Ludzie nie chcą wiedzieć
Sunday, 28. October 2007, 21:52:59
Jakiś miesiąc temu znalazłem w internetowej wersji jednej z lokalnych gazet ze wschodniej Polski artykuł o wilkach napadających na hodowle. Tytuł dość chwytny, "wilki czyhają na ofiary". I informacja, że będzie wniosek do ministra o zgodę na odstrzał.
Jako, że kwestia ochrony dzikich zwierząt, w szczególności wilków, leży w kręgu moich zainteresowan, postanowiłem trochę przyjrzeć się sprawie. Napisałem więc e-maila do autorki tekstu, pytając czy hodowle były zabezpieczone. Rzecz bardzo istotna, gdyż działa tu prosty mechanizm. Jeśli hodowli się nie zabezpiecza drapieżniki (nie tylko wilki; ba, nawet nie tylko dzikie zwierzęta, również np. zdziczałe psy) przyzwyczajają się do łatwej zdobyczy. Na krótszą metę po prostu do tego, na dłuższą zaczynają powoli tracić naturalne instynkty mówiące im m.in. o trzymaniu się z dala od ludzi. Z drugiej strony w regionach, w których stosuje się odpowiednią ochronę stad (pastuch elektryczny, fladry, pies pasterski) problem niemal znika. Zastosowanie odpowiendich środków po prostu zniechęca drapieżniki do podchodzenia pod hodowle. Nie porywają trzody, nie ma powodów do krzyczenia o odstrzał.
Co się okazało? Autorka tekstu nie wiedziała, czy ochrona jest stosowana. Jak stwierdziła, napisała tekst, bo chciała ostrzec ludzi. W porządku. Wiedza o zachowaniach drapieżników niestety jest dość mała. I faktem jest, że antropopresja wpływa na zachowania zwierząt wobec ludzki. Spokojnie więc wyjaśniłem skąd się wzięło pytanie. Było, nie było, łatwa zdobycz w hodowlach jest jedynym, co ciągnie dzikie zwierzeta w pobliże ludzkich zabudowań. Nie bedzie łatwo, nie bedzie przed czym ostrzegać. Zaproponowałem też skontaktowanie dziennikarki z osobami, które jakiś czas temu prowadziły w Beskidach szkolenia z zakresu ochrony stad (z bardzo dobrym efektem).
Cóż, dziennikarka miałaby temat na kolejny artykuł, ludziom też by pomogła, a i "zieloni" byli zadowoleni. Każdy by zyskał. Niestety na to już nie odpisała.
Choć może i nie do końca wszyscy byliby zadowoleni. Jakiś czas temu bodaj w Wyborczej czytałem artykuł, w którym wyliczano co się bardziej opłaca: hodowla zwierząt na sprzedaż czy odszkodowanie za zwierzę zagryzione przez drapieżnika. Do tego dochodzi ludzka mentalność i demonizowanie wilków (nieporozumienie równie wielkie, jak traktowanie ich jak "takich miłych zwierzaków"). Wiele osób po prostu nie chce wiedzieć o faktycznych zachowaniach tych zwierząt, ani o tym kiedy naprawdę moga być zagrożeniem, a kidy nie. I że wiele nie trzeba do rozwiązania problemu.
Jako, że kwestia ochrony dzikich zwierząt, w szczególności wilków, leży w kręgu moich zainteresowan, postanowiłem trochę przyjrzeć się sprawie. Napisałem więc e-maila do autorki tekstu, pytając czy hodowle były zabezpieczone. Rzecz bardzo istotna, gdyż działa tu prosty mechanizm. Jeśli hodowli się nie zabezpiecza drapieżniki (nie tylko wilki; ba, nawet nie tylko dzikie zwierzęta, również np. zdziczałe psy) przyzwyczajają się do łatwej zdobyczy. Na krótszą metę po prostu do tego, na dłuższą zaczynają powoli tracić naturalne instynkty mówiące im m.in. o trzymaniu się z dala od ludzi. Z drugiej strony w regionach, w których stosuje się odpowiednią ochronę stad (pastuch elektryczny, fladry, pies pasterski) problem niemal znika. Zastosowanie odpowiendich środków po prostu zniechęca drapieżniki do podchodzenia pod hodowle. Nie porywają trzody, nie ma powodów do krzyczenia o odstrzał.
Co się okazało? Autorka tekstu nie wiedziała, czy ochrona jest stosowana. Jak stwierdziła, napisała tekst, bo chciała ostrzec ludzi. W porządku. Wiedza o zachowaniach drapieżników niestety jest dość mała. I faktem jest, że antropopresja wpływa na zachowania zwierząt wobec ludzki. Spokojnie więc wyjaśniłem skąd się wzięło pytanie. Było, nie było, łatwa zdobycz w hodowlach jest jedynym, co ciągnie dzikie zwierzeta w pobliże ludzkich zabudowań. Nie bedzie łatwo, nie bedzie przed czym ostrzegać. Zaproponowałem też skontaktowanie dziennikarki z osobami, które jakiś czas temu prowadziły w Beskidach szkolenia z zakresu ochrony stad (z bardzo dobrym efektem).
Cóż, dziennikarka miałaby temat na kolejny artykuł, ludziom też by pomogła, a i "zieloni" byli zadowoleni. Każdy by zyskał. Niestety na to już nie odpisała.
Choć może i nie do końca wszyscy byliby zadowoleni. Jakiś czas temu bodaj w Wyborczej czytałem artykuł, w którym wyliczano co się bardziej opłaca: hodowla zwierząt na sprzedaż czy odszkodowanie za zwierzę zagryzione przez drapieżnika. Do tego dochodzi ludzka mentalność i demonizowanie wilków (nieporozumienie równie wielkie, jak traktowanie ich jak "takich miłych zwierzaków"). Wiele osób po prostu nie chce wiedzieć o faktycznych zachowaniach tych zwierząt, ani o tym kiedy naprawdę moga być zagrożeniem, a kidy nie. I że wiele nie trzeba do rozwiązania problemu.







