Kolejny nocny marsz
Tuesday, 11. August 2009, 11:43:43
Jak zwykle przyszło mi to do głowy kilka godzin przed wyjadzem. Poprzednio zwiedzałem w ten sposób okolice Babiej Góry. Tym razem postawiłem na rodzinne strony czyli Milówkę. Zielony szlak z Milówki na Halę Boraczą zmienia się nieustannie w związku ze zrywką drewna. Jego częśc została poszerzona, mówiąc dokładniej - wyrąbano drogę w skale.
Na Hali baca grał na akordeonie dla swoich owiec. Tam też poczekałem na zachód słońca. Boracza jest jednym z tych miejsc w Beskidzie Żywieckim, w którym widać najlepiej pracę kornika drukarza. Całe stoki są ogołocone z drzew, które musiano wyciąć. Na ich miejsce sadzi się kolejne. Niestety pownownie jest to świerk.
Postanowiłem, że skoro i tak robi się ciemno to na Lipowską dostanę się zielonym szlakiem, czyli lasem. Okazało się jednak, że pierwsze 30min. marszu tą drogą to spacer po trasie widokowej. Na tym odcinku bowiem wycięto drzewa i odsłonił się piękny widok. Wydaje się, że zielony szlak zostanie w końcu zamknięty w związku z osuwaniem się ziemi na jednym z jego odcinków.
O 22.50 znalazłem się w schornisku na Rysiance. Panowie w schronisku śmiali się gdy na pytanie o to czy będę nocował odpowiedziałem, że jeszcze się zastanawiam, a spytany o cel, odpowiedziałem, że tam gdzie dojdę. Kupiłem wodę, założyłem polar i postanowiłem, że idę na Miziową.
Czerwony szlak w świetle księżyca jest przepiękny. Nocne chodzenie ma tę zaletę, że choć wiesz jak wygląda droga to i tak odkrywasz coś nowego i pięknego. Do tego droga staje się krótka, podejścia jakieś takie mniej strome. Na szlaku znalazłem 2 rozbite namioty. W tym jeden na Palenicy.
W okoliach 1 byłem już na Hali Cudzichowej i jakoś tak było mi szkoda nocować na podłodze w schronisku na Miziowej, więc długo nie myśląc znalazłem sobie płaski kawałem ziemi, rozłożyłem karimatę, schowałem buty i naubierany jak w zimie wlazłem do śpiwora. Nad moją głową polowała sowa na zmianę z nietoperzami.
Spanie na ziemi to był zły pomysł. Koło 4 rano musiałem zebrać się w sobie i opanować drżenie z zimna. Polar, kurtka i czapka na nic się zdały.
Po szybkim posiłku wybrałem się na wschód słońca na Miziowej. Tam też odespałem kolejne 2 godziny na ławce przed schroniskiem, nie chciałem bowiem budzić tych, którzy spali w sali jadalnej na dole.
Do Korbielowa dostałem się żółtym szlakiem, którego nie polecam. Nudny, przecina drogi służące do zwózki drewna do tego w ogromnej części składa się ze stromego zejscia przez las.
Całkowity koszt tej zabawy to 23zł na bilety i 5zł na dodatkową wodę. Może któregoś roku uda mi się wystartować w Marszonie.









