Skip navigation.

Warpmano's Old Blog (and Testbed for Climate Blog)

On Polish Politics, Politicians, and Lousy Life in a Socialist Country

Moje trzy grosze - Krakowska Kur(-)ia Metropolitalna

(-) - autocenzura

Swoją opinię na temat ostatnich wydarzeń wyraziłem w dyskusji na łamach Prawda nas wyzwoli. Nie ukrywam, że mocno się ograniczałem. Tymczasem sięgając dalej w głąb blogosfery m.in. poprzez Galbę i Homestera trafiłem na tekst Lustracjada p. Waldemara Łysiaka.

Zdemaskowanie mnicha TW „Hejnała”(Hejmo) pozwoliło i kapłanom rodzimym rozsiewać lustracyjną mitologię - mitologię „oczyszczonego Watykanu”. Tymczasem w dokumentach IPN są informacje o co najmniej czterech innych agentach wywiadu PRL działających w bezpośrednim otoczeniu Jana Pawła II. Dziwi mnie, że nadwiślańscy komentatorzy przeoczyli lub zlekceważyli rewelacyjne anonimowe wyznanie emerytowanego oficera SB dla „Newsweeka”. Gdy prof. Kieres poinformował opinię publiczną, że zdemaskowano jako kapusia prominentną figurę z Watykanu, ale chwilowo nie podał jej nazwiska - grono oficerów SB zadrżało ze strachu: „Cholera, wiedzą!... .” Gdy tydzień później przymuszony Kieres wykrztusił wreszcie nazwisko („Ojca Hejmo”) - ci sami funkcjonariusze odetchnęli z ulgą: „Ach, to tylko Hejmo!”. Bali się, że IPN wykrył tego o randze dużo, dużo wyższej, z samego szczytu.

Teraz wiecie co chciałem przekazać.

Tekst jest obowiązkowy! Zapisać, zapamiętać, wydrukować i na ścianę. Kopię zakopać, gdyż PRL Bis jeszcze nie odszedł!

Pozdrawiam,
warpman

Aksjomat Blogosfery PP

Prawak, najczęściej wierzący, aby przekonać się do Prawego używa Rozumu.
Lewak, najczęściej niewierzący, aby przekonać się do Lewego używa Wiary.

W skrócie:
Prawe = Wiara + Rozum
Lewe = Niewiara + Wiara = Schizofrenia

Prawa logiki są nieubłagane: z Prawego nigdy nie wyniknie Lewe. Natomiast z Lewego można dojść do Prawego.

To właśnie z tych powodów Lewak - zawsze ucieka się w dyskusji do:
  • uników lub unikania dyskusji
  • inwektyw, wyszydzania i ośmieszania
  • świadomego zamilczenia
  • siły
Pozdrawiam,
warpman

P.S.
Jeden z bestsellerów p. Michała Savage'a nosi tytuł Liberalism is a Mental Disorder. Zapraszam do komentarzy na stronie Amazon.com. (Liberalizm po amerykańsku to po naszemu socjalizm z elementami komunizmu i faszyzmu.)

Psie gówna, a sprawa Polska

Dawno się tak nie uśmiałem, jak podczas czytania doniesienia z HOTNEWS.pl - Kalectwo polskich mediów. Uwaga p. Jerzego Urbana jest wręcz genialna. Co prawda podziela ją wielu, ale nie każdy ma dostęp do lewicowych oficjalnych mediów, ani takiej odwagi, by nazywać rzeczy po imieniu, jak w tym przypadku.

Kto mieszka w mieście i wie jak wyglądają pobocza chodników, tam gdzie leżą pryzmy śniegu, a potem pryzmy psiego gówna, ten p. Urbanowi postawi piwo. Już kłóciłem się na forach i tutaj w blogu, że Polacy generalnie nie umieją dostrzec istoty rzeczy. Gówna przed oczami nie widać, dopiero jak go oznaczymy, że nasze, swojskie i tak bardzo duchowo Polskie, zaczyna być dostrzegane!

A pewnie bierze się to ze straszliwej powagi z jaką w Polsce podchodzi się do wszystkiego co Polskie. Nie tak jak Amerykanie, których niektórzy uważają za duże dzieci, i którym zarzuca się, iż mają tendencje do uproszczania wszystkiego co my w Europie traktujemy ynteligentnie, rozważnie i analytycznie. Dzięki temu Amerykanie dostrzegają to, czego reszta świata dostrzec nie umie lub nie chce.

4 kwietnia do radia Tok FM wpłynęło pismo od Elżbiety Kruk, przewodniczącej KRRiT. Żądała ona wyjaśnień dotyczących audycji z 24 marca z udziałem Marka Raczkowskiego i Jerzego Urbana. Ewa Wanat - redaktorka naczelna Tok FM odpowiedziała jej, że kompletnie nie rozumie co w tej audycji było obraźliwego czy niestosownego. Przytoczmy więc fragmencik.

