Skip navigation.

Wierszydła i Tfurczość

Lecz pamiętaj, naprawdę nie dzieje się nic...

Kolejna smutna piosenka.

Szare niebo
szare oczy
szare myśli
co z nas drwią
szare okna
deszcz na ścianach
są tu szare słowa...
są.

Nawet czasem przemknie cień
całkiem nierealny
piszesz bajki, piszesz snem
zwykłym, niebanalnym.

W deszczu śpi tęsknota
w deszczu żyje strach
chciałabym choć chwilę
mieszkać tam
złapać Cię za rękę
skoczyć w silny wiatr
żebyś w takim deszczu
nie tkwił sam.

Chciałabym tak choć przez chwile
wierzyć w swoje sny
w to, że poza nimi w burzy
istniejesz Ty...

/powtarzane w różnych kombinacjach, czasem i z lekką słowną improwizacją/

Wulkan

Noc wpaja się w ciało na oślep.
Wir wydarzń, kołatanie myśli, zatrzymajcie świat, bezsenność znów jest realna!
I takie dziwne, wszechogarniające uczucie, egzystencjalna huśtawka, upojenie.l
Za dużo, za szybko, za bardzo.
Od środka rozrywa, ciało nagle staje się medium między tym, co rzeczywiste,a tym, co urojone, choć i tu granica jest niemalże niewidoczna.
Łapać każdą chwilę, bawić się nią, jak kot z bezsilną myszą. Z serca wyrywają się myśli i migawki uczuć.
Żyj pełnią. Wyginaj się idealnie niczym łuk triumfalny. Graj, udawaj wszystko, przecież jesteś sobą, wszystko się wydaje. Nie ma już masek. Po prostu świat za bardzo się uparł w maskowaniu twojej nieśmiałości.

/25.04.07, 22:00/

ściany.

Ten pokój ma, jak każdy, cztery ściany
Z każdej strony czyjeś oczy, choćby
niewidzialne
Mrok się sączy przez światło
pismo niewyraźne
Jak za każdym razem
na życie nie starcza czasu.
Ból przejaskrawiony
Ukryte miłostki
Trochę niepamięci
Po prostu zmęczenie
Iść dalej przed siebie by trzeba
A niebo dziś szare
idealne
Dziękuję mimo wszystko

Bo pokój ma, jak każdy, cztery ściany
A w każdym spojrzeniu
rodzą się nowe cuda

/25.04.07.

Izie.

Śmierć jest tuż obok. Udajmy, że jej nie ma. Że nie jest istotna. Przeplatajmy śmiercią tematy nieważne, nasycajmy nią nasze rozmowy, odganiajmy ją trzymając za rękę.
Bawimy się w życie, czasu tak mało, planów tak dużo... A ona wciąż stoi obok, nikt przecież nie myśli spełniając swoje marzenia o tym, że jutro może go nie być. A jeśli świat skończy się przed punkt 16.00? Jeśli nie zdążymy nigdy na umówione spotkanie?
Ociera się o nas jak kot. Osuwa się w cień, gdy cieszymy się sobą, gdy patrzymy na słońce. Wraca, gdy jesteśmy sami. Człowiek zawsze jest sam ze śmiercią.
Chodźmy za nią, wieczność czeka.

/1.4.07.

Strach /również dedykowane panu M.

To przez Ciebie
kawałku miłości
Nieważne gdzie jestem
nieważne jak
Wciąż mnie ogarnia
lęk, niepokój, strach...
Usłyszałam czyjś oddech
obok twarzy
Odwróciłam się, ale
nikogo nie było
Nie wiem wciąż dlaczego
od dłuższego czasu
Im bardziej Cię kocham
tym bardziej się boję
Nie wiem też czego,
ale się domyślam
-Chyba tak bardzo się boję
że znikniesz

/17.3.07
(owszem, zniknął.choć nigdy go nie było)

dedykowane panu M.

Gdybyś wiedział, jak bardzo obok Ciebie Cię kocham...
Siedzę w tłumie myśli i nagle ogarnia mnie tęsknota. Powoli, wpada przez oczy, prześwidrowuje głowę, roznosi się drgawkami po ciele i wycieka przez palce.
Z wciąż śmieję się na Ciebie, na Twoje odbicie w sobie, wciąż rozmawiam z Tobą, tak na odległość..
Myślę i marzę, jak to już będzie, gdy sny się spełnią. Czy w ogóle. Między strachem kulę się tak bardzo sama, ale jesteś wciąż.

