przyszlosci. Wstretna baba! Zero motywacji! Nic! :ninja: Ale to moga zrozumiec tylko ci, ktorzy sami uczyli sie w tej szkole! Pozdrawiam was bracia i siostry :D
To tyle na temat koledzu. Nie jest to bowiem warte zachodu aby o tym tyle pisac.
Co do nowych studiow - dostalam sie na Uniwersytet Gutenberga, filia Uniwersytetu w Mainz, na 3 semestr. Kierunek to Tlumaczenia Polsko-Niemieckie z dodatkowym jezykiem hiszpanskim :hat: Haha! Stary dobry hiszpanski :smile: No coz, bede musiala w marcu wybrac sie do Polski po zakurzone notatki :happy: Ale sie ciesze ludzie!!! Trzymajcie za mnie kciuki abym dala rade!!! Semestr zyczyna sie w kwietniu, wiec jeszcze troche moge poleniuchowac i zbierac energie do ciezkiej pracy :yes:
To 23, to naprawde moja szczesliwa liczba! Tyle sie dzieje w moim zyciu, az sama sie dziwie haha!!!
Jak to moja kochana Majka napisala "goncie sie wszyscy, moja Ula jest na studiach!!!" - to zdanie dedykuje tym, co sa teraz w klopotach - nie sluchajcie co mowia zli ludzie, wszystko bedzie dobrze, zycie jest piekne!!! :cheers:

Pizza a la Igi

Apropos jedzenia - utarlo sie, ze w zwiazku kobieta "morge w kubel i do garow", a mezczyzna narzeka tylko, ze "niedosolone". U mnie jest to troche inaczej (jedyne 180 stopni innosci :D ) - Igi gotuje!!! :chef: Ale jak!!! Jedzonko miodzio p: Wczesniej pisalam wam o jego przepysznej tajskiej potrawie, a w ten weekend zaskoczyl mnie PIZZA!!! Normalnie ludzie az go sfotografowalam w kazdej fazie przygotowywania --> fotki znajdziecie w albumie. Pozy tym jest tam tez pare fotek moim pierwszych potraw typu rosol, nalesniki - jednym slowem "kuchnia studencka" :cheers: , ale co tam! Smakuje :yes:
W ogole to ja jestem zdania, ze mezczyzni lepiej gotuja od kobiet. Ich potrawy maja bardziej wyrazisty smak, sa pikantniejsze i nie z paczki :lol: (no z wyjatkami jak np. moj brat i jego ulubiona pomidorowa Amino).
Podsumowyjac: "Przez zoladek do serca"!!! Pozdrawiam kucharzy! :jester:

Test na oblakanie

Poniżej znajdziecie cztery pytania i jedno pytanie bonusowe. Musicie udzielić na nie NATYCHMIASTOWEJ odpowiedzi. Odpowiadajcie bez dłuższego zastanawiania się, ok? Udowodnijmy sobie samym i innym jak mądrzy jesteście: Gotowi? DO ROBOTY!!! :yes:

Pierwsze Pytanie:
Bierzesz udział w wyścigu. Wyprzedzasz osobę biegnącą jako druga. Którą pozycję zajmujesz? :confused:


Odpowiedź: jeśli odpowiedziałaś / -eś że jesteś pierwsza, totalnie się mylisz! Jeśli przegonisz "drugą" osobę, zajmiesz jej miejsce, a tym samym będziesz na drugim miejscu!
Spróbuj nie spieprzyć następnego pytania. Odpowiadając na drugie pytanie, nie trać aż tyle czasu ile straciłeś przy odpowiedzi na pierwsze. :devil:

Drugie Pytanie:
Jeśli prześcigniesz ostatnią osobę, które miejsce zajmiesz...? :confused:


Odpowiedź: Jeśli powiedziałeś, że jesteś przedostatni, ponownie się mylisz. Powiedz mi - jak można prześcignąć OSTATNIĄ osobę?
Nie jesteś zbyt dobry w te klocki! Chyba że? :idea:

Trzecie Pytanie:
Bardzo skomplikowana matematyka! Uwaga: Zadanie musi być wykonane jedynie w twojej głowie. NIE UŻYWAJ ani papieru, ołówka ani kalkulatora. Spróbuj! :wizard:
Weź 1000 i dodaj do tej liczby 40. Teraz dodaj kolejny 1000. Dodaj 30. Teraz dodaj kolejne 1000. Następnie dodaj 20. Dodaj 1000. I jeszcze 10.
Jaki jest wynik? :confused:


Odpowiedź: Czy otrzymany wynik to 5000? Poprawna odpowiedź to 4100. Nie wierzysz? Sprawdź z kalkulatorem! Dzisiaj to definitywnie nie twój dzień. :faint: Może na kolejne pytanie odpowiesz prawidłowo? :jester:

Czwarte Pytanie:
Ojciec Mary ma pięć córek: 1. Nana, 2. Nene, 3. Nini, 4. Nono. Jak na imię ma piąta córka? :confused:


Odpowiedź: Nunu? NIE! Oczywiście, że nie.Ona ma na imię Mary.
Przeczytaj pytanie ponownie! :irked:

Ok, teraz runda bonusowa:
Niema osoba, która chce kupić szczoteczkę do zębów. Poprzez naśladowanie czynności mycia zębów z sukcesem wyraziła o co jej chodzi, sprzedawca zrozumiał, zakup dokonany.
Kolejna sytuacja - niewidomy mężczyzna chce kupić parę okularów słonecznych, jak powinien przekazać o zakup czego mu chodzi? :confused:


Odpowiedź: Po prostu otworzy usta i zapyta... zaczekaj moment... nie pomyślałeś przecież, że zacznie robić palcami kółka wokół oczu? :lol: :lol: :lol:

Ula na lodzie

Tak na poczatku chcialam powiedziec, ze dzisiejszego bloga dedykuje Kasi O. ze wzgledu na jej przygode z jazda na lyzwach :lol:
Jak to zwykle bywa po swietach kazdy narzeka na nadwage. Ja tez! I dlatego postanowilam zrzucic pare kilo (ale nie na pasek) p: Oczywiscie jesli chodzi o diete, to jestem jej wielka przeciwniczka, bo jak mozna jesc przez caly tydzien np. zupe z kapusty albo musli z jogurtem! Okropienstwo! :yuck: Moim zdaniem powinno sie jesc normalnie, ale z umiarem no i ufac potrzeba swojego organizmu (pewnie dlatego dieta mi sie nie udaje :eek: ). Tak tak, ale mimo to i tak najwazniejszy jest ruch, bo wtedy spalamy wszystko to, co zjemy. I tak wlasnie zaczela sie moja dieta.
Z powodu mrozu odstawilam rower na jakis czas, ale za to zaczelam chodzic na basen. No ale jak juz wczesniej wspomnialam rutyna nudzi, wiec postanowilam wybrac sie z Igim na lyzwy :D Poczatki sa zawsze trudne, ale potem jakos poszlo. Coz...do jazdy figurowej nam troche brakowalo, ale nie bylo az tak najgorzej. Mi nawet udalo sie zrobic kilka piruetow, co prawda koslawych, ale bez upadku!!! :happy: Ale najfajniejszy byl ten pingwinek, ktorego widac na zdjeciu. Tak dla wtajemniczenia, to sluzy on jako pomoc dla tych, ktorzy w ogole nie potrafia jezdzic na lyzwach. Niestety lodowisko jest tylko do niedzieli, czyli do jutra, a to jest naprawde extra zabawa! Dzis ponownie wybieram sie na basen, ale i tak anoreksja mi nie grozi :chef: Mimo to trzymajcie kciuki!!! :up:
Zycze wam milego weekendu!!! Buziaki :heart:

A jaka jest twoja babcia?