W kontrowersyjnym programie Marek Raczkowski i Jerzy Urban mówili m.in. o granicach prowokacji. Raczkowski opowiadał, jak niedawno chodząc po Warszawie, wetknął w psie odchody 70 miniatur polskich flag.

Zdarzenie oburzyło jedną ze słuchaczek, której e-mail prowadzący przeczytał po kilkudziesięciu minutach: "Myślę, że nie można tego tak zostawić, żeby jakiś facet szargał bezkarnie nasze narodowe symbole". Na to Jerzy Urban odparł: "Może pani jest miłośniczką psów i ją razi, że flaga tak marnego kraju jest wkładana w tak szlachetne wydzieliny.


Gorzka prawda o nas, Panie i Panowie, bardzo gorzka...

A już wręcz przerażeniem napełnił mnie poniższy fragment z powodu stopnia nierozumienia rzeczywistości u autora tego doniesienia (dlatego nie podaję nazwiska).

Zachodzę w głowę jak można być tak kompletnie wyzutym z jakichkolwiek uczyć względem własnej ojczyzny? Nie mówię o Urbanie - on jest nikczemnikiem od dawna i każdy wie, że się nie zmieni. Chodzi mi o zwykłą, ludzką reakcję ludzi mediów. Ktoś szkaluje w sposób przeraźliwie haniebny również ich ojczyznę - kraj, w którym się urodzili, w którym wyrośli, z którym wiążą swoje wspomnienia, który nie jest idealny, ale który przecież jest ich krajem. Nie trzeba być wielkim patriotą, by czuć się tak po prostu związanym ze swoim domem, by choć trochę identyfikować się z nim i mieć choćby szczątki wrażliwości na tak niebywałą obrazę.


Pozdrawiam,
warpman

Jego Eminencja Stefan Meller, Minister Spraw Zagranicznych

, ,

Coś czytałem, umknęło, więc sięgnąłem ponownie - "a to Polska właśnie".

  • Zacznijmy oficjalnie, od życiorysu umieszczonego na stronach rządowych, czyli Ministerstwa Spraw Zagranicznych - Życiorys Ministra (2005.10.31 15:54).

    W latach 1966-1968 pracownik Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Po wydarzeniach Marca 68 usunięty z PISM-u. Były naczelny redaktor miesięcznika „Mówią Wieki”. Pracownik filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku oraz prorektor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. W czasie stanu wojennego pomagał represjonowanym studentom. Publikował pod pseudonimem w prasie drugiego obiegu.


  • Pan Łukasz Perzyna z TV ASME o zdumiewającej uległości Braci Kaczyńskich w stosunku do ministra zagranicznego Stefana Mellera - Kto ma tworzyć politykę zagraniczną w czasie rządów PiS? (Wysłane sobota, 18, lutego 2006).

    "Rządu Kazimierza Marcinkiewicza nie stworzyli aparatczycy PiS, znalazło się w nim miejsce dla ludzi zupełnie nie identyfikowanych z tym ugrupowaniem. Minister Religa był nawet kontrkandydatem w wyborach prezydenckich Jarosława Kaczyńskiego. Jedną z takich postaci, obcych zapleczu Braci Kaczyńskich, okazał się Stefan Meller. »Minister zagraniczny« nie cieszył się specjalną estymą środowisk byłych ZChN i Porozumienia Centrum, wypominano mu różne sprawy, także i to, że był w rządzie SLD, zaś syn jest naczelnym redaktorem miesięcznika erotycznego, »demoralizującego polską młodzież«" - Łukasz Perzyna, publicysta "Tygodnika Solidarność" i naszej witryny ASME, komentuje umiejętnie rozegraną przez ministra zagranicznego Stefana Mellera akcję samoobrony własnego dobrego imienia.


  • Po powyższym wstępie kolej na następny tekst. Pani Klara Górska przypomina w polskiejutro.com fragmenty historii najnowszej - OJCOWIE BUDOWALI POLSKĘ LUDOWĄ, DZIECI BUDUJĄ IV RP? (brak daty).