Jestem-nie ma mnie
Jesteś-nie ma Cię

Marzenia mają wielką moc sprawczę.
Gdybyś wiedział, jak bardzo obok Ciebie Cię kocham...

/31.3.07
było, minęło

Podróż w Noc

Drzewa, cienie, największy zachwyt. Powoli, od korzeni przez korę, gałęzie, do krótkich patyczków na końcu korony...
Wyłoniły się światła. Myślałam, że mur zasłania ulicę, że tam jadą samochody, stąd mrugające ogniki... To był cmentarz. I ciemna noc.
Jak wspaniale jest być mną. Trzeba tylko nieustannie bardzo wierzyć w rzeczy niewidzialne. I czasem pojawia się ogromny strach. Strach przed sobą. Przed czymś nie do ogarnięcia. Ale moje życie jest tak udane, że czasem wydaje mi się, że mnie nie ma, że ludzie wymyślili mnie, jako urojenie, które wierzy zawsze i jest. Jako środek, któremu zawsze wychodzi, bo jest w nim ta część.
I wiatr, którego nie było.

/4.3.07

O nas

Więc nakręcamy się tym absurdem, dopóki starczy sił. Dopóki czujemy, że mówiąc o niczym odrywamy się od tego, co cały czas w nas tkwi, mocno odciśnięte bólem. W absurdzie my też jesteśmy niczym: zniewolone własnym nie-myśleniem ogarniamy jedynie kolory butów naszych matek. To najpoważniejsze tematy, na które stać jeszcze nasze jaźnie, owładnięte sobą. Lubimy mówić o sobie i słuchać, idealnie absurdalnie egocentrycznie.
Nie wiem, czy nie warto skończyć z tym, bo powrót do rzeczywistości dużo bardziej staje się ostrzejszy. A w nim nasz własny, bezwstydny grzech.

/1.1.2007.
Witaj Nowy Roku, pół ciebie ubędzie nim odważę się zrobić ten krok./

Nareszcie.

Zeszytów jest kilka. Pełnią funkcją wielce odważną-od pamiętnika po miejsca na pośpieszne notatki. Są ważne. Na tyle wazne, że leżą przede mną.
Dziś więc wzięłam się za to nareszcie i spisałam większość z nich. Te, o ktorych myślę,że nadają się do publikacji.
Reszta zbyt osobista może?
Nie jest to wszystko, to tylko nieznaczna część mojej TFUrczości. Jednak wystarczy, by poznać nieco mój sposób patrzenia na wiele spraw, który zmienia się nieustannie.
Wiersze powstają na ogół w przypływie większych emocji, smutku, oburzenia, złości, niepokoju, czasem nawet radości czy zniechęcenia.
Zapraszam więc do czytania, choć wiem, że niechętnie patrzy się na coś kogoś innego, zwłaszcza w takiej ilości.,,
Mam jednak nadzieję, że choć jeden przypadkowy wers może zapaść w pamięć.
Jest tu kilka tekstów, które osobiści uważam za całkiem niezłe, byłam tez niegdyś namaiwana do stworzenia takiej stronki, więc oto. Może kiedyś pojawi się jeszcze coś...

Zapraszam;)

Spokojnie już...

Spragniona słodkiego smaku sięgnęła po kakao. Nienasycenie. Nie-przesycenie. Mogłaby pić je codziennie, za każdym razem pragnąc tak samo.

Gdy nagle..Kakao rozsypało się. Ach, gdyby chociaż się skończyło, gdyby, wiedziała, że go nie ma... ale nie! Kakao się rozsypało! Czuła jeszcze jego zapach w powietrzum czuła tą słodycz, której nie mogła już kosztować...

Wzięła więc ścierkę, by szybciej zapomnieć, by nikt nie zobaczył... Posprzątała dokładnie, każdy okruszek wsypując do śmietnika.


A te drobinki, które przeoczyła zdeptali ludzie. Obcy i wybrani, przez los.

Bolało.

Ale rozsypane kakao to przecież nic. Można kupić nowe, smaczniejsze.
/tylko za ile tym razem...
December 2009
S M T W T F S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31