Tym razem cos smiesznego :lol: , a mianowicie rodzaje babc autobusowych:

1) Łowczynie krzeseł - gdy autobus się zatrzyma i otworzy drzwi, Ty nawet nie zdążysz sobie tego uświadomić, a ona już siedzi.

2) Babcie-akrobatki - widząc wolne krzesło po drugiej stronie autobusu w cudowny sposób odzyskuje mobilność, wrzuca laskę pod pachę i biegnie do krzesła co sił w nogach.

3) Borostwory - ogromne babcie w futrzanych płaszczach zajmujące z reguły 1,5 - 2 miejsc siedzących.

4) Babcie-wilki - atakują watahą, ich szczekanie rozlega się na cały autobus i wygryzają każdego z ich siedzeń.

5) Babcie lokomotywy - jak siedzisz w autobusie, stają nad Tobą i zaczynają sapać. Niektóre sapią tak intensywnie, że czujesz co jadła kilka godzin temu...

6) Babcie ankieterki - na kilka przystanków przed ich docelowym przepytują ludzi, kto kiedy wysiada i starają się odpowienio ustawić wszystkich w przejściu.

7) Babcie sprinterki - pierwsze co robią to zajmują dogodną pozycję w autobusie, a dopiero potem starają się dowiedzieć jaki jest jego numer.

2600km na liczniku

W zyciu piekne sa tylko chwile... Tak, tak, juz po urlopie :wait: i szara rzeczywistosc ponownie otworzyla swoje bramy dla biednych dorobkiewiczow :frown: A bylo tak pieknie - 1000km i tydzien w Polsce u mojej rodzinki, potem kolejne 1100km i kolejny piekny tydzien w Belgii u rodzicow Igora, no i ostatnie 500km do Deutschlandu i dzis juz pierwszy dzien pracy w towarzystwie czerwonych gumowych rekawiczek.
Pierwszy tydzien urlopu w Polsce byl cudowny - spotkalam wszystkich tych, ktorych chcialam spotkac i naladowalam moja glowke nowa dawka wspomnien (pozdrowionka dla Marysiaka, Zabora, Czarnego, Kingi, Zuzi i Jezusa, ktoremu w Sylwka mama zachorowala, biedaczysko, plus extra pozdrowionka dla mojej kuzyneczki Kasi i jej Zuzki).
Jesli chodzi o Sylwestra, to spedzilam go w Pile razem z przyjaciolmi. Imprezka zaczela sie u Majowej na chacie, poczym wyladowalismy na placu Staska, gdzie brat gral koncert i prezydent miasta zlozyl nam osobiscie zyczenia noworoczne :D no i bylismy w TvPoznan :headbang: , po czym wszyscy wrocilismy do Majowej, ale w stanie krytycznym :drunk: Najlepsze bylo to, ze jak wracalismy taxi, to tylko ja i Majowa znalysmy adres, ale obie utracilysmy w pewnym stopniu kontakt ze swiatem zewnetrzym :zzz: Jednym slowem niedziela bolala :faint:
Ale juz w poniedzialek jechalismy do Belgii. Tam bylo zupelnie inaczej - cisza i spokoj, ktorego potrzebowalam po pelnym emocji tygodniu w Pile. Musze przyznac, ze tym razem poznalam tam tez innych wspanialych czlonkow rodziny Igiego (m.in. dziadka Igiego, ktory ma imie uwaga! uwaga! Romaan!!!), z ktorymi sie bardzo polubilam oraz posmakowalam kilku wysmienitych potraw kuchni belgijskiej i holenderskiej mniam! palce lizac p:
Ale wszystko co dobre szybko sie konczy... jednak to i dobrze, bo dzieki zwyklej codziennosci docenia sie pozniej te piekne chwile, na ktore czekamy... A teraz ide zrobic sobie kawusie :coffee:, a wam zycze szczesliwego Nowego Roku 2006 :jester:
P.S. Niebawem pojawia sie w albumie nowe fotki - zapraszam!!!

To i owo z Piły

No ludziska, od piatku jestem w Pile :smile: zostaje tu do 2 stycznia, wiec Sylwka spedzam w Ojczyznie, pewnie na spontana hihihi! a potem uderzam z Igorem do jego rodzicow do Belgii.
Co do ostatniego bloga i liczby 23, to moja i Igora laczna liczba otrzymanych prezentow, to...uwaga!...23!!!!!!!!! :D
Wiem, ze w okresie swiatecznym nikt nie czyta blogow, ale mimo to chcialabym wam wszystkim zyczyc Wspanialego Nowego Roku - tutaj mam na mysli to, abyscie w nowym roku 2006 spelnili jedno swoje zyczenie :wizard: Poza tym starajcie sie byc czesto usmiechnieci :lol: , ale nie zapominajcie, ze placz :cry: tez czasem dobrze robi, bo tak zwane greckie Katharsis oczyszcza dusze i rozjasnia umysl.
Do zobaczenia w kolejnym roku, czyli za kilka dni :hat:

23 grudnia

TO JUZ JUTRO!!! Wlasnie jutro 23 grudnia wracam do domciu razem z moim Igim :heart:
Nie wiem dlaczego, ale ostatnimi czasy jak gdzies jade jest to 23 dzien miesiaca, np. jak jechalam w czerwcu do Niemiec byl to 23 czerwiec. We wrzesniu po obronie mialam zaplanowane wracac do Karlsruhe 23 wrzesnia, ale z powodu wyborow pojechalam 2 dni pozniej. Teraz niezaleznie ode mnie jade do Polski wlasnie 23 grudnia!!! Ciekawe co :confused: Jesli ktos z was czytal "Kod Leonarda da Vinci", to powinien wiedziec, ze liczba 23 to magiczna liczba :wizard:, bo 2+3=5, a liczba 5 to PENTAGRAM!!! Nie wiem czy wiecie, ale wszystkie zjawiska na swiecie zachodza piatkami lub sa podzielne przez 5. Ewentualnie stanowia ktoras potege piatki lub tez w jakikolwie inny sposob - wprost lub nie - lacza sie z liczba 5. Prawo piatek zawsze sie sprawdza!!! A oto kilka fajnych przykladow wzietych prosto z zycia:
*krew potrzebuje 23 sekund aby okrazyc ludzki organizm
*William Szekspir urodzil sie i umarl tego samego dnia: 23 kwietnia, a wiekszosc jego dziel zostala po raz pierwszy opublikowana w 1623r.
*Nissan to marka samochodu - po japonsku "ni" to 2, a "san" to 3. Nissan = 23
*Ziemia jest obecnie nachylona pod katem 23,5 stopni
*We wzorcu DNA widac nieregularnosci w polaczeniach co 23 sekcje
*23 to numer na koszulce Michaela Jordana, a 23 to dzien, w ktorym zginal jego ojciec
*Kariera Elvisa Presleya trwala 23 lata
*Titanic zatonal 15 kwietnia 1912r - 15+4=19, 1+9+1+2=13, 19+13=32=23!
*Atak na WTC w Nowym Yorku 11.09.2001r. - 11+9+2+0+0+1=23!
*Podzielcie 2 przez 3 a otrzymacie 0,666...znak bestii, ale w sumie ostatnio sie dowiedzialam, ze na topie jest 667 - nowy lepszy, szybszy szatan, ale to tak na marginesie :smile:
*Waszyngton zaczyna sie na litere W (23 w alfabecie) i tam znajduje sie Pentagon, ktory sklada sie z 5 bokow.
*Kurt Cobain urodzil sie w 1967r. (1+9+6+7=23), a zginal w 1994r. (1+9+9+4=23)
*Pilka nozna: 2x po 11 graczy + sedzia = 23 ludzi na boisku
*Wielka Piramida sklada sie z 2300 blokow
*23 stycznia Adolf Hitler zwolal Kongres Narodowych Socjalistow, a 23 listopada probowal przejac wladze
*piatek (2+3=5) 13 pazdziernika (13+10=23) - pechowy dzien!
*Znak pokoju/zwyciestwa: V (2 palce u gory i 3 na dole)

