9 Konferencja PTPO
Monday, 4. June 2007, 18:00:01
Wczoraj wróciłem ze średnio pasjonującej konferencji PTPO.
Czemu średnio? A jakoś tak mam niesmak po upakowaniu dużej ilości, czasem nieświeżych wystąpień w krótkich jednostkach czasu. Ot zwyczajnie nie było możliwości poznawczego opanowania wystąpień i podjęcia sensownej dyskusji. A było o czym. Miałem wrażenie, że część referujących zapominała o problemach generowanych przez testy, których używali. Miałem też wrażenie, że w jednym z wystąpień nadinterpretowano statystycznie znaczące różnice pomiędzy młodymi dorosłymi z rozpoznaniem ch. onkologicznej i ich rówieśników w zakresie wew. umiejscowienia kontroli zachowań zdrowotnych. Ale nie było źle. Całkiem sporo wystąpień, także będących prezentacją prac oryginalnych kończyło się konkretnymi wskazówkami praktycznymi, bądź jak w przypadku analiz wpływu psychoterapii - dołożeniem kolejnego kamyczka do ogródka zasadności tejże w medycynie jako pełnoprawnego sposobu wspierania leczenia.
Ciesze się z szerokiej palety tematyki wystąpień i wysokiego poziomu sporej części wystąpień. Ważne były także wystąpienia dotykające osobistych doświadczeń i rozważań.
Po raz kolejny Dr n. med. Zbigniew Bohdan dał m i... trudno to zwerbalizować. Mówił o ciszy, intymności, relacji, tym co leży głęboko u podłoża bliskiego kontaktu z człowiekiem. Mówił przez obrazy. Przypomniał mi ten moment który zadecydował, że mimo trudności zostałem w hospicjum.
Ta konferencja miała jednocześnie ciekawy wymiar pokoleniowy. Wygląda na to, że w psychoonkologii młodzi ludzie zaczynają stanowić sporą grupę (dobrze to i źle). Do tego profesor Gałuszko zdaje się ma w sobie gotowość przekazania ciężaru odpowiedzialności za ptpo na tą młodzież. Zobaczymy jak to będzie za dwa lata.
Gdańsk średnio mi się spodobał, wiem bluźnię
Pewnie dlatego, że nie miałem wiele czasu i pieniędzy na zwiedzanie i może kiedyś zmienię zdanie. Co do kasy to chcąc zaoszczędzić, przejechałem się na noclegu i okoliczności przymusiły mnie do zapłacenia za cały pokoik, nie za miejsce.
Do tego powrót Przemyślaninem był lekkim koszmarem. Usiadłem sobie w okolicach 3 rano. Do elementów folklorystycznych zaliczam kibiców z Wrocławia, którzy dobrze się bawili. Za ich zabawy SOK i 1/2 sztuki policjanta chcieli ukarać bogu ducha winnych licealistów co rozbawiło wszystkich, którzy od Poznania z tymi chłopakami gadali. Miłym zaskoczeniem była kontrolerka biletów informująca stojących, siedzących i wreszcie leżących w korytarzu, kto i kiedy wysiada i gdzie będą miejsca.
Czemu średnio? A jakoś tak mam niesmak po upakowaniu dużej ilości, czasem nieświeżych wystąpień w krótkich jednostkach czasu. Ot zwyczajnie nie było możliwości poznawczego opanowania wystąpień i podjęcia sensownej dyskusji. A było o czym. Miałem wrażenie, że część referujących zapominała o problemach generowanych przez testy, których używali. Miałem też wrażenie, że w jednym z wystąpień nadinterpretowano statystycznie znaczące różnice pomiędzy młodymi dorosłymi z rozpoznaniem ch. onkologicznej i ich rówieśników w zakresie wew. umiejscowienia kontroli zachowań zdrowotnych. Ale nie było źle. Całkiem sporo wystąpień, także będących prezentacją prac oryginalnych kończyło się konkretnymi wskazówkami praktycznymi, bądź jak w przypadku analiz wpływu psychoterapii - dołożeniem kolejnego kamyczka do ogródka zasadności tejże w medycynie jako pełnoprawnego sposobu wspierania leczenia.
Ciesze się z szerokiej palety tematyki wystąpień i wysokiego poziomu sporej części wystąpień. Ważne były także wystąpienia dotykające osobistych doświadczeń i rozważań.
Po raz kolejny Dr n. med. Zbigniew Bohdan dał m i... trudno to zwerbalizować. Mówił o ciszy, intymności, relacji, tym co leży głęboko u podłoża bliskiego kontaktu z człowiekiem. Mówił przez obrazy. Przypomniał mi ten moment który zadecydował, że mimo trudności zostałem w hospicjum.
Ta konferencja miała jednocześnie ciekawy wymiar pokoleniowy. Wygląda na to, że w psychoonkologii młodzi ludzie zaczynają stanowić sporą grupę (dobrze to i źle). Do tego profesor Gałuszko zdaje się ma w sobie gotowość przekazania ciężaru odpowiedzialności za ptpo na tą młodzież. Zobaczymy jak to będzie za dwa lata.
Gdańsk średnio mi się spodobał, wiem bluźnię
Do tego powrót Przemyślaninem był lekkim koszmarem. Usiadłem sobie w okolicach 3 rano. Do elementów folklorystycznych zaliczam kibiców z Wrocławia, którzy dobrze się bawili. Za ich zabawy SOK i 1/2 sztuki policjanta chcieli ukarać bogu ducha winnych licealistów co rozbawiło wszystkich, którzy od Poznania z tymi chłopakami gadali. Miłym zaskoczeniem była kontrolerka biletów informująca stojących, siedzących i wreszcie leżących w korytarzu, kto i kiedy wysiada i gdzie będą miejsca.