...więc trzeba walczyć o głosy! Za każdym razem jesteśmy świadkami niewyobrażalnych starań, pełnych poświęcenia i ogromnego zaangażowania tych, którzy będą zamierzali skorzystać z biernego prawa wyborczego.
W tym roku na pierwszy front została wzięta kwestia tzw. dopalaczy. Nazwy, której geneza jest taka sama jak w przypadku pampersów czy adidasów. Określenie to w ogóle mi się nie podoba, aczkolwiek jestem zmuszony do stosowania tej nazwy, chcąc napisać nieco słów w tym temacie.
Sprawa wydaje się prosta. Ludzie nie chcą narkotyków na swoich ulicach, a smartshopy, które wręcz zalały Polskę, są najbardziej rzucającym się w oczy elementem powodującym u ludzi przeświadczenie, iż dopalacze są wszędzie i wszyscy młodzi je zażywają.
I to jest zarazem punkt, w który najprościej uderzyć.
Co jakiś czas w mediach pojawiają się informacje, że ktoś przekręcił się po dopalaczach. Utkwiła mi w pamięci historia kobiety, która osierociła trzyletnią córkę biorąc 6 "masakratorów". I takie opowieści poruszają tłumy, prowadząc do ogólnopolskiej nagonki. Spróbujmy spojrzeć jednak na to obiektywnie. 6 tabletek, gdzie cena piguły (swoją drogą, nazywanie ich "pigułami" jest w pewnym sensie obrazą dla prawdziwych piguł) waha się od 40 do 60 złotych. Biorąc nawet niższą wartość, po przemnożeniu daje nam kwotę 240 zł.
Znacie kogokolwiek, kto dałby tyle pieniędzy za marnej jakości tabletki? I jeszcze wziął je naraz zapewne popijając alkoholem?
Cała sprawa śmierdzi ogromną nieodpowiedzialnością i brakami w inteligencji wyżej wymienionej pani. Obawiam się, że gdyby nadal żyła i wychowywała córkę, zrobiłaby jej większą krzywdę, niż odchodząc przedwcześnie.
Walka z dopalaczami to coś, co ma wymiar ponadpartyjny (poza SLD - mają w programie depenalizację narkotyków, wobec czego wnioskuję, że same dopalacze też im nie przeszkadzają, aczkolwiek nie trafiłem jeszcze na opinie lewicy w tej sprawie), dzięki czemu podejmowanie działań legislacyjnych jest znacznie uproszczone. We wrześniu dorzucono kolejny zestaw substancji do listy zakazanych (w tym bardzo popularny mefedron), a od pewnego czasu głośno jest o nowej ustawie, która miałaby wprowadzić narzędzie pozwalające wstrzymać sprzedaż podejrzanego specyfiku. Nie wiadomo, jak będzie to miało dokładnie wyglądać, ale w skrócie proces polega na tym, że gdy pojawi się na rynku nowa substancja, można na okres od 12 do 18 miesięcy wstrzymać obrót za pomocą rozporządzenia i przeanalizować pod kątem szkodliwości - a dokładniej psychoaktywnego działania.
I tu sprawa się komplikuje.
Odchodząc od stricte dopalaczy, spójrzmy, jakie możliwości daje sobie władza. Nie podoba się jakiś towar, substancja? Zabrońmy sprzedaży. Bez uzasadnienia, ot tak. I nic nie można z tym zrobić, trzeba grzecznie odczekać półtora roku i wrócić do biznesu. To jest zamach na wolny rynek oraz ograniczanie wolności. Nasuwają mi się analogie do kwestii walki z piractwem, często poruszanej na jednym z moich ulubionych blogów -
Jurgiego. Pod płaszczykiem walki z negatywnym zjawiskiem wprowadza się mechanizmy, które mogą stać się dla nas w przyszłości zagrożeniem.
Prosty przykład. Ubarwiony, ale jak najbardziej możliwy. Pewien sklep z dopalaczami wypuszcza nowe tabletki zawierające wodorowęglan sodu (NaHCO3), główny składnik (za wikipedią) proszków do pieczenia. Władza uznaje, że trzeba wstrzymać obrót na półtora roku w celu dokonania analizy. Absurdalne? Pewnie, ale przecież uzasadnienie nie jest konieczne.
I przez ten czas nigdzie w Polsce nie kupisz proszku do pieczenia. O ciastach możesz zapomnieć.
Nie podoba mi się również fakt, że społeczną akceptację posiada gnębienie legalnych przedsiębiorców wszelkimi państwowymi sposobami. Strażnicy miejscy przed wejściem spisujący klientów, ciągłe kontrole skarbowe i wszystko, co się da, byle tylko utrudnić sprzedaż. Czy ci ludzie, którzy przyklaskują takim działaniom, naprawdę chcieliby, aby ich majątki były niszczone w majestacie prawa tylko dlatego, że w obecnej sytuacji nie są pożądane?
Punktem wyjścia tego wpisu są wybory samorządowe. I tu jest bardzo ciekawie.
Dwa krótkie newsy:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8452549,_Nie_zabijajcie_naszych_dzieci___Pikieta_pod_sklepami.htmlhttp://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8453510,Ruda_Slaska_dopalaczom_mowi___nie__.htmloraz podsumowanie tej hecy, z którą się zgadzam, dlatego nie będę powtarzał wniosków:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,8452361,Wybory_tuz_tuz__Samorzadowa_walka_z_dopalaczami_nabiera.htmlSwoją drogą, szkoda że te sklepy w ogóle powstały. Rynek RC (Research Chemicals) przed upublicznieniem miał się bardzo dobrze, a w temacie siedzieli tylko ci, którzy potrafili myśleć (idiota nie potrafiłby chociażby znaleźć źródła). Sklepy bez zastanowienia ładują do asortymentu wszystko, co tylko ma jakiekolwiek działanie psychoaktywne, bez testów, właściwych oznaczeń. Przykładowo po delegalizacji mefedronu pojawiły się w sprzedaży produkty takie jak "mefedron zmodyfikowany", "mefedron 2", tylko po to, aby przyciągnąć idiotów. A czy to jest metedron, butedron, mdpv, metylon, czy cokolwiek innego, nie raczą poinformować.
Ludzie kupują tabletki pod dziwnymi nazwami, nie wiedząc co tam jest w środku ani w jakich proporcjach, czy to można mieszać z alkoholem czy nie (zazwyczaj to drugie). I zdarzają się sytuacje, w których ktoś przesadzi, ale tylko i wyłącznie z głupoty. A na to nie ma lekarstwa.
Szczerze mówiąc to najlepiej byłoby zakazać głupoty, a wtedy cały problem z dopalaczami by nie istniał. Tak jak i wiele innych.
EDIT (2.10.2010): "(...) wasz wybór waszej drogi życiowej jest największym, najmocniejszym i najmądrzejszym uzasadnieniem takich decyzji, jakie my podejmujemy, kiedy trzeba walczyć ze złem" - jeżeli to nasz wybór, to po cholerę państwo się wtrąca?
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8456029,Tusk_o_dopalaczach__Brutalnie_rozstrzygniemy_problem_.html