Moze i nie wierzycie, ale u mnie sie ta liczba sprawdza, np.
*babcia, o ktorej juz pisalam mieszka pod numerem 23
*jak w lipcu bylam z Igim w Veronie dostrzeglam, ze Dom Capulettich ma numer 23
*Igi jezdzi NISSANEM!!!
*Moja obrona dyplomu w Kolegium byla 16 wrzesnia 2005r. (1+6+0+9+2+0+0+5=23)
A moze i wy mieliscie lub macie jakies niezwykle przygody zwiazane z liczba 23. Czasem warto sie zatrzymac i popatrzec co sie dzieje wokol, bo kazdego dnia mijamy tak duzo znakow, ktorych nie zauwazamy, a ktore moga sterowac nasza wlasna legende...hmmm... Popatrzcie dobrze, bo czasem niezauwazona magia jest jak iskra :star: - pojawia sie, zauracza nas swa sila swiatla i znika...
To chyba dobry moment abym wam moi kochani czytelnicy zyczyc magicznego kolejnego roku!!!

Wielki dzien :)

No nareszcie nadszedl ten wielki dzien - zebralam juz wszystkie potrzebne papiery i wlasnie za 15 minut ide na pociag, ktory mnie zawiezie do Germersheim!!! Ale mam stresa :yikes: Mam nadzieje, ze baba w sekretariacie nie bedzie robila zadnych problemow, bo z nimi to nigdy nic nie wiadomo. Wczoraj zapisalam sie tez na test DaF, bez ktorego obcokrajowcy nie moga zostac dopuszczeni do studiow w Niemczech. Oczywiscie nie obylo sie bez przygod :sherlock:, ale o tym opowiem wam jak wroce i o calej reszcie tez. No ludziska, trzymajcie kciuki!!! O 13.00 jedzie pociag, wiec sie zmywam. Buziaczki dla wszystkich :love:

Z ostatniej chwili:
Wlasnie wrocilam do domciu i czuje sie jak zbity pies. Oczywiscie, ze baba w sekretariacie miala zly dzien, ale dzielna Ula dala sobie z nia rade :knight: No ale moze tak w skrocie - pociagow nie pomylilam i nawet mialam troche szczescia, bo w samym Germersheim spytalam dwie babki jak trafie na uniwerek i one chcac sobie oszczedzic tlumaczen (typu "najpierw 5x w prawo, potem 3x w lewo i 10x prosto) po prostu byly tak mile i mnie tam podwiozly :yes: W powrotna strone przypadkowo pytajac o droge spotkalam dwie Polki, ktory mnie odprowadzily do samego celu p:
Jesli chodzi o ta wstretna babe w sekretariacie, to szkoda slow. No ale dokumenty zostaly zlozone i kosci rzucone. Teraz zostalo mi tylko czekanie. Najwazniejsze, ze udalo mi sie to zalatwic przed Swietami wiec bede miala swiety spokoj :angel:

To tyle jesli chodzi o nudne sprawy. Z ciekawszych to tyle, ze w sobote mielismy na chacie swietna impreze!!! :cheers: Fotki z niej znajdziecie oczywiscie w albumie. Dzialo sie dzialo!!! To byla moja pierwsza impreza w Niemczech, na ktorej sie tak swietnie bawilam, serio! No ale jszcze tylko 3 dni i witaj kochana Polsko!!!!!!!

9 ludzi

Jesli ktos z was lubi zabawy na spostrzegawczosc, to zapraszam do poszukiwan 9 ludzi na owym obrazku :smile:
Jesli widzisz 6, to masz zwyczajne zdolnosci obserwacyjne.
Jesli widzisz 7, to masz nadzwyczajne zdolnosci obserwacyjne.
Jesli widzisz 8, to jestes bardzo spostrzegawczy. Mozesz sobie pogratulowac!!!
Jesli widzisz 9, jestes niezmiernie spostrzegawczy, bardzo intuicyjny i kreatywny. Swoimi zdolnosciami mozesz rywalizowac z samym Sherlockiem Holmes'em!!! :D Osobiscie znalazlam 8, a tego 9 nie jestem pewna. Czekam na wasze komentarze.
Powodzenia!!! :up:
Acha! Aby powiekszyc obrazek musicie wejsc na stronke www.ninepeople.za.pl

Dobry plan na zycie

Teraz przed swietami mam bardzo duzo pracy, bo kazdy chce miec czysciutko w domu, samemu nie maczajac w tym ani koniuszka palca. Tak wiec sprzatam wille, domki, klatki schodowe, ulice itp., a ze w pracy jestem sama i nawet radio nie gra, to w mojej glowie mysli dostaja skrzydel i atakuja mnie z kazdej strony. No ale moze po kolei...
Pewnie kazdy z was nie raz slyszal od rodzicow, ze jak sie nie bedzie uczyl, to bedzie zamiatal ulice. Nie ma sie czego wstydzic, tez sie tego nasluchalam :smile: no wiec nauka zawsze mi jakos szla. W podstawowce bylam wzorowa uczennica, w liceum troche bardziej na luzie, no i studia tez skonczylam z dyplomem. Do tego pilnie uczylam sie niemieckiego, zrobilam kursy pilota wycieczek, patent zeglarza jachtowego, mam prawko i nawet karte plywacka i rowerowa :D Poza tym czytam duzo ksiazek, ogladam duzo filmow, no i udalo mi sie wyjechac do Niemiec, gdzie mam sie zamiar dalej uczyc. Bajka :queen:
Regula byla taka - uczysz sie, to nie zamiatasz ulic. Jakby nie patrzec, jasne zasady zyciowej gry, ...ale jednak cos nie tak.
Wstaje rano, jest jeszcze ciemno, nawet nie zdaze wypic kawy, a tu od 8.00 trzeba sie zabrac za posprzatanie 3-pietrowej willi. W sumie z prasowaniem cudzych ubran trwa to lacznie 4 godziny. Potem godzina tramwajem w przepoconym ubraniu do kolejnego domu, gdzie czeka na umycie klatka schodowa w kamienicy, zamiatanie ulicy i podworza. Mroz czy nie mroz, 30 min. wracam rowerem do domu, bo tramwaj kosztuje 2€ (8zl!!!) w jedna strone.
No wiec wydawaloby sie, ze grajac zgodnie z zasadami nic nie moze nas zaskoczyc. Planujemy zycie, ale wiecej upadamy niz wstajemy. Wtaczamy ten nasz syzyfowy kamien, ktory tak naprawde zawsze upada nam na nasza wrazliwa piete. Rany powstaja i goja sie naokraglo. I wiecie co, chyba jedynym idealnym planem na zycie jest nie miec planu... :jester:

Dlaczego?