    Czy zawsze zdjęcie danego towarzysza w ramach wewnątrzpartyjnych czystek z wysokiego stanowiska było krzywdą i represją w rozumieniu więźnia okresu stalinowskiego? Czy wyrzucenie z partii podczas kolejnych fal wewnętrznych rozgrywek o władzę to była jakakolwiek zasługa danego towarzysza i czy całkiem zakończyło to okres jego wielce niechlubnej pracy dla komunistycznego reżimu?
    Dziś mamy w Polsce taką sytuację, że partyjni dysydenci, a tym bardziej ich potomkowie, traktowani są ze szczególną atencją, jako ci, którzy rzekomo jako pierwsi "walczyli" z nieludzkim systemem W takim rozumieniu syn członka Biura Politycznego KC PZPR, córka PRL-owskiego ministra czy syn stalinowskiego oficera, o ile zostali oni na skutek jakichś tam okoliczności nagle odsunięci od władzy - są ludźmi szczególnych zasług i nie należy im wypominać rodzinnej tradycji i niechlubnej przeszłości, bo już jakoby "odkupili" swe winy. Oczywiście, nikt ich po sądach ciągać nie będzie (o ile nie popełnili żadnych czynów, zabronionych przez prawo(, ale czy automatycznie powinni znajdować się w pierwszych szeregach odnowicieli III RP? A z takim zjawiskiem zaczynamy ponownie mieć do czynienia

    Jedną z najbardziej newralgicznych dziedzin władzy są sprawy polityki zagranicznej. Powierzenie najważniejszych stanowisk w tym zakresie jest papierkiem lakmusowym prawdziwych intencji obecnych władz i świadczy o ich wizji "IV Rzeczypospolitej". I co tu mamy? W rządzie PiS pod przewodem ZChN-owca Kazimierza Marcinkiewicza ministrem spraw zagranicznych nieoczekiwanie został Stefan Meller. Jest to absolwent Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego z 1966 roku (na UW pełnił funkcję pierwszego sekretarza Komitetu Uczelnianego Związku Młodzieży Socjalistycznej(, do 1968 roku pracownik Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W okresie "Marca 68" został usunięty z PZPR, co przerwało jego świetnie zapowiadającą się wówczas karierę dyplomatyczną. Było to zresztą zgodne z tradycją rodzinną. Jego ojciec Adam Meller, który karierę rozpoczynał w Informacji Wojskowej, w latach 1956-1968 był PRL-owskim dyplomatą. Gdyby nie gangsterskie rozgrywki w ramach obozu komunistycznego w 1968 roku i zmagania się "Chamów" i "Żydów" o pełnię władzy, nie byłoby ówczesnych rugów z PZPR i intratnych stanowisk. I tak, w świetle dzisiejszej propagandy, ludzie wówczas odsunięci od władzy przez swych współtowarzyszy nie byliby "bohaterami narodowymi", walczącymi prawie o... niepodległość Polski.


  • Ten tekst zawiera informacje, które poprzez "googla" potwierdziłem, są na stronach polonijnego radia. Jednak część z nich pochodzi z pisma NIE, wobec czego nie podaję cytatów. Niech każdy sam sobie oceni ich wiarygodność. Trzeba tylko szukać p. Waldemara Figaja - OSIĄGNIĘCIE MINISTRA MELLERA (2006-03-30).

  • W Witualnej Polonii znalazłem taki tekst - Stefan Meller - Znowóż ŻYD ministrem "polskiego" MSZ-u (brak daty). Nie interesują mnie opinie o Żydach, a jedynie informacje o p. Mellerze.

    Gdy obywatele polscy, ale żydowskiej narodowosci POPYCHANI przez Wałese DOSTALI się na ŚWIECZNIKI WŁADZY w Warszawie i obieli władze po 1989 roku Stefan Meller otrzymał posadę w 1990 roku NACZELNEGO redaktora czasopisma historycznego "Mówią wieki".
    S. Meller na tym stanowisku EKSPONOWAŁ w tym czsopismie szczególnie mocno autorów z lobby filosemickiego wśród historyków typu Kerstenowej, Eislera, Tomaszewskiego, Paczkowskiego, przy równoczesnym TENDECYJNYM NIE DOPUSZCZANIU do publikowania się w tym czasopismie licznych patriotycznych autorów o pro polskim nastawieniu.


  • Pozostał niesmak. Spotkanie z prezydentem bez prezydenta. (2006-02-27). Po tamtej aferze losy p. Mellera zawisły na włosku do momentu, aż Prezydent RP, JE Lech Kaczyński wyraził się o Ministrze pozytywnie. JE Stefan Meller, szef MSZ, nie zrezygnował z pełnienia swojej funkcji. Po jego wystąpieniu w Sejmie, które pochwalili i prezydent, i premier, może ponoć być pewien swego stanowiska (Najwyższy Czas na stronie http://www.nczas.com/?a=show_article&id=2993).

    Dwa dni wcześniej, już po ustaleniu listy zaproszonych osób na to spotkanie, Rektor PMK otrzymał telefon od ambasadora RP w Paryżu, Pana Jana Tombińskiego, że do takiego spotkania nie dojdzie, chociaż wcześniej było już ono zarezerwowane w programie. Kiedy jednak Rektor PMK, Ks. Inf. S. Jeż zagroził, że będzie dzwonił do Kancelarii Prezydenta RP, Pan Ambasador wyraził zgodę..., ale na swoim postawił - do spotkania nie dopuścił.

Pozdrawiam,
warpman