A moze wy potraficie odpowiedziec na te pytania :confused: Powodzenia!!! :D

1. Dlaczego słońce przyciemnia ludziom skóre, a rozjaśnia włosy?
2. Dlaczego kobiety nie mogą umalować oczu z zamkniętymi ustami?
3. Dlaczego w gazetach nigdy nie było tytułu "wróżka wygrała w Totka"?
4. Dlaczego żeby skończyć prace w Windows trzeba nacisnąć na "start"?
5. Dlaczego sok cytrynowy jest robiony z koncentratu, a płyn do mycia naczyń z prawdziwej cytryny?
6. Dlaczego człowiek, który inwestuje nasze pieniądze nazywa sie niszczyciel? (broker)
7. Dlaczego nie ma pokarmu dla kotów o smaku myszy?
8. Dlaczego Noe nie zabił tych dwóch cholernych komarów?
9. Po co jest sterylizowana igła przy wykonaniu kary śmierci przez zastrzyk?
10. Dlaczego samoloty nie są robione z tego samego materiału, co czarne skrzynki?
11. Skoro do teflonu nic sie nie przykleja, to jak przyklejono teflon do patelni?
12. Dlaczego kamikadze nakładali kaski ochronne na głowy?
13. Jaki jest synonim słowa "synonim"?
14. Skoro Superman jest taki mądry, to dlaczego zakłada majtki na spodnie?
15. Dlaczego w lodówce jest światło, a w zamrażalniku nie?
16. Kaczor Donald zawsze chodzi bez dolnej części garderoby, wiec dlaczego gdy wychodzi spod prysznica, jest zakryty ręcznikiem?

Zagubiony Mikolaj

Wybaczcie ludziska, ze tak dawno nic nie pisalam, ale ostatnio nie mam pomyslow, do tego zero inwencji tworczej, zero weny... Wielkie NIC!
No ale skoro dzis sa Mikolajki, to postaram sie sklecic pare ciekawszych zdan - mam nadzieje :smile:
Tak na wstepnie to pochwalcie sie co dostaliscie do buta? :wizard: Ja niestety caly rok bylam niegrzecza i Mikolaj do mnie nie przyszedl :frown: ...a moze tylko nie zna mojego nowego adresu :confused:
Chora jestem w ogole, bo w weekend urzadzilismy sobie z Igim wycieczke rowerowa na Weihnachtsmarkt i zastal nas deszcz, wiec sie przeziebilam i leze dzis caly dzien w lozku jak taka kloda. No ale dzis jest quizowy wtorek, wiec jak mnie temperatura nie chwyci, to moze mikolajkowy dzien da sie jeszcze uratowac. A jak wy spedzacie dzisiejszy wieczor?
No nic ludziska, widze, ze dzisiaj nic ciekawego nie splodze. Wracam do lozka. Na pozegnanie zycze wam przyjemnego mikolajowego wieczoru i dla tych, co tak jak ja nic nie dostali do buta - nie traccie nadzieji, do polnocy jest jeszcze troche czasu p:
P.S. Oto moj nowy adres e-mail: uleczka@online.de
P.S. Album zdjeciowy zostal wzbogacony o kilka nowych fotek i uwaga, uwaga :smile: kazdy z was moze komentowac kazde zdjecie wchodzac w wybrany album i powiekszajac konkretna fotke!!!!!!

Z ostatniej chwili:
Juz myslalam, ze Mikolaja w tym roku nie bedzie, a jednak dal rade :smile: Zdazyl przed polnoca!!! :up: Idac spac znalazlam pod poduszka liscik i slodkosci... mniam mniam!!! Buziaczki dla wszystkich, a teraz ide parzyc kawusie :coffee:

Kolorowy pierscionek

Witam wszystkich czytelnikow :cheers: mam nadzieje, ze u was leci jakos w miare pozytywnie. W ogole bardzo dziekuje za komentarze!!! Niektore sa naprawde bardzo przyjemne w czytaniu. Dzieki!!!
U mnie ogolnie nic nowego, poza tym, ze w sobote dostalam list. Byl to list od mojego kochanego Pioruna z Anglii (w ktorej sie obecnie ukrywa). Oprocz standardowego listu byl tam tez maly prezencik - kolorowy pierscionek!!! Jesli ktos z was czytal kiedys "Karolcie" lub ogladal serial dla dzieci "Janka", to bedzie wiedzial o czym mowie, bo to jest naprawde niezwykly pierscionek. Wyglada jak obraczka, tylko ze wypelniona wodnista substancja. Owa substancja zmienia barwe w zaleznosci w jakim nastroju sie jest. Ogolnie jest 9 kolorow, na ktore pierscionek reaguje, np. kolor czarny - brak emocji, czerwony - zdenerwowanie, a niebieski - radosc i zadowolenie. U mnie pierscionek ma narazie pozytywne barwy, ale pewnie jak znow pojde do urzedu, to zrobi sie czerwony jak cegla. Z tego prezentu najbardziej jest zadowolony Igi, bo jak sam mowi "teraz zawsze bede wiedzial w jakim jestes nastroju" :angel: :knight: :cry: :jester: :yikes: :lol: :irked:
Wlasnie przyszla mi taka mysl do glowy, ze moze gdyby kazda kobieta nosila taki pierscionek, to zycie staloby sie latwiejsze...:confused:
Pozdrawiam Cie Asienko i wszystkie inne baby :D

Spieszmy sie kochac ludzi...

Wybaczcie ludziska, ze tak dawno nic nie pisalam, ale ostatnio mialam duzo roboty i jak wracalam wieczorami do domu, to nie mialam juz glowy do pisania bloga. No ale teraz postaram sie to troche nadrobic.
Nie wiem, czy juz pisalam cos o mojej pracy, ale jak wiekszosc z was wie, to pracuje u ludzi sprzatajac ich wielkie przepelnione bogactwem domy. Od poczatku mojego pobytu w Karlsruhe pracuje u pewnej babci. Musze przyznac, ze bardzo sie z nia zwiazalam, bo oprocz mycia podlogi duzo rozmawiamy. Praca u niej jest naprawde przyjemna, bo babcia sama w sobie nie lubi pospiechu, wiec czesto zdarza nam sie usiasc przy kuchennym stole i przy pysznych paczusiach troche poklekotac, jak to jest w zwyczaju kobiet :smile:
Ale niestety, starosc nie radosc. Tak to tez jest w przypadku tej babci. Przed 4 laty babcia stracila meza (mial on zawal serca, ktory zmienil totalnie zycie babci w ciagu 20 minut). W podobnym czasie odeszla tez jej matka, z ktora babcia byla bardzo zwiazana. Teraz zostala babci tylko corka, ktora ma 43 lata, nie ma dzieci i zyje na kocia lape z jakims typem. O owej corce nasluchalam sie od babci historii co nie miara. Sa to przykre historie. Babcia ma zal do corki, ze jej nie odwiedza, nie dzwoni, a jak juz wpadnie, to wszystko w pospiechu. Babcia jest bardzo schorowana - mowie wam, ze jeszcze nigdy nie widzialam zeby czlowiek bral tyle tabletek co babcia - doslownie na wszystko!!! Poza tym babcia cierpi na mukowiscydoze - co znaczy, ze jest przepelniona woda od piersi po stopy i do tego na nogach ma otwarte bolesne rany, z ktorych leje sie jakas ciecz. Okropnosc, ale co zrobic. Babcia bardzo cierpi, bo zaden lekarz nie potrafi jej pomoc. Tak wiec cale dnie siedzi w automatycznie ustawianym fotelu i jej jedynym lekarstwem na cierpienie sa wspomnienia jej meza i ich wspolnych dobrych dni. Mowie wam, po kazdej wizycie u babci lece do domu jak na skrzydlach aby mocno przytulic mojego Igiego i powiedziec mu jak bardzo go kocham.
Byl to poniedzialek, 8.00 rano - telefon. Byla to babcia, ktora poprosila mnie o przyjscie do niej, bo okazalo sie, ze we wtorek rano musi jechac do szpitala, gdyz inaczej moze jej grozic amputacja nogi, wiec mialabym pomoc jej w doprowadzeniu domu do ladu no i w pakowaniu walizki. Caly poniedzialek widzialam na twarzy babci strach. Sama bardzo boje sie szpitali, wiec dobrze moglam wczuc sie w sytuacje babci. A jak do tego dowiedzialam sie, ze corka nie moze jej towarzyszyc w drodze do szpitala, zaproponowalam, ze pojade razem z nia. Ludzie, nawet nie wiecie jak w ciagu ulamka sekundy twarz babci rozweselila sie i jakos tak rozpromieniala. Sama wtedy lepiej sie poczulam :smile: Tak wiec we wtorek odbylam moja pierwsza w zyciu przejazdzke prawdziwym ambulansem!!! Dzieki Bogu jako osoba towarzyszaca.
W samym szpitalu spotkalo nas wiele nieprzyjemnosci - zaczelo sie od tego, ze babcia zamowila pojedynczy pokoj i automatycznie ustawiany fotel, gdyz z powodu choroby kregoslupa nie moze spac w lozku od 2 lat!!! Oczywiscie nie bylo ani pokoju, ani fotela. Poza tym babcia czekala 4 godziny na krzesle, na ktorym ja sama nie moglam wysiedziec, na zmiane opatrunku, ktory byl juz calkowicie przesiakniety woda i klejac sie do otwartej rany powodowal okropny bol. Musze wam powiedziec, ze pierwszy raz w zyciu klocilam sie po niemiecku w niemieckim szpitalu!!! Najlepsze bylo to, ze moja klotnia z glownym lekarzem, ktory potrafil tylko za wszystko przypraszac, spodowala, ze po 10 minutach babcia dostala fotel, na ktory czekalysmy 5 godzin :yes: .
Pewnie sie dziwicie po co wam to mowie - a no po to, zebyscie wiedzieli, ze nawet szpitale na Zachodzie sa chujowe!!! (wybaczcie przeklenstwo, ale inaczej sie tego nie da wyrazic).
Tak wiec w szpitalu siedzialam z babcia do wieczora, dopoki sie sytuacja nie wyklarowala. Pozniej wpadla tez jej corka, ktora byla naprawde przejeta sytuacja i gdy dziekowala mi za opieke nad jej matka dostrzeglam w jej oczach lzy. I wiecie co, wtedy przypomnialo mi sie takie znane zdanie - spieszcie sie kochac ludzi, tak szybko odchodza...
P.S. Pozdrawiam moja kochana polska babcie!!! :heart:

Zloty Paw

Dzis wlasnie po dlugich tygodniach meki sciagnelam kompletny film "Skazany na bluesa"!!! :yes: Jakby ktos nie wiedzial, to jest to film o Rysku Riedlu - slynnym wokaliscie mojego ukochanego zespolu DZEM.
Musze przyznac, ze z muzyka Dzemu mam strasznie duzo wspomnien. Pamietam, ze jak mialam jakies 7 lat, to pierwszy raz uslyszalam Dzem. Moi rodzice bardzo czesto sluchali ich muzyki z plyty analogowej, a na okladce byl Kameleon. Pamietem tez, ze mama tak czesto sluchala piosenki "Zloty paw" (w sumie ten zywczaj pozostal jej do dzis), ze juz majac 7 lat znalam prawie caly tekst na pamiec!!! :sing: Pozniej dlugo nie slyszalam Dzemu, do momentu gdy zaczelam jezdzic na obozy zeglarskie - mialam jakies 13-14 lat. Tam poznalam super ludzi, ktorzy do dzis sa moimi przyjaciolmi. W tym momencie pozdrawiam Szyma, Majowa, Kingu, Jezusa, Jacha oraz pozostalych fanow Dzemu - Kasie, Waldiego, Lajosza i Massla!!! Dzieki za Czaplinkowo - Borno Sulinowe czasy i za to, ze jestescie!!! Kinia, a pamietasz jak spiewalysmy "Zlotego Pawia" do butelek po Debowym Han?! (pojecie "han" jest dla wtajemniczonych).
Na moim pierwszym koncercie Dzemu bylam z rodzicami i Szymem w 2002 w Zakrzewie na "Blues Express" (to taka fajna impreza bluesowa pod golym niebem), a potem w 2004 w Sierakowie razem z Szymem, Kasia, Jachem, Jezusem, Przemem, Masslem i Sowa (Jachu, pamietasz Sowe "musze wracac do domu, bo pies jest glodny"!!! :smile: ), gdzie udalo mi sie tez zdobyc ich autografy z dopiskiem "dla Uli"!!! :headbang: To byly najpiekniejsze lata w moim zyciu, ktore zawsze wspominam, gdy jest mi smutno i czuje sie sama. Ludziska, pozdrawiam was jeszcze raz bardzo goraco i tesknie za wami!!!
Z Dzemem mam jeszcze jedno wspomnienie - bylam wtedy w klasie maturalnej. Pamietam, ze ktoregos piatkowego wieczoru razem z Asia "Kierowniczka" wybralam sie do naszego pilskiego baru "Tequilla" aby troche odreagowac stres przedmaturalny. Tego dnia byl jakis mecz pilki noznej, a pozniej koncert jakiegos zespolu, ktory gral couvery Dzemu wiec knajpa byla pelna, totez przysiadlysmy sie do jakis dwoch kolesi, gdzie jeszcze bylo troche miejsca. Od slowa do slowa okazalo sie, ze oni tez chodzili do naszego liceum no i oczywiscie, gdy sie dowiedzieli, ze jestesmy w klasie maturalnej zaczelo sie wspominanie z serii "a pamietasz..." :smile: W tle naszej rozmowy slychac bylo wtedy "Sen o Viktorii", klimat byl naprawde extra, jakis taki rodzinny, kazdy znal slowa, wszyscy nagle sie znali, razem sie bawili, a wtedy jeden z tych chlopakow (chyba Pawel mial na imie) powiedzial: "wlasnie to sa wspomnienia"...
P.S. Pozdrawiam moich kochanych rodzicow!!! :heart:

"Zloty Paw"
Miałem kiedyś wielki dom
Piękny ogród otaczał go
Gdzie co noc słychać było pawia krzyk
Jak zapowiedź losu, kiedy rankiem znajdowałem tam
Złote jajo, wielkie, złote jajo

Nie wiem sam, skąd wziął się tam
Nigdy przedtem o tym nie myślałem
Bo i po co, kiedy miałem
Wielki kopiec złotych jaj
I przyjaciół wielu otaczało mnie
Nie byłem sam, o nie, nie byłem sam

Pewnej nocy prysnął czar
Ptak nie znosił już złotych jaj
Trefne karty rozdał los
Więc przegrałem partię z nim
A życie toczyło się dalej

Ładnych kilka, długich lat
Minęło od tej nocy
Której nigdy nie zapomnę mu
Siedzę teraz sam w ogrodzie
Sam, wśród umarłych kwiatów
Nikt już nie, nie odwiedza mnie
Czasem tylko przyjdzie on
Czasem tylko przyjdzie on, piękny
Czasem tylko przyjdzie on, piękny, dumny
Jak to paw, jak to zwykle paw

Boze Narodzenie w listopadzie?

Tak ostatnio sporo chodze po miescie, no bo powoli trzeba sie porozgladac za prezentami na Gwiazdke. W sumie nigdy nie kupuje prezentow w listopadzie, tylko na tak zwana "ostatnia chwile" :smile:, ale w tym roku robie wyjatek, bo mam duzo czasu i chce uniknac grudniowych tlumow ludzi na kazdym rogu. Ogolnie mowiac, to nie lubie kupowania prezentow "z okazji..." lub "na okazje...". Bardziej kreca mnie prezenty, ktore daje sie spontanicznie, tak po prostu, no ale jakos tak sie przyjelo, ze jak tobie ktos daje prezent, ty tez musisz, bo glupio wyjdzie.
Pamietam, ze w Polsce zawsze wystawy bozonarodzeniowe pojawialy sie krotko przed Mikolajkami, co wprowazalo fajny swiateczny klimat i czlowiek mogl sie powoli wczuc w ta cala przedswiateczna atmosfere. W tym roku nie wiem jak to wyglada w Polsce... moze cos sie zmienilo razem z wejsciem do UE :whistle: , ale w Niemczech przezylam SZOK!!! :yikes: Wszystkie sklepy, restauracje, kafejki, kawiarenki, salony mody, spozywczaki, salony fryzjerskie i inne juz gdzies od 3 tygodniu maja wystawy pelne gwiazdkowych lancuchow, bombek, anielskich wlosow, choinek i tych innych wygibasow typowych dla nadchodzacych swiat. Masakra!!! Jeszcze dobrze liscie z drzew nie opadly, a juz na choinkach lsnia kolorowe lampki.
Gdy tak chodze po tym swiatecznym centrum, zastanawiam sie, czy jak juz nadejdzie 24 grudnia, bede miala ochote na ubranie naszej domowej choinki.
A moze po 20 grudnia bedzie wielka wyprzedaz ozdob wielkanocnych?
A moze terminy swiat z czasem ulegna przesunieciu lub zupelnie znikna, a jedyne co pozostanie to ogromne hale pelne prezentow i swiatecznych gadzetow, o ktore tak naprawde w czasie swiat nie chodzi...? :confused:

Fortuna kolem sie toczy

Ostatnio rzeczywiscie czulam sie jak w kole - praca, urzedy, studia, ubezpieczenie, telefony - to niewiarygodne ile rzeczy czlowiek musi zrobic aby po prostu moc BYC. Ale od jakiegos czasu wszystko powoli zaczyna sie ukladac, bo dostalam propozycje pracy jako opiekunka do dzieci, co wiaze sie ze stalymi dochodami i legalem :smile: Poza tym dowiedzialam sie na uczelni, ze jest mozliwosc przyjecia mnie na wyzszy semster, wiec mozliwe, ze nie bede musiala studiowac od pierwszego roku juuupiii!!! :D
Jak widzicie, duzo sie ostatnio u mnie dzieje, ale mimo to ciagle jeszcze znajduje czas dla siebie. Ostatnio przeczytalam dwie super ksiazki: "Tato" Williama Whartona i "Golab" Patricka Süskinda. "Tato" to historia pewnej amerykanskiej rodziny, cos w stylu American Beauty, a "Golab"? Jesli ktos czytal "Pachnidlo" tego autora, to zapraszam do lektury! p:
Poza tym wczoraj na jednym z moich nielicznych polskich kanalow PULS grali film "Amadeus" - to niesamowita biografia Wolfganga Amadeusza Mozarta ukazana z punktu widzenia jego najwiekszego wroga Antonia Salieri. Czy wiedzieliscie, ze Mozart napisal Requiem na swoj wlasny pogrzeb?

Ludziska, jeszcze raz was prosze o komentarze! Zmienilam ustawienia i NIE MUSICIE SIE LOGOWAC!!!!!!!!! Po prostu klikacie na COMMENTS, wpisujecie swoje imie w "your name" i komentujecie hihihi! :lol:

DOM

Wczoraj wam pisalam, ze bede ogladac film z Amelia "Smak zycia". Jaki to super film ludziska!!!!! Ogolnie chodzi o to, ze student z programu Erazmus wyjezdza na rok do Hiszpanii, zostawia rodzine, dziewczyne, wszystko. Tam oczywiscie poznaje nowych ludzi, kulture, obyczaje, jezyk... to co zwykle, jak sie jest za granica. Sam pomysl wyjazdu jest dla niego swietna odskocznia od problemow i checia doznania nowych przezyc, ale bedac juz w samolocie zaczyna watpic i zastanawiac sie czy nie wrocic do pieknej Amelii. Ciekawosc wygrywa! Gdy juz jest w Barcelonie i obwieszony torbami szuka stancji, uswiadamia sobie, ze przez kolejny rok wszystko to bedzie jego nowym domem - te ulice, budynki, ludzie... Mija rok, czas pozegnac sie z przyjaciolmi i wrocic w stare katy.
Nienawidze pozegnan. Ten film naprawde swietnie pokazuje jakie jest zycie. Przyzwyczajamy sie do jakiegos miejsca, ktore w naszym slowniku figuruje jako DOM, ale tak naprawde takich domow jest tysiace i tysiace pozegnan. Pamietam jak wyjechalam na studia do Torunia - tak ciezko bylo mi sie rozstac z Pila. Przeciez tam spedzilam 19 lat, a teraz tak nagle mam zamieszkac 3 lata w nowym miejscu. Po 3 latach mialam opuscic Torun i wyjechac do Karlsruhe - czulam sie dokladnie tak samo jak przed opuszczeniem Pily. Teraz Karlsruhe jest w pewnym sensie moim nowym domem - ulice ktorymi kazdego dnia chodze, tramwaj ktorym jezdze, sasiedzi, sklep w ktorym kupuje chleb, maslo, cukier, herbate. Jakie to dziwne, ze czlowiek tak latwo przyzwyczaja sie do nowych miejsc i zawsze gdzies znajdzie swoje miejsce w tej wielkiej ukladance. Jednak dom to dom, zawsze teskno. To przeciez tam dorastlismy, razem ze swiatem, ktory zmienial sie razem z nami. Kazda ulica jest nam znana, kazdy zakamarek, a gdy w naszym rodzinnym miescie postawia nowy budynek, wiemy, co bylo tam przedtem.
Ale zawsze warto pojsc w swiat i odkryc Wlasna Legende. Przeciez zawsze jest dokad wrocic...

Azjatycka sroda

Witam was wszystkich w pieknym srodowym dniu :smile: Ogolnie, to nigdy tak nie przepadalam za sroda, bo to srodek tygodnia - dwa dni od weekendu i 2 dni przed weekendem, ale od kiedy jestem u Igiego, to sroda stala sie naszym dniem, w ktorym zawsze o 13.00 spotykamy sie aby wspolnie zjesc obiad w azjatyckiej restauracji "Hanoi" w dzielnicy Durlach, gdzie Igi pracuje. Od kiedy pierwszy raz Igi mnie tam zabral, kuchnia tajska stala sie moja ulubiona kuchnia!!! Dla kuchni tajskiej charakterystyczne jest: ryz, duzo warzyw takich jak bambus, marchewka, cukinia, ogorek, pieczarki, papryka, zielona fasolka i ziol jak swieza bazylia, imbir, poza tym mieso z piersi kurczaka, mleczko kokosowe i ostra pasta curry, ktorej tak naprawde jest tysiace rodzajow. Pychotka!!! p: Igi tez jest za kuchnia azjatycka, wiec mozna latwo wywnioskowac, ze najczestsza potrawa w naszej kuchni jest potrawa tajska :smile: Ogolnie to jest ona bardzo latwa do przygotowania, tylko odpowiednie skladniki trzeba nabyc w tzw. Asia Shop. Jakby ktos chcial wiedziec cos wiecej na ten temat, to prosze sie do mnie zglaszac :D

Oooo, wlasnie patrze na zegarek i zaraz bedzie Igi, bo konczy prace o 17.00, ale z powodu korkow bedzie pewnie w domciu kolo 17.30 Dzis wieczor mamy w planie obejrzec film "Smak zycia". Dlaczego ten film? A dlatego, ze w kinach graja teraz II czesc tego filmu, a my jeszcze nie widzielismy I :smile: Podobno w II czesci gra Audrey Tautou (czyli Amelia), a ja bardzo ja lubie, wiec pewnie wybiore sie do kina. No zobaczymy. A tak apropos Audrey Tautou, to goraco polecam film "Kocha, nie kocha..."!!! Tym razem o tym filmie nic nie mowie, tylko zostawiam was z ta historia sam na sam :lol:



Szybko i tresciwie

Od dzis postanowilam zabrac sie ostro za gromadzenie dokumentow potrzebnych do rozpoczecia studiow w Niemczech. Musze wam powiedziec, ze to nie taka latwa sprawa, bo na stronkach internetowych mowia wam jedno, a przez telefon drugie - diabelskie kolo normalnie :devil: Stracha mam przez to troche, bo jak dojdzie co do czego, to nagle sie okaze, ze brakuje jakiegos podpisu lub pieczatki, bez ktorej nie da rady :no: Jajca sa jak berety. Najlepsze jest to, ze aby wszystko zalatwic powinnam byc w Polsce i w Niemczech jednoczesnie, ale z odlegloscia 1000km to chyba dlugo bym nie zabawila :whistle: Dzieki Bogu mam spoko rodzicow, wiec jak trzeba bedzie, to oni mi pomoga - mam nadzieje :left:
Jak juz pewnie zauwazyliscie, to zalozylam album ze zdjeciami ukryty pod taka bardzo skomplikowana opcja PHOTO ALBUM :lol: Narazie sa tam tylko fotki z Kermis, ze Strasbourga i Puzzle, ale niebawem pojawia sie tez inne zdjecia, wiec aby byc na biezaco musicie do niego na biezaco zagladac hehe!
Zaraz ide do pracy, wiec za duzo dzis nie splodze, ale chce wam jeszcze moi kochani powiedziec jedno, a raczej mam do was mala prosbe :smile: abyscie pisali mi komentarze (na koncu kazdego bloga jest taka opcja COMMENTS, trzeba sie zalogowac, ale to jest bardzo proste i bezplatne!!!) i w ogole piszcie co u was slychac.
To tyle na dzis, moze jak wroce z pucerki to sklece jeszcze pare zdan, ale poki co, to zycze wam milego wtorku :cheers: caluski!!! :heart:

Nie lubie poniedzialku

Jak ja nie lubie poniedzialku :frown: To taki dziwny dzien - czlowiek czuje sie jakis taki zmeczony, znudzony, z perspektywa calego tygodnia, calego jesiennego tygodnia. No ale w sumie to nie jest tak zle, bo w tym tygodniu mam troche pracy wiec kaska wpadnie :yes:
Dobra, koniec gadania o poniedzialku!!! Dopiero co minal fajny weekend, o ktorym chyba warto napisac. W sobote dokonczylismy z Igim puzzle, o ktorych wczesniej pisalam. Bylo to 1000 elementow, ktore ulozylismy w 2 dni!!!!!!!! :queen: Oto one:

Pieknie prawda? :wink: To w ogole jest jakies miasteczko we Wloszech, ale najsmieszniejsze jest to, ze te piekne kolorowe kwiatki na dole obrazka juz kiedys ukladalam, ale w innych puzzlach - wniosek z tego taki, ze te kwiatki nie sa prawdziwe, tylko doklejone do obrazka aby bylo ciekawiej :smile: Kto by pomyslal, ze nawet puzzle sa oszukane!!! Ale zeby nie bylo, ze Ula klamie, to porownajcie z tymi puzzlami :smile: :

No to tyle jesli chodzi o puzzle.
Jesli chodzi o reszte weekendu, to w sobote i w niedziele bylam z Igim ponownie w wesolym miasteczku. Oczywiscie znow gralismy w wyscigi konne i rzucanie kul, ale najlepsze bylo to, ze namowilam Igiego na przejazd kolejka wyscigowa. Bilety kosztowaly nas po 2,5 Euro, ale warto bylo! Gdy czekalismy na nasza kolej doszlismy do wniosku, ze ta kolejka wcale nie jest taka szybka, do momentu gdy do niej wsiedlismy. Na poczatku bylo lajtowo mlodziezowo :smile: ale gdy kolejka rozwinela predkosc, nie moglam sie powstrzymac od krzyku :lol: :lol: :lol: Boze! Jak ja dawno sie tak nie bawilam :jester: Ostatnio jezdzilam taka kolejka z rodzicami, ale tamte to byly bardziej extremalne, bo jechaly tez do gory nogami i tory byly o wiele wyzsze i dluzsze :happy: No ale ta tez byla fajna. Wykrzyczalam sie za wsze czasy :D
Ale niestety wszystko co dobre szybko sie konczy, tak i Kermis dobiegl konca, bo dzis jest ostatni dzien w Karlsruhe. No ale co nasze to nasze, duzo wspomnien, przezyc, smiechu i radosci :smile: Musze tez powiedziec, ze duzo rzeczy udalo nam sie wygrac! Poza maskotkami i breloczkami wczoraj wygralismy uwaga, uwaga...komplet nozy kuchennych :chef: , ktore w rzeczywistosci kosztuja 40 Euro!!! A oto nasza wygrana:


Aaaa, jeszcze zapomnialam wspomniec, ze w sobote wypozyczylam z Igim film "Tanczac w ciemnosciach". Ten film widzialam juz kilka razy, ale za kazdym razem robi wrazenie. Björk swietnie wczula sie w role niewidomej kobiety, ktora swoja delikatnoscia, ale zarazem silnym charakterem urzeka widza. To moze troche dziwne porownanie, ale "Tanczac w ciemnosciach" i "Marsz pingwinow" maja ze soba cos wspolnego, a mianowicie poswiecenie na rzecz rodziny - pingwiny co roku przemierzaja 20 dniowa podroz z dala od oceanu pelnego pozywienia w najodleglejsze i najmrozniejsze zakatki Antarktydy, aby tam dac nowe zycie. Natomiast Selma rezygnuje z obrony adwokata i oddaje zycie, aby ratowac synka, ktoremu grozi slepota. Jeszcze raz goraco polecam oba filmy!!!

Wehikul czasu

Jeszcze niedawno myslalam, ze juz czas aby stac sie dorosla, powazna kobieta, ktora planuje kazdy krok w swoim doroslym, powaznym zyciu. Zawsze jednak bylam zakochana w "Malym Ksieciu", a niedawno drugi raz dopadlam "Alchemika" i niestety (albo stety :smile: ), ale stwierdzilam, ze zycie jako dziecko jest latwiejsze i przyjemniejsze, do tego majac takiego chlopaka jak Igi przychodzi mi to z duza latwoscia :smurf:
Zaczelo sie od tego, ze przy kazdej okazji dostaje od Igiego maskotki, ktore zawsze maja dla nas jakies znaczenie, jak np. gdy Igi dal mi malego pingwinka po obejrzeniu filmu "Marsz pingwinow" - goraco polecam!!! Tak wiec dzieki Igiemu moj domowy zwierzyniec jest coraz wiekszy! :lol:

Poza tym Igi ponownie zarazil mnie ukladaniem Puzzli. Nie pamietam kiedy to ostatnio robilam, ale to jest naprawde relaxujace zajecie - swietnie wplywa na koncentracje, spostrzegawczosc, odpreza i milo mozna spedzic jesienny wieczor z ukochanym :love:
Ostatnio przypomnialam sobie rowniez, ze jak sie bylo malym, to panowala mania na plecienie bransoletek na reke i pamietam, ze wszystkie dzieciaki z podworka podkradaly mama muliny i agrafke p: no i jazda, robilo sie plecionki w roznych wzorach. No i oczywiscie, ze postanowilam przypomniec sobie owa sztuke :smile: Kupilam muliny (1 sztuka za 1 euro!!! kolejne zdzierstwo, bo w Polsce kosztuje 90 gr). No ale jak sie cos postanowi, to nie ma zmiluj, musialam kupic. Jak skoncze, to wstawie fotke mojego dziela :wink:

Ojojoj, czasem brakuje mi tych fajnych czasow jak sie wychodzilo rano na podworko i wracalo wieczorem. Zadnych zmartwien, problemow, zadnego latania po urzedach i blagania o pozwolenia na prace, zadnych terminow, zadnych pieniedzy i troski o wlasna przyszlosc...
Teraz wiem co Rysiek [*] mial na mysli spiewajac, ze "wehikul czasu, no to bylby cud...".

Wszystkich Swietych w Strasbourgu

Dwa dni temu obchodzilismy dzien Wszystkich Swietych. Jak co roku tego dnia wracalam z Torunia do domciu i razem z rodzinka szlismy na cmentarz zapalac znicze i modlic sie przy grobach zmarlych. Tym razem pierwszy raz w moim zyciu bylo inaczej - z Karlsruhe do Pily jest rowne 1000km, wiec jak widac jest to pewna odleglosc. No coz, na powrot do domu nie bylo szans. Razem z Igim postanowilismy jednak tego dnia cos wymyslic, bo on mial dzien wolny, a siedzenie w domu przy takiej pieknej pogodzie (bylo ponad 20 stopni jak Boga kocham :cool: ) to straca czasu. Igi wpadl na pomysl, abysmy pojechali do Strasbourga , bo to z Karlsruhe nie tak daleko (jakies 80km). I w taki sposob dzien 1 listopada spedzilam pierwszy raz od 22 lat we Francji :yikes: Musze przyznac, ze Strasbourg to bardzo ladne miasto. W samym centrum wznosi sie kosciol gotycki , w ktorym zapalilismy po swieczce ku czci zmarlych (1 swieczka kosztowala 1 euro!!! niesamowite jak kosciol zeruje na biednych ludziach i to w dodatku w Wszystkich Swietych). W ogole dowiedzialam sie, ze w Strasbourgu bedzie poczatek Tour de France 2006 jakby kogos to interesowalo :smile:
Miasto Strasbourg lezy w Alzacji, a sama Alzacja slynie z takiej pysznej potrawy, ktora nazywa sie Flammkuchen (tlum. ciasto w plomieniach) . Wyglada to podobnie jak pizza, ale ma ksztalt prostokata, jest ciensze i podawane z cebula, skwarkami i serem. Pychota!!!
Po wspaniale spedzonym dniu do Karlsruhe wrocilismy kretymi drogami Francji okolo 20.00, tak ze wiec zalapalismy sie jeszcze na nasz wtorkowy Quiz w studenckiej knajpie, ktora nazywa sie UBU. Quiz polega na tym, ze od prowadzacych dostaje sie kartke z 20 pytaniami z roznych dziedzin i ma sie na ich rozwiazanie 1 godzine (mozna to robic w grupkach). Nagroda jest butelka koniaku albo szampana, co czasem udaje nam sie wygrac :cheers:

Moj pierwszy blog (Kermis)

Wlasnie sie zastanawiam jak zaczac mojego pierwszego bloga :smile: Nigdy tego nie robilam, ale przed kilkoma dniami Igi pokazal mi jak cos takiego pisac, wiec pisze moi kochani po prostu to, co mi slina na jezyk przyniesie (a raczej na opuszki palcow) :smile: No coz, moze na poczatek krotko streszcze co u mnie w tym przekletym Reichu slychac - z Igim jest super :love: , no ale cale otoczenie mnie wkurza :furious: . Wszystko jest tu takie zaplanowane, ludzie zamknieci, zdystansowani, Niemcy w ogole poczucia humoru nie maja!!! O odwiedzinach w domu na kawke czy herbatke mozecie zapomniec - u nas w Polsce jest tak, ze jak sie jest w poblizu domu kumpla czy kumpeli, to sie po prostu wpada na pogaduszki, pije sie kubek herbaty z cukrem i cytryna, je ciastka holenderskie, czasem skoczy sie po jakies piwko :beer:, a TU!!! Zapomnij!!! Jak chcesz do kogos wpasc, to musisz sie umowic miesiac wczesniej, bo kazdy tu ma tak napiety grafik, ze az boli. Herbaty prawie nikt tu nie pije, co ja gadam!!! Nikt tu prawie nie ma czajnika!!! :smile: No mowie wam, ciezko jest sie na to wszystko przestawic, bo bardzo brakuje tu znajomych, przyjaciol i polskiego zycia.
Dopiero teraz zaczynam rozumiec dlaczego Polacy na obczyznie robia wszystko aby wrocic do Ojczyzny! NO ale jakos trzymac sie trzeba. Ostatnio poznalam bardzo sympatyczna Bialorusinke, jest to dziewczyna kolegi Igora, wiec czesto sie widujemy. Mowie wam, ludzie ze Wschodu sa najlepsi, a ci Zachodniacy sa daleko za Murzynami :yes: z wyjatkiem mojego Igiego :wink:
Teraz troche zmieniajac temat - obecnie w Karlsruhe jest tzw. Kermis, czyli wesole miasteczko, jedzenie, gry i zabawy, gdzie mozna wygrac tuziny maskotek :jester: :hat: :cheers: Zawsze bardzo lubilam wesole miasteczka, zwlaszcza takie hardcorowe jak np. Heide Park pod Hannoverem, ale nigdy nie przepadalam za grami, bo nigdy nie wygrywalam. No ale tym razem Igi namowil mnie abym i ja sprobowala szczescia. Oczywiscie zagralam w wyscigi koni i rzucanie kul, ale za kazdym razem przegrywalam, no raz moze mialam 2 miejsce :smile: Ale za to Igi wygrywal!!!!! Tak wiec moj zwierzyniec domowy wzbogacil sie o tygryska, foczke i wiewiorke z ICE AGE!!! :D


January 2010
S M T W T F S
December 2009February 2010
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30